menu

Felieton: z ławy obrońcy i kibica (16)

kołobrzeg, miastokolobrzeg.pl, Felieton: z ławy obrońcy i kibica, opowieści wigilijne, edward stepieńCzego uczy nas historia? (część II)... Czy można postawić znak równości między PRL-em, a III RP, czy też za komuny żyło się lepiej jak twierdzą co niektórzy?

 


Obie części felietonu dotyczą wpisów pod moim artykułem z dnia 10.11.2011 r. zatytułowanego „Bohaterowie patriotycznej manifestacji 10 listopada 1982 roku” [przeczytaj]. W pierwszej części felietonu opublikowanego 10 stycznia 2012 roku [przeczytaj] skoncentrowałem się na komentarzach (nick: „11.11.11”) o charakterze politycznym, które odnosiły się do postaw uczestników manifestacji pod kołobrzeską Katedrą w 1982 r. i porównywały ją do obecnych chuligańskich wybryków z listopada 2011 r. Ponadto godne uwagi są poglądy komentatora o kryptonimie „obiektywne fakty” dotyczące zagadnień społecznych. We wpisie nr 3 napisał on:
- wiele dzieci przychodzi głodnymi do szkoły, tam dostają ciepły, często jedyny posiłek - zapytaj w MPOSie jeśli do dziś nie miałeś czasu się zapoznać z sytuacją;
- ludzie zamarzają zimą na ulicach, kiedyś tego nie było;
- bezdomni, powiesz ich wybór, a dlaczego ludzie nie "wybierali" takiego życia w PRL?
- bezrobotni, tysiące, wg. ciebie nakazy pracy to była bardzo zła rzecz?
- ochrona medyczna, wg. ciebie dziś jest lepiej?
- wczasy i wczasy "pod gruszą" dla wszystkich, wg. ciebie ile rodzin stać by gdzieś pojechać?
” [pisownia oryginalna].

Komentator „obiektywne fakty” porównuje sytuację ludzi z okresu PRL z dzisiejszymi i jednoznacznie stwierdza, że za komuny nie było patologii społecznych. Konstatuje, że ludzie w PRL-u nie zamarzali zimą na ulicy, nie istniała bezdomność i bezrobocie, nie było głodnych dzieci, a wszyscy mogli pojechać na wczasy pod gruszą. Autor cytowanego powyżej wpisu nie jest odosobniony w swoich opiniach. Jeszcze niedawno w badaniach przeważały opinie osób, że w PRL-u żyło się lepiej niż obecnie. W ostatnich latach te tendencje ulegają odwróceniu. Zwolennicy PRL-u używają podobnych argumentów, jak komentator „obiektywne fakty”, a więc spróbujmy przyjrzeć się poszczególnym tezom:

1. Wiele dzieci przychodzi głodnych do szkoły, tam dostają ciepły często jedyny posiłek.

Jest to prawda i nie ma sensu z takim stwierdzeniem dyskutować. Autora komentarza nie interesuje, dlaczego tak się dzieje. Większość z tych biednych dzieci pochodzi z patologicznych rodzin, którym próbuje się pomóc, ale zazwyczaj nie chcą się  leczyć z alkoholizmu. Szkoła spełnia rolę opieki społecznej i stara się temu zaradzić. O problemie głodnych dzieci dyskutuje się publicznie i najprzeróżniejsze organizacje starają się działać w kierunku poprawy tego stanu. Przypadki krzywdy dzieci są nagłaśniane, a każdy, kto dopuścił do zaniedbań jest potępiany.

Z kontekstu całej wypowiedzi wynika jednak, że autor wskazując na problem niedożywionych dzieci uważa, że pojawił się on dopiero dwadzieścia lat temu, a za komuny go nie było. Takie poglądy to moim zdaniem wynik propagandy czasów PRL-u. Przy każdej okazji twierdzono, że bieda dzielona jest równo, że każdy ma dach nad głową i co do garnka włożyć. Było to typowe propagandowe oszustwo, gdyż obszar nędzy był o wiele większy niż obecnie. Szczególnie dotykał on dzieci, które głodne przychodziły do szkoły. Jednakże cenzura nie pozwalała na ukazanie się jakichkolwiek informacji na ten temat. Wyobrażamy sobie, że cenzura działała tylko w sferze politycznej, ale faktycznie był to margines. Dziennikarze „wytresowani” wiedzieli, że nie mogą napisać nic negatywnego na towarzyszy z PZPR, ani też pochwalić kogoś z podziemia. Cenzura ingerowała głównie w sferę społeczną i w warunki życia codziennego. Tak na przykład zakwestionowała zdanie „Ciasnota współczesnych mieszkań nie sprzyja potańcówkom” w czasopiśmie „Twoje dziecko” w artykule socjologa dr Jadwigi Komorowskiej o zwyczajach domowych. Cenzor wyciął „ciasnotę mieszkaniową”, bo jak się o niej nie pisze, to jej nie ma.

