menu

POD PRĄD - felieton Roberta Dziemby (63)

informacje kołobrzeg, komentarz, dziembaJOW-y jak Święty Mikołaj... Ludzie wierzą w JOW-y, że zmienią Polskę. Dzieci wierzą w Świętego Mikołaja, który daje prezenty. Prawda leży tam gdzie leży.


Kukiz uwierzył, że zmiana ordynacji wyborczej zmieni ludzi, że Polacy głosując na danych kandydatów, zamiast na partie i komitety wyborcze, bowiem nieprawdą jest, że w wyborach startują tylko partie, że obywatele wybiorą najlepszych kandydatów, odznaczających się taką szlachetnością i naiwnością, że uwierzą jak Kukiz, że walka o Polskę, to ważna gra. Tymczasem wybory i polityka to wypadkowa pieniędzy, żądzy władzy i sumy egoizmów. Każdy chce wygrać i cenę zwycięstwa opłacić garścią nawet najgłupszych obietnic. Kukiz, zamiast zmienić zasady systemu, postanowił zmniejszyć drzwi, przez które można do niego wejść. Tymczasem to nie w ordynacji leży sukces innych demokracji, ale odpowiedzialności posłów przed wyborcami, ich wpływie na bieżącą politykę i rząd, przy jednoczesnej reprezentacji wyborców i ich interesów. Zamiast zacząć od dyskusji podstawowych, od dyżurów poselskich, interwencji, udzielonych porad i pomocy, od tego, co faktycznie dany poseł zrobił dla wyborców, jak naprawdę głosował i pracował, czy było to zgodne z jego programem wyborczym, o jego rozliczeniu nie wspominając, Kukiz zręcznie to pomija i chce "jowów".

Byłem na spotkaniu zwolenników "jowów" w "Adabarze" i gdy słyszałem argumenty za zmianą ordynacji, że będziemy mieli drugą Wielką Brytanię, że do sejmu wejdą ludzie, których znamy i faktycznie polecamy, że "jowy" to szansa dla Polski na wprowadzenie do polityki właściwych polityków, odpartyjnienie rządu, itd., i słuchałem ludzi, którzy w to bardziej bądź mniej wierzą, to miałem wrażenie, że jestem na spotkaniu przed przybyciem Wróżki Zębuszki czy Świętego Mikołaja. Pamiętam, że na studiach egzaminy z systemów politycznych wybranych państw świata, systemu politycznego RP czy partii i systemów partyjnych należały do jednych z trudniejszych. Tymczasem wstają ludzie, którzy przeczytali coś tam w internecie i głoszą "jowy" niczym ewangelię. Co tam dla nich teoria wyboru publicznego, teoria graczy blokujących, modle decydowania parlamentarnego, badania nad konfliktami interpartyjnymi. Co tam ludzie, którzy mówią o "jowach" bzdury, na przykład, że obowiązują one w wyborach samorządowych, co jest nie do końca prawdą, bo "jowów" nie było w miastach na prawach powiatu i obowiązywały one tylko w wyborach do rad gmin. Mało tego, wiele osób nie przeczytało propozycji Kukiza dotyczących samych wyborów. Zapytałem kilka osób na ten temat i nie otrzymałem żadnej odpowiedzi. Moim zdaniem, świadczy to o zwykłym koniunkturalizmie wielu osób, ich ignorancji i niewiedzy. Pewnie właśnie dlatego masowo rozdawane są poradniki o "jowach" z instrukcjami, jak odpowiadać na trudne pytania i fale krytyki.

Nie ma doskonałych i idealnych ordynacji wyborczych, jak i sposobu przeliczania głosów na mandaty. Poszczególne metody zawsze będą kogoś preferowały. Podstawą każdego systemu jest reprezentacja wyborców i jego stabilność. Wybory proporcjonalne powodują utratę wpływu na bezpośrednie decydowanie o elekcji. Dzieje się tak dlatego, że preferowane są listy wyborcze, a potem kandydaci. W konsekwencji, kandydat z dobrym wynikiem premiuje listę, ale i wciąga innych kandydatów. W 2001 roku Andrzej Lepper zdobył 50 tys. głosów i wciągnął do sejmu posła Łącznego, z poparciem jakichś 400 głosów. Tymczasem kandydat, który zdobył 3 tys. głosów mógł mandatu nie dostać.

