menu

Felieton: z ławy obrońcy i kibica (12)

kołobrzeg, miastokolobrzeg.pl, Felieton: z ławy obrońcy i kibica,  edward stepieńCzy jesteśmy skazani na psucie prawa?... Istnieją niesprawiedliwe bądź całkowicie zbędne przepisy prawne, które stanowią dla nas śmiertelne zagrożenie.



Media nie zajmują się takimi sprawami, a pasjonują się ziobrystami i pytaniami, co pan Zbyszek tak naprawdę miał na myśli i co oznacza, że pan Jarosław nic nie mówi. Wcześniej przedmiotem nieustających polemik był los pana Grzegorza i spekulacje, jaki resort otrzyma, czy też Donek wywali go z boiska. Serwisy informacyjne z lubością przez kilka dni relacjonowały kłótnie o pokoje sejmowe oraz zapowiadały, że pan Janusz zamierza protestować pod „Empikiem”, aby książka zachęcająca do aborcji została przełożona z działu medycznego do młodzieżowego, bo widocznie piętnastolatki zbyt rzadko korzystają z tego cudu techniki medycznej.

Poważne głosy wzywające do debaty o ważnych dla Polski sprawach, jak rosnące zadłużenie, zasadność przystąpienia do strefy euro, przerosty zatrudnienia w administracji, niewydolność służby zdrowia czy też tragiczny poziom ustawodawstwa, całkowicie giną w medialnym zgiełku. Niedawna kampania wyborcza sprowadzała się do prezentowania spotów wyborczych, z których absolutnie nie można było się dowiedzieć, jaki program gospodarczy mają poszczególne partie. Obserwacja prowadzi do wniosku, że żadne z ugrupowań politycznych zasiadających w sejmie nie ma programu gospodarczego oraz nie wie, co należy zrobić w dziedzinie ustawodawczej. Obserwuję w tym zakresie swoistą schizofrenię. Z jednej strony podkreśla się, że sejm ubiegłej kadencji uchwalił prawie tysiąc aktów prawnych, wskazując z dumą na opasłe Dzienniki Ustaw z okresu czterech lat, które zawierają około osiemdziesięciu tysięcy stron. Równocześnie do świadomości niektórych bardziej światłych posłów dociera, że istnieje nadregulacja, a z powodu pośpiechu jakość ustaw jest fatalna. Po części ta nadprodukcja ustaw jest spowodowana przymusem Unii Europejskiej, która z szybkością karabinu maszynowego wypluwa kolejne akty i nakazuje dostosować do nich ustawodawstwo krajowe. W chwili wejścia Polski do Unii Europejskiej do naszego porządku prawnego weszło ustawodawstwo zawarte na trzystu tysiącach stron i tylko część była przetłumaczona na język polski. Niemożliwe jest, aby ktokolwiek zdołał to przeczytać nie mówiąc o przyswojeniu sobie tej masy aktów prawnych. Najszybciej można czytać około dziesięciu stron na godzinę. Zakładając, że codziennie, każdego dnia poświęcimy na to dziesięć godzin , to po roku zdołamy przeczytać 36.500 stron. Całe prawo, które przybyło do Polski 1 maja 2004 roku wprawny czytelnik jest w stanie przeczytać po ponad ośmiu latach, a więc pod koniec 2012 roku. Kiedy jednak już przeczyta te trzysta tysięcy stron, to nie będzie znał obowiązującego prawa, gdyż w międzyczasie przez osiem lat powstało w Polsce około stu pięćdziesięciu  tysięcy stron aktów prawnych, a Unia Europejska dołożyła drugie tyle. Jest więc oczywiste, że żaden sędzia, ani też profesor prawa nie zna obowiązującego prawa. Łacińska sentencja „ignorantia iuris nocet”, („nieznajomość prawa szkodzi”), nie ma więc żadnego znaczenia. Natomiast władza państwowa zakłada, że urzędnicy nie mają obowiązku znać prawa, w przeciwieństwie do obywateli, którzy muszą doskonale się w nim orientować, nawet jeżeli nie są prawnikami. Obowiązujące prawo dopuszcza również i takie sytuacje, że urzędnicy akceptują zachowania obywateli, a po kilku latach dochodzą do wniosku, że to co poprzednio uznawali za dozwolone jest już zakazane, a na nieszczęsnych podatników sypią się kary, które błyskawicznie doprowadzają ich do ruiny finansowej.