Był również zakaz pisania o głodujących dzieciach. Skoro nie pisano i nie mówiono o tym w radiu i telewizji, to według komentatora „obiektywne fakty” wszystkie dzieci w PRL były najedzone, szczęśliwe i z zapałem machały chorągiewkami na pochodach pierwszomajowych. Do szkoły podstawowej chodziłem w latach sześćdziesiątych. Dwa razy do roku szkolna higienistka sprawdzała owłosienie głowy czy nie ma wesz i gnid (co wtedy dość często się zdarzało) oraz oceniała stan odżywiania uczniów wpisując dane do arkuszy. W mojej klasie część dzieci oceniono jako odżywionych dostatecznie, a część jako niedostatecznie. Tylko Olek Kwaśniewski jako jedyny z klasy był odżywiony dobrze. Badania takie prowadzono we wszystkich szkołach, ale wyniki były pilnie strzeżoną tajemnicą. W mojej szkole była stołówka, ale obiady były płatne dla wszystkich. Wiele biednych dzieci nie stać wtedy było na zapłacenie za obiad, a darmowych nikt nie dawał. Skoro propaganda głosiła, że wszystkim jest dobrze, to dokarmianie głodnych dzieci byłoby niezgodne z głoszonymi poglądami. Gdy fakty przeczą mitom, to tym gorzej dla faktów. Pod koniec PRL-u zaczęto dokarmiać głodujące dzieci pod hasłem szklanki mleka dla każdego ucznia. W sposób zakłamany mówiono, że chodzi tylko o racjonalne żywienie.

2. Ludzie zamarzają zimą na ulicach, kiedyś tego nie było.
3. Bezdomni, powiesz ich wybór, a dlaczego ludzie nie "wybierali" takiego życia w PRL?


Zastanawiające jest, skąd komentator „obiektywne fakty” czerpie swoją wiedzę i skąd wie, że w PRL-u ludzie nie zamarzali i nie było bezdomności. Twierdzenia wyżej przytoczone nie mając nic wspólnego z rzeczywistością. Bezdomność była, przy czym trudno jest ocenić liczbowo, bo nie publikowano żadnych danych – wstydliwie je ukrywając. Przez siedem lat pracy w Prokuraturze prowadziłem osobiście dziesiątki spraw dotyczących śmierci osób bezdomnych. Byli znajdywani na ulicach, w jakichś norach, a przeważnie na działkach. Najczęściej do zgonów dochodziło w okresie zimowym. Nie wiadomo, tak jak i dzisiaj, czy przyczyną śmierci było zimno czy też wcześniej nadmiernie wypity alkohol i ogólne wyniszczenie organizmu. Różnica jest taka, że obecnie każdy przypadek niewyjaśnionej śmierci jest opisywany w gazetach, a za komuny podawanie takich wiadomości było niedopuszczalne. Obecnie w Kołobrzegu mamy kilka gazet papierowych, co najmniej trzy serwisy internetowe, kołobrzeskie radio i telewizję. Za komuny nie było ani jednego lokalnego medium, a na całe województwo koszalińskie była jedna gazeta i jedna rozgłośnia radiowa, a telewizja była tylko ogólnopolska. Ostatnio przejrzałem rocznik „Głosu Koszalińskiego” z 1986 roku. Doznałem szoku. Przez wszystkie szpalty przewijał się propagandowy bełkot – czyny partyjne, relacje z zebrań organizacji PZPR, przygotowania do żniw i zapewnianie, że tym razem to na pewno nie zabraknie sznurka, a żniwiarzom będzie dostarczona woda gazowana. Było też dużo informacji o nieszczęściach, ale nie u nas, tylko na przykład we Francji, w Afryce i Ameryce. Nie pisano o bezdomnych, ale nie dlatego, że ich nie było. Szybko zapominamy, jak wyglądały jeszcze niedawno gazety. Wszystkim piewcom komuny polecam odświeżenie pamięci i sięgnięcie po roczniki prasy z tamtych lat albo też wycieczkę na Kubę czy do Korei Północnej. Jak do tej pory nie słyszałem, aby jakaś nasza sierota po komunie poprosiła na Kubie o azyl polityczny.

