Clear Sky

16°C

Kołobrzeg

25 czerwca 2024    |    Imieniny: Dorota, Łucja, Wilhelm
25 czerwca 2024    
    Imieniny: Dorota, Łucja, Wilhelm

Redakcja: tel. 500-166-222 poczta@miastokolobrzeg.pl

Portal Miasto Kołobrzeg FBPortal Miasto Kołobrzeg na YT

Regionalny Portal Informacyjny Miasta Kołobrzeg i okolic

reklama

reklama

informacje kołobrzeg, geopolityka,rosjaW Europie nie ma dziś serwisu informacyjnego, który nie omawiałby sytuacji na Ukrainie. Wielu te informacje nudzą. Pytanie jednak, czy słusznie?


11 lat temu świat był oszołomiony polityką Rosji i błyskotliwą karierą Władimira Putina. Kilka świetnych manewrów spowodowało, że wielu upatrywało w nim szansy na demokratyzację Rosji i otwarcie jej rynków na biznes z Zachodu. To czas wojny w Iraku, ale także ludobójstwa w Czeczenii i niepokojów na Kaukazie. W owym czasie byłem studentem drugiego roku politologii na Instytucie Politologii Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu. Na zajęciach z geopolityki, obowiązkiem zaliczenia było napisane pracy semestralnej związanej z analizą geopolityczną sytuacji w Rosji i prognozy na przyszłość. Niedawno, przypadkiem, udało mi się trafić na ten tekst. Powstawał on w styczniu 2003 roku. Sporo spostrzeżeń było trafnych.


Rosja - prognoza 2003-2004

Prawdziwym czynem politycznym
jest nie zamierzenie, ale skutek
wykonanego przez nas zamierzenia.
Stanisław Brzozowski



Jaka będzie Rosja XXI wieku? Jakie plany ma Putin? Jak skończy się wojna w Czeczenii? Czy Rosja jest zagrożeniem dla Europy? Jak ułożą się stosunki z Polską? Czy będzie małżeństwo z Białorusią? Czy Rosja przepoczwarzy się z brzydkiego robaka w pięknego motyla?

Nowa Rosja
Rosja, jeszcze we wrześniu 2000 roku sama przewidywała, że w 2003 roku rozpadnie się na kawałki. Rok 2003 się zaczął i Rosja istnieje, mało tego, ma się całkiem nieźle. Wzrost gospodarczy i prężny eksport pozwoliły zaspokoić roszczenia wierzycieli. Państwo staje się atrakcyjne dla ludzi młodych, pomysłowych, ambitnych i sprytnych. Problemy mają jednak ludzie starsi, nieprzystosowani do zmian.

Minęło już ponad 10 lat od upadku muru berlińskiego, od głasnosti i pierestrojki. Rosjanie oczekują reform socjalnych, osłon pracowniczych, zmniejszenia bezrobocia i zwiększenia bezpieczeństwa. I w tym kierunku będzie podążała tegoroczna polityka wewnętrzna. Jeszcze na horyzoncie, ale już niedaleko, widoczne są grudniowe wybory do Dumy. To stanowi gwarancje dla obywateli, że politycy będą starali się polepszyć ich byt. Przynajmniej  tymczasowo, bo Rosja wymaga dalszych przemian i pewne jest, że te najbardziej kontrowersyjne reformy zostaną odłożone na rok 2004-2005. Warto jeszcze wspomnieć, że nowa ordynacja wyborcza wykluczy z kampanii małe i czasami egzotyczne komitety i partie. Cywilizowanie zasad demokracji jest nowej Rosji potrzebne. Patrzy na nią świat, nie tylko teleskopem politycznym, ale przede wszystkim ekonomicznym. Stabilizacja polityczna Rosji to dalszy wzrost gospodarczy, a także przypływ kapitału zagranicznego, tak bardzo Moskwie potrzebnego.

Rosjanom spodobał się nowy styl życia, na wzór Zachodu. Ale nie chcą być zwykłym, trochę za dużym państwem, z bogatą historią. Rosjanie chcą wpływać na historię świata i to chyba nikogo nie powinno dziwić. Rosja jest nie tylko największym państwem świata, ale ma bardzo ciekawe położenie geopolityczne. Spuścizna po ZSRR nie przysparza powodów do chluby, ale nowa Rosja przezwycięży swoje kompleksy już wkrótce. Świat pędzi do przodu i Rosja przyłączyła się do tego wyścigu: choć początkowo pozostała w tyle, zaczyna równać szereg.

Gospodarka
Rosyjska gospodarka balansuje pomiędzy oligarchicznymi zapędami magnatów finansowych, a kierunkami rozwoju wyznaczonymi przez ograniczone państwo. Kumulacja zobowiązań zagranicznych Rosji została zmniejszona i jest możliwa do spłacenia, tym bardziej, jeśli utrzymają się obecne ceny ropy naftowej (a należy przypuszczać, że w związku z wojną w Iraku kurs baryłki wzrośnie i to znacznie). Gdyby jednak nawet te prognozy się nie sprawdziły, to nie ma powodów do zmartwień. Międzynarodowy Fundusz Walutowy stwierdził, że Rosja jest krajem wystarczająco zreformowanym, żeby wspomóc ją pożyczką. Ale jest to wizja najbardziej mroczna. A ponieważ Azja ma wiele rynków rozwijających się, nie należy niepokoić się nagłym krachem lub większymi niepowodzeniami, przynajmniej w ciągu najbliższych 5 lat.

Rosja ma to szczęście, że magnaci finansowi, którzy w latach 90-tych budowali swoje imperia, nie będą z niej uciekać. Sytuacja ekonomiczna jest i będzie na tyle przyjemna, że zachęci to ich do dalszego inwestowania w kraju, a nie do ucieczki do innych państw czy rajów podatkowych. Mają szansę na prawie gwarantowany zysk. To wystarczający impuls.