Od ponad dwóch lat chwile zgrozy przeżywają przedsiębiorcy zajmujący się sprzedażą oleju dla celów opałowych. Problem jest ogólnopolski, a kilku kołobrzeskim firmom bankructwo zagląda w oczy. W 2004 roku, a więc za rządów Leszka Millera, powstała ustawa o podatku akcyzowym, która przewidywała, że akcyza za olej dla celów opałowych wynosi stawkę obniżoną 232,00 zł/1000 litrów przy stawce podstawowej o 1 złotówkę wyższej tj. 233,00 zł/1000 litrów. Jednakże, gdyby olej opałowy (barwiony na czerwono) nie został użyty na cele opałowe, to wówczas sprzedawca jest zobowiązany zapłacić zwiększoną akcyzę w kwocie 2.000,00 zł/1000 litrów, tj. o 1.768,00 zł więcej za każde 1000 litrów. Celem takiego uregulowania było zapobieżenie przeznaczania oleju barwionego na czerwono na inne cele, aniżeli opałowe. Aby uszczelnić system i zapobiec nadużyciom, w rozporządzeniu wykonawczym nałożono na sprzedawców oleju opałowego obowiązek dokumentowania sprzedaży przez paragony fiskalne lub faktury, a ponadto kupujący powinien oświadczyć, że zużyje olej na cele opałowe, jak również poda swoje szczegółowe dane, jak adres zamieszkania, numer NIP i PESEL oraz dokładne dane dotyczące urządzenia, w którym olej będzie spalany. Sprzedający przedsiębiorca miał obowiązek każdego miesiąca sporządzić zestawienie sprzedanego oleju, do którego załączał wszystkie paragony oraz faktury, jak również oświadczenia nabywców, że kupują olej dla celów opałowych. Sprawdzenia tych zestawień i załączników dokonywały każdego miesiąca Urzędy Celne, które nadzorują rozliczanie podatku akcyzowego. Przez kilak lat nadzór Urzędów Celnych nie wykazywał w dokumentacjach sprzedawców jakichkolwiek wad czy nieprawidłowości.

W 2008 roku w ramach szukania kasy na prowadzenie polityki miłości, nieznany z nazwiska geniusz wpadł na pomysł, że można ją uzyskać od licznej grupy sprzedawców oleju opałowego. W kraj ruszyły kontrole Urzędów Celnych wyposażone w szczegółowe instrukcje. Kontrole kwestionowały:
a) jakikolwiek brak w oświadczeniu na przykład daty, numeru NIP i PESEL lub numeru domu;
b) treść pieczątki, którą używali sprzedawcy zawierającej oświadczenie, że nabywca kupuje olej na cele określone w konkretnym przepisie rozporządzenia, podczas gdy nie było sformułowania „na cele opałowe”;
c) podpisanie oświadczenia przez któregoś z domowników, np. żonę, gdy fakturę wystawiono na męża;
d) datę oświadczenia, gdy była inna niż na fakturze;
e) oświadczenie napisane na fakturze, a nie na odrębnej kartce;
f) nalewanie oleju opałowego do zbiornika kupującego przy użyciu pistoletu, jaki widuje się na stacjach benzynowych przy dystrybutorach.

Jakakolwiek formalna niedokładność powodowała, że Urząd Celny naliczał karną akcyzę zwiększając, ją z 232,00 zł do 2.000,00 zł za 1000 litrów, w więc o 862%. Kontrole obejmowały okresy sprzed kilku lat i dotyczyły oleju już dawno sprzedanego. Sprzedawca musiał jednak płacić karę, która przekraczała wartość oleju. Odwołania do Dyrektora Izby Celnej nic nie pomagały, bo II instancja również działała według tego samego schematu. Po oddaleniu odwołania w firmach sprzedawców pojawiali się komornicy, którzy bezwzględnie egzekwowali rzekome zaległości w zapłacie akcyzy pomimo, że nieszczęśni sprzedawcy czerwonego oleju odwoływali się do sądów administracyjnych. Kilka dni temu Telewizja Polsat pokazała reportaż o kobiecie, którą Urząd Celny doprowadził do ruiny, gdyż prowadziła sprzedaż oleju opałowego nalewając go tzw. pistoletem. Kobieta ta płacząc pytała – „to czym miałam nalewać? Chochlą!?”

Urzędy Celne powodują bankructwo sprzedawców pomimo, że nie ma jakiegokolwiek podejrzenia o przekręt, tj. że olej jest zużywany na inne cele, aniżeli opałowe. W tych wszystkich sprawach (a są ich tysiące) Urzędy Celne odmawiają kontroli nabywców i przesłuchania ludzi, którzy olej opałowy kupowali, aby ustalić, czy rzeczywiście został on zużyty zgodnie z celem. Prawda ich nie interesuje, a poprzestają na stwierdzeniu jakichkolwiek uchybień formalnych. Zjawisko ma charakter powszechny, gdyż wszystkie kontrole stwierdziły rzekome nieprawidłowości pomimo, że te same Urzędy Celne przez około cztery lata wyraźnie akceptowały stosowane przez sprzedawców praktyki.