Ale osoby, które poprą "jowy", muszą pamiętać, czego w ulotkach Kukiza nie przeczytają, że "jowy" obniżają frekwencję wyborczą, ale także wypaczają wynik wyborów. Widać to wyraźnie z analizy wyników wyborów samorządowych. W Kołobrzegu na przykład, na 21 mandatów, niezależnie od partii czy ugrupowań społecznych, mandat zdobyło tylko 2 radnych niezależnych. Mało tego. Większość w Radzie Miasta sprawuje Porozumienie Dla Kołobrzegu, które zdobyło poparcie zaledwie 20,14% kołobrzeżan biorących udział w wyborach. To 1/5 kołobrzeżan zadecydowała o tym, kto rządzi w mieście - 20% ludzi rozdzieliło ponad 50% mandatów. Co to ma wspólnego z demokracją, o której mówi Kukiz? Jeszcze gorzej jest, gdy spojrzymy na liczbę ogółu mieszkańców: 8,38% kołobrzeżan z ogółu uprawnionych do głosowania zdecydowało, komu oddać rządy. W innych miastach jeszcze bardziej widać proces nadreprezentatywności zwycięzcy wyborów w "jowach". Po pierwsze, mandat zdobywa nie osoba, która ma poparcie co najmniej połowy wyborców w danym okręgu, ale ta osoba, która uzyska największe poparcie. I tak, w Rumi, 27,74% głosów oddanych na PO dało tej partii 74,43% miejsc w radzie, a w Starym Sączu gminny komitet zdobył 47,84% głosów, co daje 80,95% mandatów. Opozycja de facto nie istnieje.

Eksperymentem z "jowami" w Polsce miały być wybory do Senatu. 4 lata temu osoby podobne Kukizowi głosiły, że oto nastała epokowa zmiana, bo obywatele odzyskają Senat. Cud ten miały zapewnić jednomandatowe okręgi wyborcze. Kto z was sprawdził, jak ów cud wyglądał? Mało kto. Oto wyniki: 63 mandaty dla PO, 31 dla PiS, 2 dla PSL, 1 dla Cimoszewicza, 1 dla Kutza, 1 dla Borowskiego i 1 dla KWW Dutkiewicza. 4% skuteczności "jowów".

"Jowy" brzmią dobrze jako dziecko propagandy dla ludzi, którzy o systemach wyborczych wiedzą mało lub niewiele, co więcej, nie sięgną po żadną literaturę, poza tym, co przygotują "przyjaciele" Kukiza. Oczywiście, "jowy" nie są jakimś tam złem, ale powodują, że wielu wyborców, pomimo wyborczej reprezentacji, nie będzie jej miało w sejmie, wiele głosów będzie po prostu straconych. "Jowy" sprzyjają tworzeniu się systemu dwupartyjnego i wbrew pozorom, nie ułatwiają zdobycia mandatu kandydatom niezrzeszonym. Jeśli ktoś chce więc zrozumieć metodologię deformacji wyników wyborów, lektura kserówek ekipy Kukiza w tym mu nie pomoże. Problem w tym, że odpowiedzi trudne nie są mile widziane. Zwolennicy "jowów" mają prostą odpowiedź na każdy zarzut, jak zwolennicy niektórych religii, uraczą nas cytatem z Biblii na każdą okazję.


Robert Dziemba

Dodaj komentarz

UWAGA!
Komentarze są prywatnymi opiniami Czytelników, za które redakcja nie ponosi odpowiedzialności. Publikowanie jest jednoznaczne z akceptacją regulaminu. Jeśli jakikolwiek komentarz narusza obowiązujące prawo lub zasady współżycia społecznego, prosimy o kontakt (napisz do nas). Komentarze niezwiązane z artykułem, naruszające regulamin lub zawierające uwagi do redakcji, będą usuwane.

Komentarze zostaną opublikowane po akceptacji przez moderatora.

Administratorem danych osobowych jest  Wydawnictwo AMBERPRESS z siedzibą w Kołobrzegu przy ul. Zaplecznej 9B/6 78-100 Kołobrzeg, o numerze NIP: 671-161-39-93. z którym możesz skontaktować się osobiście pod numerem telefonu 500-166-222 lub za pośrednictwem poczty elektronicznej wysyłając wiadomość mailową na adres poczta@miastokolobrzeg.pl Jednocześnie informujemy że zgodnie z rozporządzeniem o ochronie danych osobowych przysługuje ci prawo dostępu do swoich danych, możliwości ich poprawiania, żądania zaprzestania ich przetwarzania w zakresie wynikającym z obowiązującego prawa.