Rosja zakłada, że wybory do Dumy w 2003 roku oraz wybory prezydenckie w 2004 roku przebiegną na tyle spokojnie, to znaczy według ustalonego scenariusza analitycznego, że rosyjscy przedsiębiorcy będą mogli liczyć na zagranicznych pożyczkodawców. Jest to potrzebne do dalszego rozwoju średnich firm. Jeżeli sytuacja w Azji nie pogorszy się, to należy liczyć na powrót rosyjskich inwestorów na zachodnie rynki obligacji.

Wreszcie, w tym roku zjadą pierwsze samochody z linii produkcyjnej nowej fabryki General Motors. Jest to pierwsza tak duża inwestycja zagranicznego kapitału w Rosji. Ale to dopiero początek. Należy liczyć, że jakiś zachodni bank wkroczy agresywnie na bezkonkurencyjny na razie rosyjski rynek i zrobi sobie miejsce dla ekonomicznej ekspansji. Gospodarka czeka też na inne impulsy z Zachodu, jak chociażby na nową zachodnią firmę, która skusi się tanimi złożami ropy naftowej albo którąś z rosyjskich spółek naftowych. I o ile Rosja może liczyć na zainteresowanie nią przez zachodnie koncerny, to jednak zainteresowanie rządów zachodnich będzie prawie niewidoczne. Istniejący zamęt w celach polityki wschodniej państw Europy Zachodniej, słaba koniunktura na rynkach zachodnich, a przede wszystkim stereotypy istniejące w świadomości potencjalnych inwestorów, będą jeszcze przez pewien czas ograniczały otwarcie Zachodu na rynki rosyjskie.

Uważam, że w najbliższym czasie, to znaczy najprawdopodobniej jeszcze w tym roku, Rosja nie zostanie przyjęta do Światowej Organizacji Handlu (WTO). Niektóre zasady rządzące rosyjską gospodarką, zwłaszcza w aspekcie małych przedsiębiorstw a także rosyjskich gospodarstw domowych, są jeszcze rodem z ZSRR. To trochę ciąży i rzuca cień na rosyjskie postępy ekonomiczne w ramach liberalizacji rynków. Ale wątpliwe, żeby martwiło to szczególnie Putina, nawet w ramach konkurencji z ChRL. Bo choć nie będzie to korzystne dla rosyjskiego przemysłu, to jednak Putinowi żadne bolesne, mimo że konieczne, reformy nie są potrzebne. Przynajmniej na razie, tak jak pisałem, w obliczu wyborów. Tym bardziej, że przyjęcie Rosji do WTO to kwestia czasu. Putin więc słusznie wnioskuje, że kosztem dobrego i optymalnego wyniku wyborów, gospodarka może zaczekać.

Ale widoczne są też zagrożenia. Sukcesy eksportu rosyjskich kopalin: gazu i ropy naftowej, przyćmi zbyt mały ogólny wzrost inwestycji. To nie gwarantuje modernizacji gospodarki na poziomie, jakiego potrzebuje Rosja, żeby przyciągnąć masowo kapitał zagraniczny. Ta modernizacja zwiększałaby konkurencyjność rosyjskiego rynku względem innych rynków wschodzących kontynentu azjatyckiego albo rynków Europy Środkowowschodniej. Konieczne są też dalsze ulepszenia strukturalne. Ich obecny poziom powoduje, że są one prawie niezauważalne. Poza tym, rosyjska gospodarka, wobec politycznych ograniczeń w dalszych reformach z powodu zbliżających się wyborów, spocznie w tym roku na laurach i zadowoli się wzrostem PKB, jak szacują ekonomiści, na poziome 4,4 procent. W porównaniu z większością gospodarek państw zachodnich, będzie to skok do przodu.

Putin
Putin stał się popularny w Rosji po rzekomo czeczeńskich zamachach w Moskwie i kilku innych miastach Federacji Rosyjskiej. Jego słynna wypowiedź, że terroryści nie mogą czuć się bezpiecznie nawet w wychodkach, przysporzyła mu ogromnego poparcia. Jego ambicji nie zaspokoiło stanowisko premiera. Dzięki reżyserowanym wydarzeniom politycznym został prezydentem po ustąpieniu ze stanowiska Borysa Jelcyna. Mówiąc krótko, jego osoba wyrosła na wojnie w Czeczenii.

Społeczeństwo kocha, niemal ubóstwa Putina. Prezydent zbudował swój wizerunek na przyjaźni ze zwykłymi ludźmi. W rosyjskiej telewizji przynajmniej kilka razy do roku można zobaczyć Putina od strony prywatnej, Putina odwiedzającego zwykłych Rosjan, wreszcie Putina odpowiadającego na pytania wszystkich obywateli, nie tylko swoich wyborców. To daje mu daleko idące poparcie i zaufanie. Prezydent wie, czego oczekuje od niego społeczeństwo. Z jednej strony, chce osłon socjalnych, gdyż liberalizm gospodarczy osłabił zwłaszcza starszą generację, ograniczenia biedy i bezrobocia, których Rosja nie uniknęła, walki z przestępczością zorganizowaną, nie tylko z miejskimi gangami, ale także z wszechobecną mafią. Z drugiej strony, ludzie pragną zachodnich standardów życia, a także wzrostu potęgi Rosji na arenie międzynarodowej.

