menu

POD PRĄD - felieton Roberta Dziemby (3)

Interpelacje: tajne przez poufne… Na ostatniej sesji o cenzurę w Urzędzie Miasta pytał radny Adam Wieczorek. Oto moje stanowisko w sprawie.


Po opublikowaniu przez nas w kwietniu interpelacji radnych Rady Miasta i odpowiedzi na nie (przeczytaj), w Urzędzie Miasta zasyczało i zahuczało. Nie owijając w bawełnę, pani sekretarz nie spodobało się, że opublikowaliśmy urzędowe dokumenty, bo mogą one zawierać informacje, do których niekoniecznie powinni mieć dostęp mieszkańcy, a za ich ujawnianie Urząd bierze pełną odpowiedzialność. Co więcej, odpowiedzi na interpelacje są kierowane bezpośrednio do radnych i to oni powinni decydować o tym, czy i komu je udostępnią, biorąc za to odpowiedzialność. Znam to stanowisko, gdyż kulturalnie spotkałem się z panią sekretarz i mi to jasno wyłożyła. Tyle, że ja się z tym kompletnie nie zgadzam.

Jedną z zasad funkcjonowania samorządu jest jawność. I nie dotyczy to tylko sesji Rady Miasta, ale całego mechanizmu sprawowania władzy, podejmowania decyzji i rozstrzygania w sprawach ważnych dla ogółu mieszkańców. Może pani sekretarz o tym nie wie, ale nazywamy to demokracją deliberatywną. Jej ważnym ogniwem są media, które są nośnikiem informacji. W Kołobrzegu nie istnieje żaden urzędowy system łączności, który nie opierałby się jedynie na kontakcie bezpośrednim. Tę lukę wypełniają media elektroniczne. I nasz portal opublikował interpelacje, które cieszyły się ogromną popularnością. To oznacza, że mieszkańcy interesują się pracą radnych i sprawami, o które pytają, bo są to często sprawy, w których oni sami proszą o interwencję. Co takiego jest wrażliwego w odpowiedzi na zapytanie o budowę chodnika lub funkcjonowanie lodowiska? Zapewne nic. Ale w opublikowanych przez nasz portal odpowiedziach na interpelacje znalazła się sprawa spółki „Portka” i jak wiemy od naszych informatorów, to ta właśnie sprawa była przyczyną wielkiego tsunami w Urzędzie Miasta.

Umówiliśmy się z panią sekretarz, aby nie komplikować sytuacji, że nasz portal zdobędzie zgodę od radnych na publikowanie odpowiedzi na ich interpelacje. Mówiąc krótko, wyszliśmy naprzeciw jakiejś tam wizji pani sekretarz, bo po co komplikować sobie życie. Ale na sesji, pani sekretarz zrobiła coś, na co się nie umówiliśmy. Odpowiadając na zapytanie radnego Adama Wieczorka, nie tylko bezpodstawnie przestrzegała radnych przez konsekwencjami publikowania odpowiedzi na ich interpelacje, ale jeszcze obiecała dostarczyć opinię prawną w tej sprawie. Podobno w Starostwie Powiatowym posikali się ze śmiechu, a starosta ma zapalenie pęcherza, bo tam interpelacje radnych i odpowiedzi na nie hurtowo publikują w BIP-ie. Jeśli więc tak, to w myśl pani sekretarz ryzykują, albo wręcz już może łamią prawo. Już widzę sekretarza powiatu wyprowadzanego w kajdankach za to, że dał ludziom do przeczytania odpowiedź w sprawie zapytania o inwestycję spółki „Portka” dajmy na to.

Zupa z gwoździ, która stoi na ogniu u pani sekretarz, to jedna wielka bzdura. Cała działalność osób publicznych, zarówno fizycznych jak i prawnych, jest jawna. Ma do niej dostęp każdy obywatel, na zasadzie ustawy o dostępie do informacji publicznej. Mediom jest łatwiej, gdyż operujemy na bazie ustawy prawo prasowe. Utrudnianie wykonywania nam naszych obowiązków lub dążenie do nieopublikowania określonych treści w ramach artykułu prasowego w myśl polskiego prawa jest przestępstwem. I jeśli pani sekretarz chce grać w tę bramkę, proponuję jej zdobyć jeszcze jedną opinię prawną. W dniu dzisiejszym udamy się po interpelacje radnych i odpowiedzi na nie do Urzędu Miasta, a jeśli ich nie dostaniemy, sprawą zajmie nie nasza kancelaria prawna. I to na życzenie pani sekretarz.

Po rozmowie z panią Ewą Pełechatą byłem przekonany, że z wysoko postawionymi urzędnikami można współpracować konstruktywnie. W praktyce wygląda to inaczej. Ale jak ktoś chce być księżniczką w zamku na Ratuszowej i czeka na księcia, który przyjedzie z biurkami, ustawi je pod oknem i uratuje księżniczkę z gąszczu magicznych przepisów i ustaw, to ja czekać do końca kadencji nie będę. Jak zawsze, wolę pójść pod prąd.

Robert Dziemba

 

Dodaj komentarz

UWAGA!
Komentarze są prywatnymi opiniami Czytelników, za które redakcja nie ponosi odpowiedzialności. Publikowanie jest jednoznaczne z akceptacją regulaminu. Jeśli jakikolwiek komentarz narusza obowiązujące prawo lub zasady współżycia społecznego, prosimy o kontakt (napisz do nas). Komentarze niezwiązane z artykułem, naruszające regulamin lub zawierające uwagi do redakcji, będą usuwane.

Komentarze zostaną opublikowane po akceptacji przez moderatora.

Administratorem danych osobowych jest  Wydawnictwo AMBERPRESS z siedzibą w Kołobrzegu przy ul. Zaplecznej 9B/6 78-100 Kołobrzeg, o numerze NIP: 671-161-39-93. z którym możesz skontaktować się osobiście pod numerem telefonu 500-166-222 lub za pośrednictwem poczty elektronicznej wysyłając wiadomość mailową na adres poczta@miastokolobrzeg.pl Jednocześnie informujemy że zgodnie z rozporządzeniem o ochronie danych osobowych przysługuje ci prawo dostępu do swoich danych, możliwości ich poprawiania, żądania zaprzestania ich przetwarzania w zakresie wynikającym z obowiązującego prawa.