menu

POD PRĄD - felieton Roberta Dziemby (12)

informacje kołobrzeg, komentarz, dziemba, muzeum, rada muzeumChore państwo, chore ACTA... Chciałoby się powiedzieć, że świat też oszalał. Patentuje się wszystko, co może przynieść choćby dolara zysku.

 


Zbigniew Hołdys pisze o internautach, którzy protestują przeciwko ACTA, że jeśli nie widzą złodziejstwa w internecie, to czysta hipokryzja. Jesteśmy hipokrytami, bo przyzwyczailiśmy się, że w sieci wszystko jest za darmo. A jak za darmo, to musi być pewnie kradzione, a jak kradzione, to artystom i twórcom. I wiadomo, że jakieś tam piosenki nie robią na nikim wrażenia, ale podróbki leków, to już wielkie zagrożenie, zwłaszcza "wietnamskich i pakistańskich podróbkach leków, mieszanych w kadziach do ciasta" według Hołdysa. Straszne. To jest taka hipokryzja, którą znamy już od czasów Napstera. Jego pojawienie się spowodowało atak szału producentów, artystów i twórców. Pojawienie się każdego rozwiązania, które uszczupla przychody tak zwanych "artystów", jest równane z ziemią, o czym Hołdys pamiętać nie raczy, bo w moim przekonaniu zasłaniają mu je uciekające artystom w sieci zyski. Internet położył kres sprzedaży płyt, zmusił wielkie koncerny do zmiany polityki handlowej, a jednocześnie pozbawił zysków setki tysięcy pośredników. Zyskało społeczeństwo. Internet porównywany jest do rozwoju druku i tłumaczenia Biblii, dzięki czemu każdy, a zwłaszcza biedna część społeczeństwa uzyskała możliwość dostępu do wiedzy w jej ojczystym języku.

Przykładem jest prasa, jeszcze do niedawna w internecie bezpłatna, a obecnie zmierzająca w kierunku niemal pełnej odpłatności. Przyczyną tego nie jest jednak fakt, że wzrasta liczba czytelników w sieci, ale dlatego, że spada sprzedaż prasy drukowanej, więc trzeba znaleźć nowe źródło dochodu. To nie dziwi. Ale dziwi fakt, że dzięki ACTA możliwe będzie ściganie internauty, który skopiuje stronę gazety i umieści ją w sieci. Gdy kupuję gazetę i daję ją do czytania moim znajomym, sąsiadom, kolegom i przypadkowo spotkanym ludziom, nikt się nie czepia. Ale jak ją publikuję na mojej stronie, to już źle, swoich praw może dochodzić autor tekstu, zdjęć, praw autorskich pokrewnych, wydawca, itd. W ciągu minuty, może nas zaatakować cała masa ludzi i oczywiście żądać pieniędzy. Najlepiej w ramach ugody pozasądowej, bo w sądzie bywa różnie. I jeśli teraz mamy naprawdę dobrze funkcjonujące prawo, a piszę to z autopsji, bowiem zajmujemy się obecnie kilkoma kradzieżami zdjęć z naszego portalu, to po co nam ACTA? Żeby, jak pisze Hołdys, chronić nas przed podróbkami leków? To bzdura. Już teraz wiele państw Ameryki Południowej i Afryki łamie patenty firm farmaceutycznych, żeby ludzie z biednych krajów mogli się leczyć, a nie umierać, patrząc na leki w aptece za kilkadziesiąt dolarów, co często stanowi ich roczny dochód. Pewnie Hołdys o tym nie wie, bo od braku zakupu płyty ludzie nie umierają. Ale tak jak płyta kosztuje w sklepie kilka razy więcej, niż kosztuje jej wytworzenie nawet z opłatami dla twórców (pokazuje to sam Internet, gdzie piosenkę można kupić nawet za 50 centów), tak i zarobki koncernów na lekach są gigantyczne, a zasłanianie się koniecznością badań i ryzykiem medycznym, to właśnie hipokryzja. Pokazują to zresztą przykłady innych państw, które produkują tańsze odpowiedniki. Prawnicy koncernów tylko czekają, żeby wytoczyć im procesy i opóźnić wejście leku na rynek, bo to gwarantuje przecież zysk.