Putin nie karmi się kompleksami rozpadającego się imperium, ale marzeniami o odradzającej się potędze. Oczywiście Rosja nie przeobrazi się z dnia na dzień z brzydkiej i nielotnej poczwarki w pięknego i groźnego motyla, ale należy przyjąć, że Putinowi nie obce jest powiedzenie, iż nie od razu Kraków zbudowano. Póki co, Kreml prowadzi politykę na dwa fronty: wobec Rosjan i reszty świata. I słusznie. Putin potrzebuje wzrostu gospodarczego, partycypującego także w eksporcie broni, który umocni Rosję na rynkach światowych. To pozwoli inwestować w państwo, a zwłaszcza w jego pozycję militarną, która jest niestety znacznie osłabiona. Dlatego też Putin zaspokaja społeczeństwo, przywraca godło i dawny hymn – symbole imperium sowieckiego w nowym wydaniu. Ale na resztę swoich działań spuszcza kurtynę propagandy i ukazuje tylko efekty swoich poczynań. Tak na przykład było w przypadku zatonięcia „Kurska” oraz ostatniego zamachu w Moskwie. Najciekawsze jest to, że Putin z obu tych kryzysów wyszedł wzmocniony.

Przy tym warto podkreślić nieobliczalność Putina. Trudno przewidzieć jego posunięcia. Ale jego polityka na najbliższe lata jest prosta. Dąży do przywrócenia Rosji historycznej pozycji światowej potęgi. Swoje plany realizuje ambitnie i konsekwentnie. Próbuje delikatnie wpływać na sytuację na Białorusi, dążąc do unifikacji w ramach ZBiR-a. Jednocześnie stara się szachować politykę zagraniczną Ukrainy oraz jej wewnętrzną suwerenność. Zdaje sobie sprawę z jej wagi na układ geopolityczny Europy. Nie torpeduje zbliżenia Polski z Zachodem, ale żąda korytarza do Kaliningradu. Po 11 września polepszył swoje stosunki z USA, tłumacząc przy tym swoją walkę z terroryzmem, to znaczy eskalację konfliktu czeczeńskiego. Poza tym może powstrzymywać, jako stały członek Komisji Bezpieczeństwa ONZ, poczynania Amerykanów na Bliskim Wschodzie. Ale tak samo niespodziewane jest zbliżenie Rosji z USA, jak ochłodzenie stosunków z Watykanem, poprzez uznanie wyznania katolickiego za niebezpieczne dla wewnętrznych interesów Rosji.

Podsumowując, Putin robi z siebie polityka związanego z tradycją i historią Rosji. Dba o swoje stosunki ze społeczeństwem i buduje swój mit w oparciu o budowę wielkiego imperium Rosji. Będzie starał się wpływać na wynik grudniowych wyborów do Dumy. Jego celem jest ograniczenie szans komunistów na rzecz zjednoczonej Rosji. Zależy mu na dobrym wyniku partii centrowych i liberalnych, bo to jeden z filarów jego skuteczności. A jeśli idzie o wybory prezydenckie w 2004 roku, to prognozy dla Putina są co najmniej dobre. Wysoce prawdopodobne jest, że z tego starcia Putin i Kreml wyjdą z dużym kredytem społecznego zaufania, wzmocnieni jak nigdy dotąd.

Czeczenia
Wojna w Czeczenii umocniła władzę na Kremlu i uczyniła prezydentem Putina. Jest obecnie bardzo prawdopodobne, że za zamach we wrześniu 1999 roku nie są odpowiedzialni żadni terroryści, a już na pewno Czeczeńcy, ale przedstawiciele władzy, która chciała umocnić swój wizerunek na wyreżyserowanej przez siebie wojnie z terroryzmem. To pozwoliło wygrać Putinowi wybory. Zresztą Putin, co tu dużo ukrywać, miał i ma ogromny wpływ na opozycję, która jako jedyna próbowała rozmawiać otwarcie o sytuacji. Ale Putin zamknął jej usta. Nie tylko poprzez wzięcie we własne ryzy mediów. Film dokumentalny „Zamach na Rosję”, obrasta nad Moskwą legendą – nie z powodu właściwości historycznych czy kinematograficznych, ale kłopotów, które mieli ci, co go rozpowszechniali. Wszystkie sznurki prowadzą do Putina…

O czym to świadczy? Ano o tym, że Putin strzeże swojej tajemnicy bojąc się utraty władzy. To nie odosobniony przypadek. Jest jeszcze „Kursk”, obozy koncentracyjne w Czeczenii, a wreszcie, akcja antyterrorystyczna w moskiewskim teatrze. To tajemnice racji stanu. Chyba nie do końca słusznej.

Kłopoty Czeczeńców wzięły się stąd, że źle zrozumieli słowa Jelcyna, który mówił, że mogą wziąć tyle wolności, ile im się uda udźwignąć. I tak to się zaczęło. A jak się skończy? Prognozy są złe. Przede wszystkim w kwestii Czeczenii stanowiska Rosji i Zachodu dzieli wielka przepaść. Kreml nie ma żadnego rozwiązania politycznego w tej sprawie, a najprawdopodobniej nie chce go mieć. Przynajmniej armia się nie nudzi, a po wycofaniu się z Polski, a jeszcze wcześniej po klęsce w Afganistanie, morale żołnierzy upadło. A tak, po wydarzeniach z 1999 roku, wojna nabrała już nie tylko wagi dla rzekomego sensu istnienia Wspólnoty Niepodległych Państw, ale dla bezpieczeństwa samej Rosji. Oto zbuntowana republika, która nie walczy o niepodległość, ale sieje polityczny zamęt i militarny terror. Po 11 września 2001 roku, rosyjska dyplomacja wzmocniła propagandę i skupiła się na podkreślaniu związków między czeczeńskim ruchem oporu a międzynarodowym terroryzmem islamskim. Oponujący Zachód, spuścił z tonu.