Powracając do bezdomności. Niewątpliwie jest to bardzo poważny, realny problem społeczny. Bezdomność moim zdaniem nigdy nie powstaje w wyniku świadomego wyboru, a jest splotem różnych przyczyn zawinionych bądź przypadkowych. Zawsze współczułem tym nieszczęśliwym ludziom. W latach 1984-1985 mieszkał w moim niewykończonym domu bezdomny o imieniu Tadeusz. Jego los był wynikiem konfliktów w rodzinie i alkoholizmu, przy czym nie wiem co było skutkiem, a co przyczyną. Takich Tadków było w tym czasie w Kołobrzegu kilkuset. Jest jedna istotna różnica. Obecnie jest noclegownia i każdy bezdomny może znaleźć tam ciepły kąt. Za komuny, ani władze państwowe, ani lokalne nie zajmowały się bezdomnymi, bo według teoretycznych założeń nie powinno ich być, a tym samym nie było i noclegowni. Jedyną instytucją, która cokolwiek robiła, był Kościół, ale komuniści na początku lat pięćdziesiątych zlikwidowali kościelne sierocińce, garkuchnie czy schroniska dla bezdomnych.

Podobnie było z narkomanią. Był to temat tabu. Narkomani umierali jak muchy, ale nikt się nimi nie zajmował. Dopiero Marek Kotański przełamał mur milczenia. Prostytucji w PRL-u też nie było – bo nie wolno było o niej pisać. Na tej samej zasadzie nie istniał homoseksualizm oraz najróżniejsze inne patologie.

4. Bezrobotni, tysiące, wg. ciebie nakazy pracy to była bardzo zła rzecz?

Kiedy skończyłem studia w 1978 roku to nie było już nakazów pracy. Komuniści sami w latach siedemdziesiątych zlikwidowali je uznając najwyraźniej za szkodliwe. Uważam, że nakazy pracy były bardzo złe, gdyż łamały godność ludzką i traktowały człowieka jak przedmiot, który można w dowolny sposób przestawić. Podstawowe założenia ideologii komunistycznej głosiły dominację kolektywu, a pojedynczy człowiek i jego godność nie miały znaczenia. Wszyscy musieli pracować i wykonywać polecenia przewodniej siły, tj. partii. Ideologiczny postulat zapewnienia wszystkim pracy był niemożliwy do spełnienia pomimo tworzenia fikcyjnych etatów. Wiele z tych osób formalnie zatrudnionych było faktycznie bezrobotnymi. Ogromne bezrobocie utrzymywało się na wsi. Rolnik, który miał trzy hektary ziemi miał zajęcie w polu przez kilkanaście dni w roku, a pozostały czas spędzał pod sklepem pijąc „J-23” czy inną siarę. Takich faktycznych bezrobotnych były miliony. W 1989 roku zaistniała szansa zmiany na lepsze. Rakowski kazał wyprowadzić sztandar PZPR, a ludzie poczuli wolność gospodarczą. Powstały miliony drobnych przedsiębiorstw, w których ludzie poczuli się odpowiedzialni za własne losy. Ale równocześnie do władzy doszedł zadeklarowany socjalista Jacek Kuroń i jego koledzy o podobnych poglądach, którzy chcieli urządzić Polskę według wzorów Lwa Trockiego. W 1990 roku pracowałem jako radca prawny w jednej ze Spółdzielni Kółek Rolniczych. Miała ona bazę maszynową i zatrudniała dwunastu traktorzystów. Wyniki miała mizerne, a zarobki były niskie po 600 tysięcy starych zł. Postanowiono oddać bazę dzierżawcy, który złożył wszystkim traktorzystom bardzo korzystną propozycję deklarując, że ich stałe zarobki będą dwukrotnie wyższe, tj. po jeden milion dwieście tysięcy starych zł. Opowiadając o tym pytam zazwyczaj rozmówców – ilu traktorzystów przyjęło propozycję pracy. Odpowiedzi  są takie, że prawie wszyscy lub cała dwunastka. Tymczasem żaden traktorzysta o dziwo nie chciał zarobić po 1.200.000,00 zł, a wszyscy jak jeden mąż poszli na tzw. kuroniówkę, która wtedy wynosiła 600.000,00 zł. Ludzie nie barany i swój rozum mają. Za 1.200.000,00 zł trzeba normalnie pracować, a za nicnierobienie otrzymywało się połowę tego i każdy kto chciał mógł za Kuronia dostać zasiłek, i to przez dowolnie długi czas (dopiero SLD przykręciło bezrobotnym śrubę i skróciło do sześciu miesięcy okres zasiłku). Poza tym, traktorzyści byli przyzwyczajeni do tzw. fuch. Myśleli - dostanę 600.000,00 zł, a drugie tyle dorobię w trzy dni i będę miał lepiej. Niektórzy chcą Kuroniowi stawiać pomniki. Jako opozycjonista był dzielnym człowiekiem i ma ogromny wkład w obalenie komuny, ale jako Minister Pracy był zwykłym szkodnikiem, który zdeprawował znaczną część społeczeństwa i zahamował rozwój przedsiębiorczości.