Inna kwestia, to udostępnianie. Koncerny nazywają to piractwem. Powszechnie wiadomo, że korzystanie z kopii programów komputerowych czy gier, jest nielegalne. Zdaję sobie sprawę, że ceny oprogramowania są horrendalne jak na polskie warunki, więc dla zwykłego Polaka wzięte z sufitu. Jeśli 4-osobowa rodzina zarabia powiedzmy 2400 złotych miesięcznie, to jak ma sobie kupić oryginalnego "Windowsa", zwłaszcza gdy ten na bazarze to koszt 20 czy 30 złotych, a w sieci za darmo? Społeczeństwo nie rozumie, dlaczego to tyle kosztuje, i zresztą niebezpodstawnie dopatruje się w tym typowego dla wielkich koncernów naciągania. I to częściowo prawda. Z drugiej strony, twórcy mają prawo dochodzić swoich praw, stąd używanie pirackiego oprogramowania jest karalne. W ubiegłym tygodniu zakupiłem aplikację "Adobe Audition". Koszt - niemal 2000 zł. Rodziców niejednego ucznia gimnazjum czy liceum, na taki zakup nie stać. Instalują więc oprogramowanie pirackie lub inne, może tańsze zamienniki. Jednak ja też zastanawiam się, dlaczego krążek DVD kosztuje aż tyle. I powiem więcej: rozwój bezpłatnego oprogramowania, opartego na otwartym kodzie, przyczynił się do rewolucji internetowej, której obecnie jesteśmy świadkami. Bezpłatne przeglądarki (Opera, Firefox), strony internetowe oparte na Joomla! czy Wordpressie - to posunęło nas o całe dekady do przodu w komunikacji internetowej. A zapytał się ktoś, dlaczego z naszymi rodakami najczęściej rozmawiamy na "Skype" a nie przez telefon? Wystarczy, że znajdzie się ktoś, kto chciałby ten rozwój - bezpłatny przecież - zablokować. Jestem przekonany, że takich osób czy firm nie brakuje. Do tej pory jednak brakowało narzędzi prawnych. Teraz pewnie już są.

Inna sprawa. Dlaczego, gdy kupuję płytę z muzyką, coraz częściej nie mogę jej skopiować do komputera? W myśl prawa autorskiego, to moje prawo. Nie czytałem ACTA, ale stawiam talary przeciw orzechom, że takie działania wytwórni płytowych nie są tam określone jako nielegalne, a przecież naruszają w istotny sposób moje prawa jako użytkownika. Gdy niedawno taką płytę wydał Jean Michel Jarre (OXYGENE, new master recording), artysta, którego jestem fanem, który podawał źródło swojej muzyki, sprzedawał płyty z eksperymentalnym oprogramowaniem, a teraz ogranicza swoim fanom dostęp do muzyki (nie mogę jej zgrać na pamięć przenośnią i słuchać w samochodzie, bez zastosowania obcego oprogramowania), to od tej pory obiecałem sobie, że nie kupię żadnej jego płyty, a mam całą jego dyskografię (kupioną legalnie). Obecnie, na zachodzie, wydawanie płyt z blokadą kopiowania i wewnętrznym oprogramowaniem do odtwarzania to standard. Ale narusza to polskie prawo do swobodnego korzystania z takiego produktu. I to jest hipokryzja, o której nagle dziwnie Hołdys nie wspomina.

Jestem za tym, także jako twórca, aby prawo było przestrzegane, a twórczość chroniona. Jestem jednak przekonany, że polskie prawo wystarczająco chroni polskich twórców. Jeśli więc w tajemnicy przed społeczeństwem tworzy się międzynarodowe akty prawne pod dyktando wielkich koncernów, jeśli Komisja Europejska publikuje sprawozdanie o ACTA w jakimś dokumencie o rybołówstwie, jeśli na stronach Ministerstwa Kultury o ACTA nie było do niedawna ani słowa, a na Kongresie Kultury nikt się o tym nawet nie zająknął, jeśli premier nic nie mówi o ACTA przedstawicielom internautów, z którymi rozmawia o przyszłości internetu w Polsce, jeśli ministrowie nie potrafią powiedzieć ani słowa o tym, co zyskają producenci a co odbiorcy na podpisaniu ACTA, jeśli były na ten temat nawet przecieki w WikiLeaks (przeczytaj), i wreszcie jeśli Hołdys mówi o hipokryzji, to dla mnie ACTA jest jednym wielkim rządowym gównem (a propos "Polskiego gówna"), wymierzonym przeciwko zwykłym obywatelom. I tak jak obywatele ponieśli koszty kryzysu, a banki i koncerny nie, tak teraz obywatele poniosą konsekwencje dyktatu wielkich korporacji. Wydaje mi się, że pytania w tej sprawie ze strony Piotra Waglowskiego (VaGla.pl - przeczytaj), są jak najbardziej zasadne.