Trudno powiedzieć, jakie zakończenie konfliktu w Czeczenii przewiduje scenariusz Putina. Ja mam dwie wizje. Po pierwsze, Putin zdecyduje się na eksterminację narodu czeczeńskiego, co już zresztą się rozpoczęło – na pierwszy rzut poszli członkowie ruchu oporu i oponenci polityczni, którzy co jakiś czas dają się Rosjanom we znaki. I Zachód nie zajmie w tej sprawie oficjalnego, krytycznego stanowiska. Oczywiście, poszczególne organizacje dbające o prawa człowieka, będą alarmowały, ale nawet jeśli Zachód weźmie to pod uwagę, Putin się nie przejmie. Przecież walczy z terrorystami, tak jak Amerykanie w Afganistanie czy Iraku. Dlatego też tajemnicze przypadki morderstw, tortur i porwań wśród ludności cywilnej, z rąk marnie opłacanych i źle dowodzonych żołnierzy rosyjskich, staną się krajobrazem codzienności. Po drugie, nawet jeśli Putin poszedłby na polityczne ustępstwa, co raczej wydaje mi się mało możliwe, i nawiąże kontakt z prezydentem Czeczenii Asłanem Maschadowem, to byłyby to kroki politycznej prowizorki. Strona rosyjska postawiłaby warunki, których Maschadow nie mógłby przyjąć. Poza tym, Putin sam mówi, że z terrorystami się nie negocjuje, a już na pewno nie po zamachu na moskiewski teatr. I ma na to ciche przyzwolenie USA, w zamian za polityczne nieutrudnianie akcji w Iraku.

A co z Czeczeńcami? Ci się nie poddadzą. Każdy kogoś stracił i zechce się zemścić. Dlatego też akcje terrorystyczne w Rosji dopiero się zaczną. Czeczenia będzie chciała zwrócić uwagę Zachodu na swój los. To dla niej jedyna szansa. Tylko czy świat znajdzie dla nie czas? Jak na razie, konflikt w Iraku za bardzo interesuje Zachód i wydaje się, że to przysłoni eksterminację ludności czeczeńskiej. Ale jest jeszcze iskierka nadziei. Pojawiły się audycje Radia Liberty, które są nadawane w języku czeczeńskim i z funduszy Stanów Zjednoczonych. Mają lepszy posłuch i zasięg, niż stacje rosyjskie. Chociaż tyle. Ale przyznam szczerze, że to światełko niknie w tunelu. W tunelu czegoś, co już znamy z praktyk nazistowskich. A śmierć Salmana Radujewa – czeczeńskiego więźnia numer 1, odbiera i tę nadzieję.

Putinowi będzie zależało na jak najszybszym zakończeniu konfliktu i to jak najciszej. Jego notowań nie popsuje ludobójstwo, bo Rosjanie po moskiewskim zamachu stracili jakiekolwiek skrupuły. Ale Czeczenia może psuć jego notowania na Zachodzie, bo nie wszystkich uda się karmić bajkami o terroryzmie. A tak byłby to jakiś powrót do normalności, na którą zapewne Czeczeńcy nie pozwolą. Póki co, Rosjanie „podziękowali” za pomoc niezależnym obserwatorom i członkom misji humanitarnych, cofając im pozwolenie na pobyt i ochronę. Widać, że Putin chce opuścić zasłonę miłosierdzia na sytuację w Czeczenii, tak, żeby demokratyczny Zachód nie szokował się za bardzo stosowanymi przez Rosjan metodami. I Zachód zapewne się zgodzi, bo w końcu jest to zgodne z doktryną Waszyngtonu, że terroryzm trzeba zwalczać, bez chwili wahania. Czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal.

Gruzja
Pod koniec września 2002 roku, podczas spotkania ministrów obrony NATO w Warszawie, Siergiej Iwanow – minister obrony Rosji, oznajmił, że z terytorium Gruzji prowadzona jest akcja terrorystyczna przeciwko jego krajowi. Rosja oskarża Gruzję o wspieranie bojowników czeczeńskich ukrywających się w Wąwozie Pankiskim. Już od pewnego czasu Moskwa żąda wpuszczenia tam swoich oddziałów, motywując to oczywiście walką z terroryzmem. Tbilisi konsekwentnie odmawia, argumentując, że wszystko jest pod kontrolą, a w wąwozie nie ma żadnych terrorystów. Gruzja wyszła nawet z propozycją, żeby Rosjanie weszli w skład misji obserwatorów OBWE i sami się o tym przekonali. Moskwa milczy, albo zmienia temat.

Putin jednak ma pewien plan i już przystąpił do jego realizacji. W sierpniu, rosyjskie samoloty zbombardowały domniemane pozycje powstańców, na co Gruzja poskarżyła się ONZ. Konflikt trwa. Rosjanom chodzi o to, że Gruzja udzieliła schronienia 5-7 tysiącom ludzi, ale przede wszystkim czeczeńskiemu komendantowi polowemu Rusłanowi Giełajewowi. To przyczyna konfliktu, który zresztą zaogniał się już od pewnego czasu. Gruzja była zbyt krnąbrna wobec Rosji. Wszakże wstąpiła do WNP, ale nawiązała stosunki dyplomatyczne z Czeczenią, kontakty dyplomatyczne z Dagestanem i Inguszetią. Jakby tego było mało, całkiem nieźle radziła sobie w stosunkach z Amerykanami, Europejczykami i Arabami… Gruzja popierała dążenia niepodległościowe małych narodów kaukaskich. Udzielenie schronienia partyzantom czeczeńskim, tylko przepełniło puchar goryczy. Rosja postanowiła działać, tym bardziej, że zależy jej na jeszcze jednym aspekcie Kaukazu: bogatych złożach ropy naftowej i innych kopalin.

