menu

Felieton: z ławy obrońcy i kibica (14)

kołobrzeg, miastokolobrzeg.pl, Felieton: z ławy obrońcy i kibica, opowieści wigilijne, edward stepieńO duchu walki... Mecz Kotwicy z Zastalem dostarczył mocnych wrażeń, które skłaniają do rozważań, czym w istocie jest sport i jakie wartości propaguje.


Przed dwoma ostatnimi meczami pierwszej rundy zakładem, że przynajmniej jeden wygramy. Oceniając siłę zespołów Śląska i Zastalu myślałem że wygramy z tym pierwszym. Po raz kolejny okazało się, że sport nie do końca jest przewidywalny. Obydwa mecze zakończyły się dogrywkami. Ze Śląskiem to my prowadziliśmy 7 punktami, żeby w końcówce dopuścić do wyrównania, a dogrywka to gra do jednego kosza – niestety naszego. W meczu z Zastalem było dokładnie odwrotnie, przy czym dramaturgia była bardziej zagęszczona. W ostatniej minucie część kibiców zaczęła opuszczać salę. Pamiętam, że spojrzałem na zegar i było 49 sekund do końca, a my przegrywaliśmy 7 punktami. Wcześniej, dwa razy za trzy punkty rzucił Stelmach, a ponadto celnie z rogu boiska trafił Chanas. Trenerzy Zastalu byli uśmiechnięci, zrelaksowani i składali sobie gratulacje. Kotwica zaczęła przerywać akcje faulami, a Marko, który wziął to na siebie, spadł za 5 przewinień. Nasze krótkie  zagrania kończyły się celnymi rzutami Sappa, Harrisa i Brandweina. Na siedem sekund przed końcem Zastal prowadził 2 punktami i miał piłkę. Po czasie na żądanie miał ją rozgrywać na naszej połowie. Stelmach otrzymał piłkę, ale ostro zaatakowany przez Łukasza Wichniarza wypuścił ją z rąk na aut.  Było ostatnie 6 sekund. Brandwein wszedł pod kosz rywali i w ogromnym zamieszaniu  rozległa się syrena kończąca kwartę oraz gwizdek sędziego Ćmikiewicza, który zarządził dwa rzuty wolne. Zegar pokazywał 00,00, a na linii rzutów wolnych stanął Brandwein. Nie wiem, jak były wykonywane, bo odwróciłem głowę, ale dwa gromkie „jeeeeeest” zakrzyknięte przez kibiców oznaczały remis i możliwość rozegrania dogrywki. Końcówka czwartej kwarty i dogrywka to ogłuszający doping publiczności rozgrzanej niezwykłymi emocjami. Zastal załamał się i pozwalał naszym na grę swobodną i z polotem. Wygraliśmy przewagą 9 punktów.

Wychodząc z hali wdałem się w pogawędkę z kibicami Zastalu. Zwrócili mi uwagę na dziwne zachowanie się trenera Tomasza Jankowskiego w czasie dogrywki. Siedział on apatycznie na krześle, nie kierował grą, a jedyna zmiana była wymuszona pięcioma faulami Waltera Hodge. Przez cały mecz Jankowski stał przy linii i wydawał polecenia swoim graczom i emocjonalnie reagował na wszystkie wydarzenia na boisku. Zmiana zachowania trenera przyjezdnych była więc zaskakująca tym bardziej, że był remis i wszystko mogło się jeszcze zdarzyć. Kibice z Zielonej Góry mówili, że Jankowski opuścił drużynę w chwili, gdy był jej najbardziej potrzebny. Zaintrygowany poszedłem na pomeczową konferencję prasową. Jankowski tłumaczył się bardzo mętnie, mówił, że jest obrażony, ale nie konkretyzował na kogo i najwyraźniej nie chciał przyznać się, że stracił ducha walki. Zawodnicy Zastalu w ostatnich minutach „odwalali pańszczyznę” i utracili wiarę w zwycięstwo. Okazało się po raz kolejny jak ważna w sporcie jest motywacja i walka do końca.

Czy aby są to cechy ważne tylko w sporcie? Adwokaci o swojej profesji mówią, że jest to zawód walki, który wymaga niezłomnej wiary w powodzenie nawet w chwilach, gdy sprawa układa się źle. Duch walki potrzebny jest w życiu codziennym, gdy na przykład spada na nas ciężka choroba, tracimy osobę bliską, wyrzucają nas z pracy, rozpada się rodzina i w setkach innych mniejszych i większych sprawach. Ponieważ cecha ta jest bardzo ważna, rozsądni rodzice starają się nauczyć dzieci jak walczyć z przeciwnościami i jak zachować się w trudnych sytuacjach. Naturalną szkołą jest sport. Uprawiając koszykówkę, zapasy i judo moi trenerzy wpajali mi zasady walki do ostatniego gwizdka i ostatniej kropli potu. Wielokrotnie przydało się to w dorosłym życiu. Po co wydawać miliony na koszykówkę? Odpowiadam, że choćby po to, aby przyjść na halę i zobaczyć jak nasi zawodnicy „gryzą parkiet” do ostatniej sekundy pokazując hart i wolę walki. Żadne wielogodzinne tyrady nie dadzą tego, co obejrzenie kilku ostatnich minut meczu Kotwica-Zastal.

Na koniec powrócę do pomeczowej konferencji prasowej. Zapytałem Tomasza Mrożka, czy ma jakąkolwiek wiedzę o nowych tablicach świetlnych, gdyż w czasie meczu były dwie  awarie. Prezes Trojanowski odpowiedział, że sprawę tę poruszał kilka miesięcy temu w rozmowach z decydentami. Na ten temat pisałem już 7 grudnia 2010 roku w felietonie „Marzenia nieśmiałe” [przeczytaj]. Tablice są przestarzałe i psują się prawie na każdym meczu, a raz skończyło się to odwołaniem spotkania. Nie działa część wskazująca na ilość fauli i nawet nie można zorientować się, kogo faule dotyczą, bo wymalowane są stałe numery zawodników od 4 do 15, a zdarza się często, że zawodnicy noszą wyższe numery na koszulkach. Czy rzeczywiście nie stać nas na tablice świetlne, a Kołobrzeg ma być postrzegany jak dziadowskie miasto?

Adwokat Edward Stępień
www.edwardstepien.pl

Dodaj komentarz

UWAGA!
Komentarze są prywatnymi opiniami Czytelników, za które redakcja nie ponosi odpowiedzialności. Publikowanie jest jednoznaczne z akceptacją regulaminu. Jeśli jakikolwiek komentarz narusza obowiązujące prawo lub zasady współżycia społecznego, prosimy o kontakt (napisz do nas). Komentarze niezwiązane z artykułem, naruszające regulamin lub zawierające uwagi do redakcji, będą usuwane.

Komentarze zostaną opublikowane po akceptacji przez moderatora.

Administratorem danych osobowych jest  Wydawnictwo AMBERPRESS z siedzibą w Kołobrzegu przy ul. Zaplecznej 9B/6 78-100 Kołobrzeg, o numerze NIP: 671-161-39-93. z którym możesz skontaktować się osobiście pod numerem telefonu 500-166-222 lub za pośrednictwem poczty elektronicznej wysyłając wiadomość mailową na adres poczta@miastokolobrzeg.pl Jednocześnie informujemy że zgodnie z rozporządzeniem o ochronie danych osobowych przysługuje ci prawo dostępu do swoich danych, możliwości ich poprawiania, żądania zaprzestania ich przetwarzania w zakresie wynikającym z obowiązującego prawa.