Polska to niesamowicie chory kraj, gdy wprowadza się prawo i obowiązuje ono zasadniczo frajerów. Ostatnio dał temu przykład sam premier Tusk, gdy uchwalono prawo i sankcje dla lekarzy, a gdy ci, jako wpływowa grupa, zaczęli protestować, premier powiedział, że kary wobec nich nie będą stosowane. Zwykły Kowalski ściągający piosenkę z internetu, pewnie ACTA się nie przestraszy. Ale gdy dzięki ACTA rzuci się na niego 10 najlepszych kancelarii prawnych w okolicy, wysyłając mu pisma, z których nic nie zrozumie, a żeby znaleźć coś na ten temat w sieci, będzie musiał wydać pieniądze za dostęp do artykułów, a tych pieniędzy miał nie będzie, to właśnie pokazuje, w jak chorych czasach przychodzi nam żyć. Liczy się pieniądz, korporacja, bogaci i wpływowi biznesmeni, dla których ludzie są, bo być muszą. Najważniejsze, żeby kupowali.

Na koniec dodam, że nie ja pierwszy uważam, iż patenty i niektóre zapisy prawa autorskiego zatrzymują rozwój, innowację i wynalazczość (zobacz Kent Walker z "Goggle" i inni). "Każdy może zaszkodzić każdemu, każdy może zablokować produkty innych i uniemożliwić im wejście na rynek. Kontynuowanie tego scenariusza to totalna destrukcja rynku" - mówi Walker. Dziś jesteśmy świadkami konfliktu pomiędzy "Apple" a "Samsungiem" w zakresie działania smartfonów. Jeszcze niedawno trwał spór o przesuwaną zawartość ekranu telefonu. Niedługo dojdziemy do tego, że będzie sprawdzana oryginalność oprogramowania pralki automatycznej i odpowiadał za to będzie użytkownik. Bowiem my, użytkownicy, internauci i obywatele, dowiadujemy się o tym, co nam szykują rządzący na samym końcu. Tym razem udało się tę wiedzę uzyskać chwilę wcześniej. ACTA już nie jest sukcesem polskiej prezydencji. Stała się konfrontacją artystów (widzianych jako pazerne sknery) i internatów względnie hakerów (widzianych jako destrukcyjnych terrorystów). Mówiąc inaczej, udało się inteligencję zderzyć z motłochem jak za najlepszych czasów PRL. Kolejna hipokryzja. "Ludzkość musi się z tym pogodzić, że wraz z postępem cywilizacyjnym będą pojawiały się nowe przestrzenie wolności, ale też nowe prawa, nowe regulacje" (cytat za Wirtualną Polską) - stwierdza Zbigniew Hołdys. Pełna zgoda, ale ja chciałbym wiedzieć jak i na czyje zlecenie jest to robione, a także jak to wpłynie na życie zwykłych ludzi, zanim jakiś ambasador podpisze taki dokument w imieniu mojego kraju. I jeśli Zbigniew Hołdys o to nie pyta, to dla mnie hipokryzja.


Robert Dziemba

 

Dodaj komentarz

UWAGA!
Komentarze są prywatnymi opiniami Czytelników, za które redakcja nie ponosi odpowiedzialności. Publikowanie jest jednoznaczne z akceptacją regulaminu. Jeśli jakikolwiek komentarz narusza obowiązujące prawo lub zasady współżycia społecznego, prosimy o kontakt (napisz do nas). Komentarze niezwiązane z artykułem, naruszające regulamin lub zawierające uwagi do redakcji, będą usuwane.

Komentarze zostaną opublikowane po akceptacji przez moderatora.

Administratorem danych osobowych jest  Wydawnictwo AMBERPRESS z siedzibą w Kołobrzegu przy ul. Zaplecznej 9B/6 78-100 Kołobrzeg, o numerze NIP: 671-161-39-93. z którym możesz skontaktować się osobiście pod numerem telefonu 500-166-222 lub za pośrednictwem poczty elektronicznej wysyłając wiadomość mailową na adres poczta@miastokolobrzeg.pl Jednocześnie informujemy że zgodnie z rozporządzeniem o ochronie danych osobowych przysługuje ci prawo dostępu do swoich danych, możliwości ich poprawiania, żądania zaprzestania ich przetwarzania w zakresie wynikającym z obowiązującego prawa.