Niestety, sytuacja na Kaukazie zaognia się. Między Moskwą a Tbilisi trwa nieustanne przeciąganie liny nie tylko o wpływy, ale o suwerenność samej Gruzji. A Gruzja ma się czego obawiać. Istnieje możliwość, że Zachód pozostawi ją własnemu losowi w zamian za wolną rękę w Iraku. Prezydent Eduard Szewardnadze próbuje mediować, ale rezultatów jego starań nie widać. Jeśli Gruzja nie będzie czyniła starań w ONZ i przed opinią Zachodu, to jej przyszłość może być zagrożona. Należy liczyć, że umowy o współpracy wojskowej z Waszyngtonem, Londynem i Paryżem są jeszcze coś warte, bo Duma już udzieliła Putinowi pełnego poparcia co do podjęcia dalszych kroków. Rezolucję w tej sprawie poparła przytłaczająca większość deputowanych.

Rosja – NATO
Epoka zimnej wojny zakończyła się tak naprawdę dopiero niedawno, kiedy to podpisano Deklarację Rzymską, która ustanowiła nową radę NATO-Rosja. „Dwaj wrogowie stali się teraz partnerami” – tak skwitował to prezydent USA – George W. Bush. Był to finał zbliżenia Rosji i USA po 11 września 2001 roku. To także dlatego Putin nie sprzeciwiał się tak znacznie rozszerzeniu NATO o republiki nadbałtyckie. Po prostu zbudował własny korytarz kontaktów z Paktem Północnoatlantyckim. Jego przyszłość jest oczywista. Putinowi zależy na dobrych kontaktach z Zachodem, zwłaszcza z USA. Zrozumienie wspólnych interesów, pozwala użyć drogi bezpośredniej do osiągnięcia kompromisu lub milczenia w sprawach kontrowersyjnych, z pominięciem na przykład Polski. To po raz kolejny pokazuje, jak trudno przewidywalne są posunięcia Putina. Ale to oznacza również, że jest on zwolennikiem imperialnej i mocarstwowej wizji Rosji.

Armia
Sytuacja rosyjskiej armii nie jest najlepsza. Morale po wycofaniu się z Polski, po rozpadzie Układu Warszawskiego, wreszcie po rozszerzeniu NATO, nie jest najwyższe. Dyscyplina, motywowana kiepskim wynagrodzeniem, jest jeszcze gorsza. Stąd takie duże rabunki na terenach wojskowych. Wreszcie, łatwy dostęp do broni i materiałów radioaktywnych. Dowodem na to są nie tylko doniesienia prasowe, ale także poczynania żołnierzy rosyjskich w Czeczenii. Putin stara się ten stan zmienić. Jednak mentalność oficerów, pamiętających stare, sowieckie czasy, powoduje, że jak na razie beton pozostaje nienaruszony. Będzie to trudne zadanie, ale dla Putina nie ma rzeczy niemożliwych. To tylko kwestia mobilizacji i wzrostu płac realnych w armii.

Inną sprawą jest uzbrojenie. Rosję obowiązują umowy międzynarodowe w sprawie ograniczenia zbrojeń, ale nie należy do tego przykładać zbyt wielkiej wagi. Nikt nie jest w stanie skontrolować baz rosyjskich i udowodnić łamania prawa. Realizacja programu START II pozwoliła Rosjanom pozbyć się uzbrojenia, które bardziej im zagrażało, niż mogło być przydatne w ewentualnym konflikcie. Zresztą, Rosji w obecnym stanie nie stać na utrzymywanie swoich kosztownych baz wojskowych i magazynów broni, zwłaszcza związanych z bronią atomową i wyrzutniami rakiet dalekiego zasięgu. Przy podpisywaniu Deklaracji Rzymskiej, Rosja i USA podpisały nowe porozumienie rozbrojeniowe. Ale nie należy się zbytnio łudzić: oba mocarstwa redukują tę broń, która i tak nie jest im potrzebna. Rosjanie muszą swoją część zniszczyć, gdyż jest po prostu przestarzała i niebezpieczna. Ale Putin przy okazji tego, próbował zdefiniować możliwość zbrojeń na wojnę z terroryzmem. Amerykanie też formułowali podobne określenia, ale tak naprawdę nie ma co do tego zgody pomiędzy USA i Europą, a także USA i Rosją. Zarówno Rosja jak i Europa obawiają się nowych technologii zbrojeniowych Stanów Zjednoczonych, które i tak wydają na zbrojenia o 100 procent więcej niż Europa i Rosja razem wzięte.

Rosja ma jeszcze jeden problem: największe na świecie zapasy wysoko toksycznej broni chemicznej. Są wśród nich takie substancje jak sarin czy soman. Łącznie, Moskwa dysponuje 32 tysiącami ton tych substancji, umieszczonych w rakietach, pociskach, bombach lotniczych i aerozolach. Są one składowane w siedmiu magazynach na terenie całego kraju. Oczywiście, Rosji nie stać na sfinansowanie programu unieszkodliwiającego ten arsenał. Koszty tej operacji pokryją Stany Zjednoczone, Kanada i Europa Zachodnia. Putin obiecał, że jeśli pieniądze będą napływały regularnie, to połowa tego składu zostanie zutylizowana do końca 2012 roku. Część obserwatorów i analityków pozostaje sceptyczna. I słusznie. Rosja już od dłuższego czasu obiecuje likwidację tego niebezpiecznego laboratorium, zaczynając od podpisania w 1997 roku konwencji o zakazie posiadania i używania broni chemicznej. Trudno stwierdzić jak to się ma do tego, że jakiś silnie toksyczny gaz paraliżujący został użyty podczas unieszkodliwienia czeczeńskich terrorystów w moskiewskim teatrze, do czego Putin przez długi czas nie chciał się przyznać. Poza tym, kulejący program stał pod znakiem zapytania do czasu, gdy przejął go Zinowij Pak, który ożywił go i ustanowił nad nim kontrolę cywilną, zamiast opieszałej kontroli wojskowej.