Bezrobocie jest fatalne i współczuję wszystkim, którzy znaleźli się w takim położeniu bez swojej winy. W mojej praktyce adwokackiej bardzo często widzę, że ludzie stają się bezrobotnymi, bo ich zakłady upadają. Upadłości z kolei są wywoływane przez nadmierny fiskalizm, a Urzędy Skarbowe do spółki z ZUS-em łupią bez żadnej litości. Nie można zmniejszyć bezrobocia w ten sposób, że powiększa się Urząd Pracy i zatrudnia kolejnych urzędników, którzy wymyślają bezsensowne kursy pochłaniające miliony, po których i tak nie ma pracy. Bezrobocie może zostać zredukowane tylko po obniżeniu podatków i zlikwidowaniu tysięcy nikomu niepotrzebnych, a szkodliwych ustaw. Jednakże jak dotąd Polska zmierza dokładnie w odwrotnym kierunku, a więc i bezrobotnych niestety będzie przebywać.

5. Ochrona medyczna, wg. ciebie dziś jest lepiej?

Komentator „obiektywne fakty” ma po części rację. Istnieje dość szybki postęp techniczny w medycynie, który powoduje, że lekarze są coraz bardziej skuteczni i potrafią leczyć przypadki jeszcze niedawno nieuleczalne. Moim zdaniem, sprawność służby zdrowia jest niezadawalająca, gdyż organizacyjnie niewiele od czasów komunistycznych się zmieniło. Weterynarię po cichu i bez propagandowego zadęcia sprywatyzowano i temat jej funkcjonowania nie istnieje. Organizacja szpitali pozostała bez większych zmian. Nadal szpitalami tak, jak i za komuny, rządzą ordynatorzy, którzy szpitalne oddziały traktują jak prywatną firmę, ale nie ponoszą żadnych kosztów i nie ryzykują swoim majątkiem.

Całkowicie bezsensowny jest system ubezpieczeń zdrowotnych. Konia z rzędem temu, kto wie, co mu w zamian za składki przysługuje na wypadek choroby, jakie świadczenia ma za darmo, za co ma płacić częściowo, a za co w całości. Ostatni protest lekarzy wynikał z owej niewiedzy i w przyszłości, jak długo będzie istniał Narodowy Fundusz Zdrowia, tak długo będzie totalny bałagan. Tylko wolna konkurencja na rynku ubezpieczeń i prywatyzacja służby zdrowia są w stanie ją uzdrowić. Z powodów ideologicznych nie może do tych zmian dojść i o dziwo sprzeciwiają się głównie ludzie twierdzący, że są prawicą. Uważam to za czystą kpinę i podszywanie się za prawicę ludzi o poglądach lewackich.

6. Wczasy i wczasy "pod gruszą" dla wszystkich, wg. ciebie ile rodzin stać by gdzieś pojechać?

Komentator „obiektywne fakty” prezentuje kolejny mit propagandy komunistycznej, jakoby robotnikom żyło się dobrze, a przejawem miały być coroczne wczasy pracownicze. Jest to mit, bo większość robotników nigdy nie wyjeżdżała na wczasy, a 40% ludzi mieszkających na wsi nawet nie wiedziało co to takiego. System wczasów pod gruszą został wymyślony za rządów ekipy Gierka. Na podstawie zaświadczenia, na przykład od sołtysa potwierdzającego pobyt u rodziny na wsi, z funduszu socjalnego wypłacano jakąś kwotę. Ludzie dość masowo preparowali takie zaświadczenia, aby wyrwać dodatkowe pieniądze z firmy. Funkcjonuje to do dzisiaj, choć zazwyczaj nie używa się już terminu „wczasy pod gruszą”. Z funduszu socjalnego pracownik może otrzymać dofinansowanie do wyjazdu urlopowego, a różnica jest taka, że nie trzeba przedkładać lewego zaświadczenia od sołtysa, aby otrzymać pieniądze.

