menu

I dziennikarze nie stoją ponad prawem

informacje kołobrzeg, dziemba, oświadczenieWolność człowieka kończy się tam, gdzie zaczyna się wolność drugiego człowieka. Media nie mogą służyć do walki z ludźmi. Powinny strzec wolności.


Gdy kilkanaście tygodni temu opisywałem sytuację płacową na kołobrzeskim rynku medialnym (przeczytaj), chciałem pokazać, jak faktycznie wygląda zawód dziennikarza lokalnego nad Parsętą. Impulsem do moich prywatnych przemyśleń było zwolnienie z "Gazety Kołobrzeskiej" dziennikarza Marzeny Bamber. Koledzy przedsiębiorcy wiedzą, że szanuję prawo każdego do zwalniania pracowników. To naturalna konsekwencja zatrudnienia. Tak uważam. Ale jak zawsze, decyzja taka musi być zgodna z prawem. Dziś, jak już wiemy z nieprawomocnego wyroku w sprawie Marzeny Bamber, jej zwolnienie przez wydawcę prawo naruszyło, dlatego dziennikarka została przywrócona do pracy.

Sprawa pewnie powinna zakończyć się uprawomocnieniem lub apelacją od tego wyroku, ale zakończy się jeszcze w inny sposób. Po moim felietonie, urażony moimi słowami redaktor naczelny "GK" Marek Zieliński zdecydował się odpowiedzieć w „swojej” gazecie, zamiast wysłać sprostowanie lub odpowiedź, które - co zresztą zapowiedziałem moim współpracownikom - bez względu na ich wymowę zostałyby zgodnie z prawem opublikowane na portalu "miastokolobrzeg.pl" . Pan redaktor naczelny w pierwszej kolejności zarzucił mi manipulację w swojej odpowiedzi na mój felieton. Następnie w zamieszczonym poniżej jego „odpowiedzi” artykule, skierował przeciwko mnie jeszcze raz zarzut manipulacji dodając przy tym specjalny komentarz, opisał własnym rozumieniem moją pracę w Radio Koszalin S.A. Nie dość tego, zanegował cenzurę na portalu "miastokolobrzeg.pl". Tak w dużym skrócie co do istoty całej „sprawy”.

W przeciwieństwie do M. Zielińskiego, uznaję zasadę prostowania nieścisłości w tytule, który się tego dopuścił. Wystosowałem więc sprostowanie do redaktora naczelnego "GK", ale po upływie ustawowego terminu wykonania obowiązku zamieszczenia sprostowania nie otrzymałem jakiejkolwiek odpowiedzi. To nie pierwszy raz, kiedy taką praktykę stosuje wobec mnie "Gazeta Kołobrzeska". Do tej pory jednak podchodziłem do tego z pewną rezerwą, jestem człowiekiem uodpornionym na takie zachowania osób usiłujących pełnić funkcję moich adwersarzy. Ponieważ jednak naruszono moje dobra osobiste, uznałem, że tym razem odpuścić nie można. Wystosowałem zatem do "GK" wezwanie przesądowe do wykonania ciążących na redaktorze naczelnym obowiązków. Odpowiedź przyszła. Nie wchodząc w zbędne szczegóły, oczywiście sprostowania mi odmówiono, zarzucono mi atak na „konkurencję” (?!) i pogrożono sądem. Jakby tego było mało, redaktor naczelny "GK" uraczył mnie swoimi przemyśleniami na temat swojego zwolnionego pracownika - Marzeny Bamber. Jak wynika z treści oświadczenia o wypowiedzeniu umowy o pracę, Marzena Bamber została zwolniona z powodu likwidacji etatu z powodu oszczędności. Także ponoć z uwagi na rosnące koszty wydawania "Gazety" w powiązaniu ze zmniejszającą się jej sprzedażą. Tu warto przytoczyć cytat z zeznań Ireny Olszewskiej przed Sądem Rejonowym w Kołobrzegu: "Jedyną przyczyną rozwiązania z powódką umowy o pracę jest zmniejszenie zatrudnienia z uwagi na koszty funkcjonowania”. I w innym miejscu: „Zawsze w okresie zimowym sprzedaż gazety jest niższa i nie podnosimy nakładu gazety. W sezonie letnim podnosimy nakład. Od czasu kiedy gazeta zaistniała na portalu internetowym, jest mniejsza sprzedaż w formie papierowej". Sprawa może wydawać się oczywista, tym bardziej, że to wyjaśnienia właścicielki gazety. Ale redaktor naczelny z niezrozumiałych nie tylko dla mnie powodów, postanowił mi wyjaśnić, że właściwie za zwolnieniem Marzeny Bamber stał jej "brak rzetelności dziennikarskiej i odpowiedniego warsztatu zawodowego, rażących zaniedbań w sferze higieny osobistej i czystości stanowiska pracy oraz lekceważącej postawy wobec rozmówców, petentów i czytelników Gazety Kołobrzeskiej". Po „obfitej” wypowiedzi na temat swojego byłego pracownika, M. Zieliński zwierza się wprost do mnie - z niepoznanych jak dotychczas przyczyn - dalej: "Proszę przyjąć do wiadomości, że Marzena Bamber od początku funkcjonowała w gazecie jedynie dzięki litości mojej i wydawcy gazety, tylko nikt jej tego wprost nie powiedział, a sama jakoś tego nie zauważyła". Oczywiście „do wiadomości” przyjąłem, ale choć kryteria i sposób oceniania innych ludzi przez M. Zielińskiego mnie nie zdziwiły, to jednak nadal nie stwierdziłem po lekturze jego bujnych pism , na jakiej podstawie prawnej odmawia publikacji mojego sprostowania na zamieszczone przez niego publikacje prasowe wprost odnoszące się do mojej osoby.