Warto również zaznaczyć, że rosyjski arsenał jak na razie nie jest w stanie zaszkodzić USA, ale Putin stawia na jego modernizację, co ma dać Rosji pozycję mocarstwa nie tylko na mapie. Poza tym Europa nie ma się z czego cieszyć, bowiem armia rosyjska z powodzeniem miałaby druzgocącą przewagę w ewentualnej kampanii przeciwko swoim zachodnim sąsiadom. Nawet Polska może jej zazdrościć samolotów SU-22 i MIG-29, które na wyposażeniu rosyjskiej armii będą użyteczne jeszcze do roku 2010-12. Nie ulega wątpliwości, że Rosjanie będą inwestowali w nowe technologie wojskowe. W innym wypadku, za 10 lat mieliby równie przestarzały sprzęt, jak większość państw Europy, w porównaniu oczywiście z wyposażeniem armii USA.

Inną sprawą jest handel bronią. Źródła opierające się na oficjalnych danych podają, że Rosja ma 13-procentowy udział w światowych rynkach. Daje jej to 3 lub 4 miejsce, po USA i Wielkiej Brytanii, choć nie można stwierdzić, jak duży jest jej wkład w proceder nielegalnego handlu bronią, być może 1-1,5 procent światowego biznesu. Jest to możliwe. Rosja ma rozległe kontakty, a sama Azja jest bardzo chłonnym rynkiem, tym bardziej że na tym kontynencie jest wiele ognisk zapalnych, a stary model geopolityki stawia na szeroką skalę zbrojeń. Zresztą, Rosja jest nawet trochę bezczelna. Nie kryje się z rozprzestrzenianiem broni masowej zagłady. Rosyjskie ministerstwo energii atomowej liczy, że już pod koniec grudnia umieści pierwszą porcję paliwa w reaktorze, który buduje dla Iranu w miejscowości Buszer. I za nic ma sprzeciw Waszyngtonu. Jak widać, Putin wie, co robi.

Kaliningrad

Stalin zostawił sobie na wszelką ewentualność sowiecki bezpiecznik w Europie. Jest nim Obwód Kaliningradzki. Po zakończeniu zimnej wojny, upadku muru berlińskiego i rozpadzie ZSRR, Kaliningrad stał się zepsutym rodzynkiem otoczonym demokratycznymi i liberalnymi gospodarkami. Wzrost gospodarczy Polski i Litwy tylko uwidocznił biedę tego regionu i poważne zapóźnienia. W Kaliningradzie ludzie tłoczyli się bez pracy w wielkich blokowiskach. Wzrastała przestępczość. O krachu świadczyły wraki statków zatopione u ujścia Pregoły do Bałtyku - widmo dawnego mocarstwa. Jedyną szansą byli sąsiedzi, zwłaszcza Polska. Zaczął kwitnąć handel przygraniczny, który był szansą na jako taką wegetację Rosjan, aczkolwiek rosyjska odprawa na przejściach granicznych po dziś dzień pozostawia wiele do życzenia. Kwitnąca korupcja, brak zasad i deprawacja funkcjonariuszy rosyjskich tylko podkreśla ogromną przepaść dzielącą Kaliningrad i Warszawę.

Rosjanie jakoś nie mają recepty na poprawienie sytuacji w swojej europejskiej enklawie. Wielu analitykom wydawało się, że Kaliningrad został opuszczony i zapomniany. A to był błąd. 27 lutego 1996 roku, prezydent Jelcyn, przy okazji spotkania z prezydentem Białorusi Łukaszenką, wystąpił z propozycją przeprowadzenia przez Polskę „korytarza tranzytowego” łączącego Rosję i Białoruś z Kaliningradem. Rząd polski ostro zaprotestował. Rosjanie wiedzieli, że dotknęli zbyt wrażliwej struny i realizacja tego pomysłu nie ujdzie Rosji na sucho.

Obwód stanął na arenie międzynarodowej, kiedy to Amerykanie ujawnili zdjęcia satelitarne dokumentujące rozmieszczenie przy granicy z Polską broni konwencjonalnej. Traktowano to jako sprzeciw Rosji w sprawie rozszerzenia NATO na Wschód. Jednak Rosjanie zdali sobie sprawę z tego, że manifestacja siły nic nie da, rozszerzenie NATO jest przesądzone, a ewentualne awanturowanie się nie wyjdzie Moskwie na dobre, a już na pewno nie przy jej nieciekawej sytuacji ekonomicznej.

Sprawa korytarza odżyła podczas rozmów o granice Unii Europejskiej, kiedy to po przystąpieniu do wspólnoty, UE graniczyłaby bezpośrednio z Obwodem Kaliningradzkim od strony Litwy i Polski. Po podpisaniu przez kandydatów traktatu z Schengen, Kaliningrad będzie izolowany nie tylko szczelną granicą z UE, ale także wizami. To obwieszczenie wywołało w Rosji histerię. Rosyjski MSZ udowadniał, że pozbawi to możliwości kontaktów Rosjan z Kaliningradu z krajem. Strona rosyjska zażądała od Unii korytarza przez Litwę albo przez Polskę. Ani jedno, ani drugie nie wchodziło w rachubę. Dyplomaci polscy udowadniali, że Rosjanie z Kaliningradu 10 razy częściej podróżują do Polski niż do Rosji. Dyplomaci UE musieli przekonywać Rosjan do tanich i długoterminowych wiz.