Zgadzam się, że obecnie w Polsce istnieją duże obszary biedy, a wielu ludzi nie stać, aby pojechać gdziekolwiek na wakacje. Jednakże za PRL-u ten obszar nędzy był znacznie większy. Nawet bardzo dobrze zarabiający nie mogli nawet marzyć o wyjeździe za granicę, bo średnie zarobki to około 10 dolarów USA miesięcznie. Obecnie za granicę jeżdżą nie tylko przedsiębiorcy czy ludzie wolnych zawodów, ale stać na to każdego, kto ma stałą pracę. Jeśli ktoś sądzi inaczej, to posłużę się przykładem palaczy papierosów. Jest ich w Polsce kilka milionów i palą ludzie bez względu na zarobki. Palą też tacy, którzy mówią o sobie, że są bardzo biedni, a pomimo to spalają każdego dnia paczkę papierosów. Najtańsze to około 10 zł, a więc 365 x 10 zł, czyli rocznie kosztuje ich ta przyjemność 3.650,00 zł. Za taką kwotę dwie osoby mogą spędzić wakacje w Egipcie w dobrym hotelu.

Oczywiście oprócz przeszkód ekonomicznych wyjazd za granicę na wczasy był niemożliwy, gdyż nie można było dostać paszportu. Na dowód osobisty od lat 70-tych można było pojechać tylko do demoludów.

Kilka zdań podsumowania. Propaganda czasów PRL-u tkwi w głowach ludzi do dzisiaj na zasadzie, że bzdura powtarzana tysiąc razy staje się „obiektywnym faktem”, pomimo, że nijak ma się do rzeczywistości. Ludzka pamięć chętniej zatrzymuje obrazy przyjemne i miłe, a odrzuca wspomnienia niesympatyczne. Moi rówieśnicy bądź starsi, z sentymentem wspominają PRL, bo były to czasy ich młodości, wszystko było ładniejsze, a my byliśmy młodzi i pełni optymizmu i nie dostrzegaliśmy otaczających absurdów. Wmawiano ludziom, że produkty gospodarstwa domowego są drogie, ale za to żywność jest tania i to przekonanie trwa do dzisiaj. W 2001 roku znalazłem opracowanie porównujące ceny z roku 1967 2001. Porównanie cen było uzasadnione, gdyż w tych latach średnie zarobki kształtowały się na podobnym poziomie po około 2.000,00 zł, a tym samym ludzie w tych dwóch okresach dysponowali takimi samymi pieniędzmi. Cukier w 1967 roku kosztował 12 zł, a trzydzieści lat później około 2 zł, jajko odpowiednio – 2 zł i 0,25 zł, schab – 60 zł i 15 zł. Ceny innych produktów żywnościowych układały się podobnie i w 1967 roku były droższe o 4 do 10 razy od tych w 2001 roku. Tymczasem ludzie w wyniku nieustannej propagandy twierdzili odwrotnie. Przeprowadziłem prywatną ankietę, z której wynikało, że 100% moich respondentów uważało, że ceny żywności w 1967 roku były kilkakrotnie niższe od tych z 2001 roku. Wszystkie osoby przeze mnie pytane były w moim wielu lub starsze, a więc pamiętały okres lat 60-tych. Okazuje się, że ludzka pamięć przegrywa z propagandą.

Walka z zakorzenionymi mitami jest trudna, ale należy ją podejmować w naszym wspólnym dobrze pojętym interesie, bo może się okazać, że mitomani zdobędą pełnię władzy, a wtedy nikomu nie będzie do śmiechu.


Adwokat Edward Stępień
www.edwardstepien.pl

Dodaj komentarz

UWAGA!
Komentarze są prywatnymi opiniami Czytelników, za które redakcja nie ponosi odpowiedzialności. Publikowanie jest jednoznaczne z akceptacją regulaminu. Jeśli jakikolwiek komentarz narusza obowiązujące prawo lub zasady współżycia społecznego, prosimy o kontakt (napisz do nas). Komentarze niezwiązane z artykułem, naruszające regulamin lub zawierające uwagi do redakcji, będą usuwane.

Komentarze zostaną opublikowane po akceptacji przez moderatora.

Administratorem danych osobowych jest  Wydawnictwo AMBERPRESS z siedzibą w Kołobrzegu przy ul. Zaplecznej 9B/6 78-100 Kołobrzeg, o numerze NIP: 671-161-39-93. z którym możesz skontaktować się osobiście pod numerem telefonu 500-166-222 lub za pośrednictwem poczty elektronicznej wysyłając wiadomość mailową na adres poczta@miastokolobrzeg.pl Jednocześnie informujemy że zgodnie z rozporządzeniem o ochronie danych osobowych przysługuje ci prawo dostępu do swoich danych, możliwości ich poprawiania, żądania zaprzestania ich przetwarzania w zakresie wynikającym z obowiązującego prawa.