menu

POD PRĄD - felieton Roberta Dziemby (13)

informacje kołobrzeg, komentarz, dziemba, muzeum, rada muzeumDlaczego nie wierzę urzędnikom... Ich celem jest głównie służyć i realizować powierzone im przez państwo zadania. Ale mają władzę, czasami za dużą.

 


Byłoby niesprawiedliwością powiedzieć, że urzędnicy są niewiarygodni. Są wśród nich wzorowi pracownicy, starający się pomagać mieszkańcom i realizować powierzone zadania administracji publicznej. I to zdecydowana większość. Ale są i takie przypadki, że czasami człowiek zastanawia się, kto jest dla kogo: administracja dla ludzi czy ludzie dla administracji? Widać to szczególnie po współpracy urzędników z organizacjami pozarządowymi, w których obok zwykłych pasjonatów, pracują fachowcy, ludzie z wiedzą i doświadczeniem. Ale urzędnik - wiadomo, wie lepiej.

Ignorancja i upór urzędników powinny doczekać się wreszcie jakiejś skali, w której obywatele mogliby oceniać danego urzędnika. Proponuję "govera". 1 gover oznacza, że urzędnik jest normalny, 10 - powiedzmy nawiedzony. A teraz kilka przykładów. Przychodzi klient do urzędu i zgłasza problem. Najpierw musi znaleźć kogoś kompetentnego. Już na tym etapie bywają trudności powiedzmy natury "spychologicznej" - tak, z "s" na początku. Wchodzisz do urzędu, patrzysz na tę nudną tablicę z numerami pokoi i zastanawiasz się, jakim tekstem spuszczą cię dziś z twoim problemem. Jeśli ktoś jest dość upierdliwy, to w urzędniczej nomenklaturze dostaje swoistą żółtą opaskę, która wcale nie oznacza koloru lidera (żółty rozumie się samo przez się, prawda?). I tak zwiedzamy piętra, gabinety, czekamy, bo przecież tylko urzędnikom się spieszy. Gdy docieramy do upragnionego źródła, to albo musimy złożyć pismo, albo, żeby urzędnik nie musiał nie daj Boże odpowiadać, odpowiada ustnie, że oczywiście się nie da, niemożliwe, nie ma, przykro nam, itd. Oczywiście upraszczam i przerysowuję, ale celowo.

Przykład z ostatnich miesięcy. Nieprawidłowo opracowana taryfa wodociągowa. Przychodzę, zgłaszam problem. Rzecznik słucha (akurat on ma tego pecha, ale w końcu za to mu płacą). Taryfy są skopane i tu pada uzasadnienie. Rzecznik się nie zna. Idzie się skonsultować. Po chwili wraca. Oczywiście, nie mam racji. Dlaczego? A dlatego, że tak mówi pani pełnomocnik prezydenta. A dlaczego? Bo tak mówi prezes wodociągów. A dlaczego? No bo wszystko jest dobrze. Jak zadam jeszcze jedno "dlaczego", to liczba pytań na ten dzień się wyczerpie. Dlatego przychodzę następnego dnia, uzbrojony w opinię prawną, artykułami ekspertów, wskazuję oczywiste błędy. Oczywiście nie mam racji. Dlaczego? Bo urzędnicy wiedzą lepiej. Skoro chłopaki grają va bank, warto podbić stawkę. Pytam więc, czy jeśli będę miał rację, to urzędnik, który twierdzi, że jest inaczej, złoży wypowiedzenie. Ale tak sprawy stawiać nie można. Efekt? Nikt niczego nie robi, taryfę przepycha się na siłę, choć już potem ogólnie wiadomo, że jest nieprawidłowa. W powietrze wysadza ją kilka gmin, ale miasto dopycha kolanem głosami radnych. Z racją się nie dyskutuje, ewentualnie o pomoc można poprosić wojewodę.