Rosja stoi przed dwoma rozwiązaniami: albo doprowadzi do izolacji Kaliningradu od Polski i UE, czym przyczyni się do jego śmierci ekonomicznej, albo zgodzi się na eksperyment otwartości gospodarczej tego regionu, czym da mu szansę na rozwój, a kto wie, może nawet na zagraniczne inwestycje. Bo Europejczykom marzy się powrót Kaliningradu do dawnej, historycznej świetności, którą zniszczyła okupacja sowiecka. Póki co jest to sfera marzeń, ale możliwa do zrealizowania. Tylko, że przyszłość nie jest do końca pewna. Niektórzy politolodzy zwracają uwagę na to, że motywem rozpoczęcia ostatniego wielkiego konfliktu w Europie, była chęć połączenia Prus Wschodnich z III Rzeszą, i że tworzenie enklaw terytorialnych w dłuższej perspektywie tworzyło więcej problemów, niż korzyści. Wydaje się jednak, że w najbliższej przyszłości nastąpi unifikacja Kaliningradu, który przestanie być jakimś zagrożeniem dla bezpieczeństwa Polski i Europy. Jednak trzeba patrzeć na ręce Putinowi. W polityce nie ma rzeczy oczywistych i pewnych. Putin w coś gra. Najpierw trzeba poznać zasady tej gry.

Moskwa kontra Watykan
Konflikt Moskwy z Watykanem nie powinien nikogo dziwić. Analitycy twierdzili, że otwarcie Watykanu na Rosję spotka się co najmniej z głośnym sprzeciwem Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej. Katolicy już od dawna mieli na pieńku z władzami, zwłaszcza przy przejmowaniu kościołów, które często miały polskie korzenie. 11 lutego 2002 roku, czarę goryczy przepełniło utworzenie w Rosji administracji kościelnej przez Jana Pawła II – papieża Polaka, co świadczyło o umacnianiu pozycji katolików. W Rosji rozpoczęła się „masowa” histeria. Po wydaleniu Jerzego Mazura, biskupa diecezji ze stolicą w Irkucku, zaognieniu uległy stosunki na linii Watykan-Moskwa. I choć sam biskup starał się załagodzić konflikt licząc na możliwość powrotu do Irkucka, to jednak władze pozostały nieustępliwe. W sprawę zamieszana jest Cerkiew, która wpłynęła na Putina, widząc zagrożenie ze strony katolików, którzy zaczęli się stawać w Rosji popularni. Normalizacja układów administracyjnych została potraktowana jako ekspansja religii Zachodu na Wschód. Cerkiew więc, pod pretekstem nawracania na katolicyzm, po cichu poprosiła o ochronę państwa. Putin, widząc w tym szansę wzrostu swoich notowań, zgodził się. Nawet nie oponował przy uznaniu religii katolickiej za wyznanie zagrażające interesom i bezpieczeństwu państwa rosyjskiego. Stał się obrońcą wiary, a to przysporzyło mu wiele popularności i nowych zwolenników. A tego nigdy za wiele.

Jak zakończy się ten konflikt? Trzeba podkreślić, że zwykli Rosjanie nie są zbytnio zainteresowani kryzysem religijnym w Rosji. Społeczeństwo, tknięte duchem liberalnej koncepcji wolności, patrzy z pewną aprobatą na wzrost tolerancji religijnej, jako na dobry kierunek demokratycznych przemian w Rosji. Reportaże z Irkucka, gdzie wierni prawosławni protestowali przeciwko normalizacji administracji kościelnej w Rosji, były grubo przesadzone. Realizatorzy z grupki 50-60 osób zrobili rozhisteryzowany tłum, gotowy umrzeć za wiarę. To kolejne przedstawienie, do którego przyłożyły się władze, napawa niepokojem. Po pierwsze, ukazuje, że rosyjska konstytucja nie jest najważniejsza, a po drugie, że interes pewnych grup wsparcia, jest priorytetowy. Tymczasem, w samym Irkucku, społeczeństwo przyzwyczaiło się do nowej religii. Nawet wierni prawosławni chodzili na koncerty organowe do katedry. I to właśnie zaczęło niepokoić Cerkiew, która nie miała tak zachodnich metod duszpasterskich i kulturalnych. Poza tym, Cerkiew przeżywa podobne problemy, jak Kościół katolicki w Europie: spada jej popularność. Dlatego też postanowiono zabezpieczyć jej interesy poprzez interwencję samego Putina. Ten zaś potrzebuje społecznego poparcia i każda okazja do jego wzrostu jest dobra. A Kościół katolicki ma problemy w Rosji nie od dziś. Wydaje się mało prawdopodobne, ażeby Janowi Pawłowi II udało się kiedykolwiek odbyć pielgrzymkę do Moskwy. Rosyjska Cerkiew Prawosławna nie chce u siebie żadnej konkurencji, dlatego też Stolica Apostolska będzie musiała odłożyć na pewien czas plany misyjne. I choć raczej wątpliwe jest, aby władze przystąpiły do likwidacji struktur katolickich w Rosji, to jednak na normalizację stosunków Watykan musi poczekać co najmniej do roku 2004. Po wyborach Putin będzie musiał przystąpić do trudnych reform i do pełnego otwarcia na Zachód. To zresztą jest w jego planach. W innym wypadku cała jego dotychczasowa polityka zostanie utopiona w bagnie. A Putin ma duże ambicje i potrafi sobie radzić nawet z wewnętrznym sprzeciwem. Wybierze tę drogę, która da mu więcej korzyści.

Kultura
Rosjanie są pod wpływem popkultury Zachodu, przystosowanej do swoich realiów. Widać to doskonale w Moskwie i Petersburgu. Reszta kraju jest trochę w tyle, ale nie odstaje od rozwojowych standardów. Modne są hamburgery, amerykańskie gry i zachodnia muzyka. Rosjanie potrafią oczywiście przystąpić do kontrofensywy kulturalnej, czego dowodem są europejskie sukcesy duetu „Ta Tu”. Wielką popularnością cieszą się musicale na wzór Hollywood, ale z rosyjskimi akcentami. Doskonałym tego przykładem jest musical „Nord-Ost”, który stał się sławny zwłaszcza po tragedii na Dubrowce. Ciekawostką jest zespół „Lube”, założony w 1989 roku, który zrobił w Rosji błyskotliwą karierę. Jedna z piosenek zawierała apel do Ameryki, by „nie rżnęła głupa” i oddała Rosji Alaskę. Podchwycił to przywódca rosyjskich komunistów – Giennadij Ziuganow, który pozwolił na wykorzystywanie jej podczas kampanii wyborczej.