Byłbym trochę niesprawiedliwy, gdybym odpowiedzialnością za całe zło obarczał Urzędy Celne, które jedynie działają na polecenie i stosują prawo tak, aby jak najdotkliwiej uderzyć przedsiębiorców po kieszeni. Skoro prawo jest złe i niesprawiedliwe, to należy je zmienić, co też uczyniono. W tym miejscu muszę rozczarować czytelnika, który spodziewa się szczęśliwego zakończenia. Ustawa z dnia 6 grudnia 2008 roku o podatku akcyzowym przeniosła do tekstu znowelizowanej ustawy zapisy z rozporządzenia. Oznacza to, że sprzedawca nadal musi wypełnić rozliczne obowiązki, ale nie w oparciu o rozporządzenie, lecz ustawę. Pozostawiono bez zmian zapisy, które pozwalają nadal urzędnikom dokonywać interpretacji przeciwko podstawowej zasadzie, że podwyższony o 862% podatek akcyzowy można nałożyć w przypadku przeznaczenia oleju opałowego na inne cele (np. do napędzania samochodu czy traktora). Nowa ustawa z 2008 roku pozwala nadal wykorzystywać każdy najmniejszy pretekst i każde uchybienie formalne do nałożenia karnego podatku. Jeden z sądów administracyjnych powziął poważne wątpliwości co do zgodności tych przepisów z Konstytucją, a więc istnieje jakaś nadzieja, że Trybunał Konstytucyjny naprawi błędy posłów i senatorów.

Powstają jednak podstawowe pytania: dlaczego koalicja ludzi rzekomo światłych i rozumnych pozwala na wykańczanie całej gałęzi gospodarki, a także czy mamy do czynienia z prostym zaniechaniem, czy też ze świadomą akcją. W chwili zmiany ustawy w grudniu 2008 roku kontrole Urzędów Celnych były w pełnym rozkwicie, a więc istniała (przynajmniej w niektórych kręgach) świadomość, jakie są skutki utrzymywania przepisów o podatku akcyzowym w dotychczasowym, niezmienionym co do zasady kształcie.

Przedstawione uwagi o podatku akcyzowym dobitnie pokazują, że faktycznie nie istnieje w Polsce merytoryczna opozycja, która patrzy władzy na ręce i bije na alarm w przypadku zamachu na dobra obywateli. Posłowie z partii będącej u władzy jak i w opozycji są źle przygotowani do wypełniania funkcji poselskich. Moim zdaniem, zalew ustaw powoduje, że nie czytają oni nawet połowy projektów, a głosują tak, jak pokazuje lider ugrupowania lub osoba przez niego wyznaczona. Biura poselskie zajmują się załatwianiem drobnych spraw wyborców i nie pomagają w pracy ustawodawczej. W 2007 roku Platforma Obywatelska twierdziła, że po zdobyciu władzy wyeliminuje ustawy złe i szkodzące naszej gospodarce. Między innymi w tym celu powołano Sejmową Komisję „Przyjazne Państwo” pod przewodnictwem pana Janusza Palikota, która przez kilka lat nie wyeliminowała żadnego szkodliwego aktu prawnego, a ustawa o podatku akcyzowym z grudnia 2008 roku powstała w okresie działalności tej komisji. Jedynym „osiągnięciem” Komisji Palikota była ustawa, której zamierzeniem było skrócenie terminu założenia firmy, co miało się odbywać w „jednym okienku”. Efektem tych zmian było wydłużenie czasu trwania czynności rejestracyjnych. Obecnie pan Janusz chodzi w glorii znawcy i reformatora polskiej gospodarki, a pan Biedroń z jego drużyny nie wie nawet co to jest Konwent Seniorów (sypnął się u Moniki Olejnik).

Życie dopisało kolejny rozdział horroru pod tytułem „podatek akcyzowy”. Nasz sejm, w nieustannym trudzie zmian w ustawach, ostatnio wprowadził podatek akcyzowy od węgla kupowanego przez kilka milionów obywateli, który wchodzi w życie 1 stycznia 2012 roku. Ustawa ta została uchwalona z tak licznymi błędami, że każdy nabywca węgla może zostać obciążony karną akcyzą za niespełnienie wymogów. Kupując węgiel nie można już spać spokojnie, bo do drzwi mogą załomotać poborcy skarbowi.




Adwokat Edward Stępień
www.edwardstepien.pl

Dodaj komentarz

UWAGA!
Komentarze są prywatnymi opiniami Czytelników, za które redakcja nie ponosi odpowiedzialności. Publikowanie jest jednoznaczne z akceptacją regulaminu. Jeśli jakikolwiek komentarz narusza obowiązujące prawo lub zasady współżycia społecznego, prosimy o kontakt (napisz do nas). Komentarze niezwiązane z artykułem, naruszające regulamin lub zawierające uwagi do redakcji, będą usuwane.

Komentarze zostaną opublikowane po akceptacji przez moderatora.

Administratorem danych osobowych jest  Wydawnictwo AMBERPRESS z siedzibą w Kołobrzegu przy ul. Zaplecznej 9B/6 78-100 Kołobrzeg, o numerze NIP: 671-161-39-93. z którym możesz skontaktować się osobiście pod numerem telefonu 500-166-222 lub za pośrednictwem poczty elektronicznej wysyłając wiadomość mailową na adres poczta@miastokolobrzeg.pl Jednocześnie informujemy że zgodnie z rozporządzeniem o ochronie danych osobowych przysługuje ci prawo dostępu do swoich danych, możliwości ich poprawiania, żądania zaprzestania ich przetwarzania w zakresie wynikającym z obowiązującego prawa.