Przykład walki ze smrodem. Urzędnicy byliby gotowi pióra postawić na sztorc, byleby udowodnić, że nie śmierdzi. Pojawia się Krzysztof Plewko, prezes stowarzyszenia "Ekologiczny Kołobrzeg". Urzędnicy jeszcze nie wiedzą, że mają problem. Bo różnica pomiędzy urzędnikami a społecznikami jest najczęściej taka, że my sprawdzamy, skąd wzięły się określone decyzje, jakie mają skutki i czy to, co jest napisane, na pewno zostało sprawdzone. Papier jest cierpliwy. Nic dziwnego, że tacy ludzie są potem traktowani przez urzędników z przymrużeniem oka. Bo jak kogoś nie można pokonać merytorycznie, trzeba więc ośmieszyć. Jak na razie "Ekologiczny Kołobrzeg" wygrywa z urzędniczym betonem. Najsłynniejszy jest dowód, że pomiędzy Korzyścienkiem a Radzikowem rośnie las. Las, którego nikt z nas nie widział na oczy. Ale urzędnicy widzieli, na papierze...

Urzędnicy podejmują decyzje, które mają wpływ na nasze życie codzienne, nasz krajobraz, a także na naszą kieszeń. Jako prezes Towarzystwa Opieki nad Zabytkami, staram się realizować nasza misję polegającą na dbaniu o zabytki i pozostawienie ich oraz historycznego otoczenia w nienaruszonym stanie przyszłym pokoleniom. Górnolotne to słowa, a prawda jest taka, że najczęściej sprowadza się to do walki z decyzjami urzędników. Kilka lat temu interweniowałem, gdy do zabytkowego Parku Fredry urzędnicy (potem wykazano, że bezprawnie) pozwolili na nawiezienie kilku wywrotek ziemi... budowlanej. Bo w strefie uzdrowiskowej "A", w parku, fragmenty zbrojenia, cegieł, rur, to coś, czego każdy szuka. Przecież każdy urzędnik czyha po godzinach, żeby taki humus wziąć żonie do doniczek. No a w parku to powinno być bezpłatnie dla każdego.

Czasami człowiekowi brakuje słów na to, co robi administracja. Dlatego zamiast interweniować, lepiej zapobiegać. Ale i na tym etapie są poważne problemy. W krajach anglosaskich współpraca aparatu urzędniczego z trzecim sektorem jest swoistą legitymizacją dla wykonywanych czynności. W Polsce to wciąż rodzaj kary, wysłuchiwania nawiedzonych wariatów, którzy w kółko nawijają o pierdołach. No to weźmy projekt rozbudowy urzędu. Urzędnicy mają plan, potrzebują więcej przestrzeni urzędniczej, bo liczba segregatorów rośnie wykładniczo. Pani sekretarz jeszcze pomiędzy regałami się przepchnie, ja z moimi gabarytami utknę. To już powinno dawać urzędnikom do myślenia, ale nie, oni chcą zrobić takim jak ja "dobrze". Świetnie. Więc rozpoczyna się majstrowanie w historycznym centrum miasta, wpisanym do rejestru zabytków. Urząd chce się nieco rozbudować, ale przy okazji chce wybrać jakiś projekt zagospodarowania Skweru Miasta Partnerskich. Dziś usłyszałem od Marka Perepeczo, eksperta architekta, za kadencji którego w Kołobrzegu powstało "Hosso" czy wybrano w konkursie projekt Regionalnego Centrum Kultury, dziś wiadomo - kompletne nieporozumienie, że konkurs to idealne rozwiązanie. Dlaczego mu nie wierzę?