Rosjanie poszukują obecnie swojej kulturowej tożsamości. Uważam, że stworzy ją koktajl nacjonalistyczno-zachodni. Rosjanie są silnie związani ze swoją kulturą, ale zbytnio przyzwyczaili się do zachodniego stylu życia. Idealnym wyjściem będzie połączenie tradycji z modernistycznymi zasadami rodem z USA. Będzie to miało duży wpływ na kształtowanie się społeczeństwa i na jego dążenie do zbliżenia z Zachodem, ale nie tylko przez internet, który w Rosji bije rekordy popularności, jako przejaw nieskrępowanej wolności, ale także przez dobrosąsiedzkie stosunki.

Warto jeszcze podkreślić obchody 300-lecia założenia Petersburga przez Piotra Wielkiego. Dawna, wieloletnia stolica Rosji, zasługuje na zaliczenie do kręgu jednej z europejskich metropolii. W tym roku będzie prawdziwą dyplomatyczną stolicą Rosji, do której na zaproszenie prezydenta Putina zjedzie wiele znakomitych osobistości z całego świata. Putin lubi się chwalić swoim rodzinnym miastem, w którym kiedyś był zastępcą burmistrza. A obecnie, to wspaniałe miasto potrzebuje dobrego burmistrza, który ściągnie doń zagraniczny kapitał, gdyż inaczej Petersburg zamieni się w wielką turystyczną pustynię.

Rosja ma szansę stać się geopolityczną potęgą Azji i Europy. Putin wie, że to nie będzie łatwe, ale gra jest warta świeczki. Obecnie, ma wszystko to, czego mu potrzeba: silną pozycję na Kremlu, uwielbienie społeczeństwa, a nade wszystko pewną wygraną w wyborach prezydenckich w roku 2004. Wie, że niedbały buduje dwa razy, dlatego nowe mocarstwo chce osadzić na silnych fundamentach władzy. Stara się nie popełnić błędów Jelcyna. Wie, że motorem przemian jest dobra kondycja gospodarki, że dobre osiągi ekonomiczne pozwolą mu amortyzować niepopularne reformy i przeobrazić armię według standardów XXI wieku. Myślę, że przyświeca mu zasada, iż cel uświęca środki. Mało tego. Putin posunie się dalej. Sądzę, że jego plan odbudowy potęgi Rosji opiera się na zasadzie, że sprawiedliwy świat trzeba i należy budować także za pomocą bezprawia, jeśli to konieczne. I dlatego do końca Putinowi nie wierzę. To znaczy, nie zaprzeczam jego pokojowym zamiarom i chęci harmonijnej współpracy. Kto wie jednak, czy Putin nie opiera swoich działań zgodnie z myślą Molly Ivins, że „Dyplomacja to umiejętność mówienia „miły piesek”, zanim nie znajdzie się kamienia”.

Jedno jest pewne. Putin chce nowej Rosji, chce zbudować jej potęgę w oparciu o sprawną gospodarkę rynkową i silną armię. Na to potrzeba czasu i wielu wyrzeczeń. Ale cierpliwość jest cnotą. Tak jak Piotr Wielki podkreślał swoją wolę wbicia miecza w nieprzyjazny skrawek bagnistej ziemi nad Bałtykiem, gdzie pogrzebanych zostało wielu robotników, którzy ponieśli śmierć podczas realizacji marzenia cara o budowie wspaniałej rosyjskiej metropolii, jaką był i jest Petersburg, tak i Putin podkreśla swoją determinację w odbudowie wielkiego mocarstwa rosyjskiego, niesiony wizją historycznych i futurystycznych ambicji, których wyrazem ma być nowa Rosja, na wzór Cesarstwa Rosyjskiego, z której nikt już nie będzie kpił, która będzie liczyła się wśród światowych potęg, i z której będzie mógł być dumny nie tylko przed narodem rosyjskim, ale także przed jego historią.

Robert Dziemba

reklama

reklama

Dodaj komentarz

UWAGA!
Komentarze są prywatnymi opiniami Czytelników, za które redakcja nie ponosi odpowiedzialności. Publikowanie jest jednoznaczne z akceptacją regulaminu. Jeśli jakikolwiek komentarz narusza obowiązujące prawo lub zasady współżycia społecznego, prosimy o kontakt poczta@miastokolobrzeg.pl. Komentarze niezwiązane z artykułem, naruszające regulamin lub zawierające uwagi do redakcji, będą usuwane.

Komentarze zostaną opublikowane po akceptacji przez moderatora.

Zgody wymagane prawem - potwierdź aby wysłać komentarz



Kod antyspamowy
Odśwież

Administratorem danych osobowych jest  Wydawnictwo AMBERPRESS z siedzibą w Kołobrzegu przy ul. Zaplecznej 9B/6 78-100 Kołobrzeg, o numerze NIP: 671-161-39-93. z którym możesz skontaktować się osobiście pod numerem telefonu 500-166-222 lub za pośrednictwem poczty elektronicznej wysyłając wiadomość mailową na adres poczta@miastokolobrzeg.pl Jednocześnie informujemy że zgodnie z rozporządzeniem o ochronie danych osobowych przysługuje ci prawo dostępu do swoich danych, możliwości ich poprawiania, żądania zaprzestania ich przetwarzania w zakresie wynikającym z obowiązującego prawa.

reklama