W związku z drugą publikacją naruszającą moje dobra osobiste, wystosowałem kolejne sprostowanie. Tym razem odpowiedź przyszła w terminie. Jej konstrukcja jest podobna: odmowa sprostowania, podana podstawa prawna, błędna wszakże, ale stwierdziłem jakieś postępy w tym zakresie. Dobre i to. Na końcu pisma po raz kolejny pada groźba podania mnie do sądu w przypadku naruszania dóbr gazety lub jej czytelników (czyli także moich, bo też czytuję "GK"). Novum jest przy tym rozwinięcie, z którego dowiaduję się, że M. Zieliński dysponuje dokumentami i świadkami (szczególnie z mojego byłego miejsca pracy), z których czego mogę dowiedzieć się o sobie: "wyłania się obraz człowieka wyjątkowo aroganckiego, słabego warsztatowo i merytorycznie, o psychopatycznym wręcz zacięciu w traktowaniu współpracowników i podwładnych. Niektórzy próbują tłumaczyć to szczególnie trudnym dzieciństwem, ale tak naprawdę nic nie może usprawiedliwiać pewnych zachowań. Tylko poczucie niesmaku powstrzymuje mnie przed publikacją zebranych materiałów, chociaż z dziennikarskiego punktu widzenia jest to temat nader ciekawy" informuje M. Zieliński. Co za ulga, że nikt się o tym nie dowie. Sprostowania, co nie budzi wątpliwości w tej sytuacji , nie będzie.

M. Zieliński w piątkowym numerze gazety, o czym oczywiście poinformował mnie w swoim piśmie, sam od siebie sprostował małe przekręcenie faktów. Oto cytat: "W komentarzu (...) napisałem, że Robert Dziemba pełnił funkcję w zarządzie Radia Koszalin S.A. W opisywanym okresie był on w RK zastępcą redaktora naczelnego, wówczas ta funkcja nie była tożsama z członkowstwem z zarządzie". Otóż ponownie informuję, że i to powyższe stwierdzenie jest nieprawdziwe. W swoim pierwotnym tekście M. Zieliński nie wskazuje żadnego okresu, ja natomiast w Radio Koszalin S.A. pracowałem jako sekretarz rozgłośni, zastępca redaktora naczelnego, następnie jako dyrektor programu - zastępca redaktora naczelnego, wreszcie kierownik redakcji. Żadne z tych stanowisk nie było wówczas związane z funkcją członka zarządu spółki. Było tak także po moim odejściu z funkcji dyrektora programu. Nie jest również prawdą i to, że pełnienie funkcji zastępcy redaktora naczelnego jest obecnie tożsame z byciem członkiem zarządu spółki. Funkcja redaktora naczelnego lub jego zastępcy jest tytularna i wynika z Prawa prasowego. Może ją pełnić każdy, komu powierzy ją rada nadzorcza lub zarząd. Po moim odejściu, zastępcą był sekretarz rozgłośni, który również nie był członkiem zarządu. Dopiero po wybraniu nowego zarządu, członkowi zarządu spółki przypisano tę funkcję, jednakże nie jest ona tożsama z pełnieniem funkcji członka zarządu, o czym można się przekonać po lekturze umowy spółki.

Po przemyśleniu opisanej powyżej sprawy jestem obecnie w pełni przekonany, iż nie pozostaje mi nic innego, jak tylko przekazać ją i postępowanie M. Zielińskiego pod ocenę sądu, czyniąc tym samym zadość jego groźbom.

Robert Dziemba
redaktor naczelny

Dodaj komentarz

UWAGA!
Komentarze są prywatnymi opiniami Czytelników, za które redakcja nie ponosi odpowiedzialności. Publikowanie jest jednoznaczne z akceptacją regulaminu. Jeśli jakikolwiek komentarz narusza obowiązujące prawo lub zasady współżycia społecznego, prosimy o kontakt (napisz do nas). Komentarze niezwiązane z artykułem, naruszające regulamin lub zawierające uwagi do redakcji, będą usuwane.

Komentarze zostaną opublikowane po akceptacji przez moderatora.

Administratorem danych osobowych jest  Wydawnictwo AMBERPRESS z siedzibą w Kołobrzegu przy ul. Zaplecznej 9B/6 78-100 Kołobrzeg, o numerze NIP: 671-161-39-93. z którym możesz skontaktować się osobiście pod numerem telefonu 500-166-222 lub za pośrednictwem poczty elektronicznej wysyłając wiadomość mailową na adres poczta@miastokolobrzeg.pl Jednocześnie informujemy że zgodnie z rozporządzeniem o ochronie danych osobowych przysługuje ci prawo dostępu do swoich danych, możliwości ich poprawiania, żądania zaprzestania ich przetwarzania w zakresie wynikającym z obowiązującego prawa.