Konserwator zabytków wypisuje warunki zabudowy dla urzędu: "Elewacja boczna (od strony skweru) - dopuszcza się architekturę współczesną, z zastrzeżeniem, że rozwiązanie architektoniczne winno uwzględniać możliwość realizacji nowej zabudowy wzdłuż historycznych pierzei Placu Ratuszowego i ul. Katedralnej". Oznacza to, że zdaniem konserwatora zabytków, co zresztą dziś potwierdziłem, Skwer Miast Partnerskich powinien być zabudowany. Jak można usłyszeć z ust sekretarz Ewy Pełechatej, prezydent zabudowy nie chce. Ale warunki konserwatora przyjmuje. Po co? Nikt się nie zastanawiał. Radni na spotkaniu mówią, że mieszkańcy zabudowy skweru nie chcą, Marek Perepeczo przyjmuje i obiecuje poinformować architektów, zaznaczając, że przecież za 6 lat mieszkańcy mogą zmienić zdanie i trzeba być na to przygotowanym. Ja od Andrzeja Mielnika nauczyłem się liczyć do 11, bo to oznacza, że o tej kwestii zadecydują radni. 11 to większość mogąca robić, co chcą. Dla centrum Kołobrzegu nie ma planu zagospodarowania przestrzennego i na razie nie będzie. Decyzję podejmie więc prezydent. Dziś jest nim Janusz Gromek. Kto będzie za 3 lata? Czy przejmie się zdaniem poprzednika? Nie wiemy. Zbyt dużo niewiadomych.

Nie warto więc zostawiać furtek, tajemnych przejść i map podejścia gdy wiemy, że to może kogoś skusić zwłaszcza w momencie, gdy nie będzie można go skutecznie zatrzymać. Nie dajmy się zagadać urzędnikom, którzy nie wiedzą o czym mówią. Urzędnicy nie patrzą systemowo, nie odpowiadają za całość, ale za wycinek. Za całość odpowiadamy my, mieszkańcy. Gdy zabudowywano strefę uzdrowiskową, krytycy tego stanu rzeczy byli nazywani przeciwnikami rozwoju gospodarczego miasta. Architekci zawsze chcą budować i zagospodarowywać, bo na tym zarabiają. Stąd różne teorie i urzędniczy słowotok. Warto zawsze sprawdzić, co się za nim kryje. Dlatego od razu nie wierzę urzędnikom, pamiętając słowa Napoleona: "W polityce nie wolno nigdy cofać się ani zawracać, trzeba unikać przyznania się do błędów. Gdy zrobiło się błąd, trzeba przy nim obstawać, a w końcu przyznają nam rację". Dlatego gdy urzędnik twierdzi, że wie lepiej, albo wszystko jest pod kontrolą, sprawdź. Lepiej jest się rozczarować, że się nie ma racji, niż potem żałować, że się nie sprawdziło.

Robert Dziemba

 

Dodaj komentarz

UWAGA!
Komentarze są prywatnymi opiniami Czytelników, za które redakcja nie ponosi odpowiedzialności. Publikowanie jest jednoznaczne z akceptacją regulaminu. Jeśli jakikolwiek komentarz narusza obowiązujące prawo lub zasady współżycia społecznego, prosimy o kontakt (napisz do nas). Komentarze niezwiązane z artykułem, naruszające regulamin lub zawierające uwagi do redakcji, będą usuwane.

Komentarze zostaną opublikowane po akceptacji przez moderatora.

Administratorem danych osobowych jest  Wydawnictwo AMBERPRESS z siedzibą w Kołobrzegu przy ul. Zaplecznej 9B/6 78-100 Kołobrzeg, o numerze NIP: 671-161-39-93. z którym możesz skontaktować się osobiście pod numerem telefonu 500-166-222 lub za pośrednictwem poczty elektronicznej wysyłając wiadomość mailową na adres poczta@miastokolobrzeg.pl Jednocześnie informujemy że zgodnie z rozporządzeniem o ochronie danych osobowych przysługuje ci prawo dostępu do swoich danych, możliwości ich poprawiania, żądania zaprzestania ich przetwarzania w zakresie wynikającym z obowiązującego prawa.