Overcast Clouds

15°C

Kołobrzeg

19 maja 2024    |    Imieniny: Mikołaj, Piotr, Urban
19 maja 2024    
    Imieniny: Mikołaj, Piotr, Urban

Redakcja: tel. 500-166-222 poczta@miastokolobrzeg.pl

Portal Miasto Kołobrzeg FBPortal Miasto Kołobrzeg na YT

Regionalny Portal Informacyjny Miasta Kołobrzeg i okolic

reklama

reklama

Jak komuniści sfałszowali referendum30 czerwca 1946 roku Polacy wzięli udział w pierwszym powojennym głosowaniu. Komuniści liczyli, że ludzie masowo poprą zaproponowane rozwiązania, które narzucała nachalna propaganda o skali, jakiej w kraju nie było. Przeliczyli się.


Historia pisana pod dyktando niektórych historyków Instytutu Pamięci Narodowej, o czym pisałem już niejednokrotnie, implementowana potem w szkołach czy przez różne, zwłaszcza nacjonalistyczne ruchy, wypacza początki polski jako kraju komunistycznego. Ujęcie politologiczne pozwala na objęcie szerszą perspektywą tego, co działo się w Polsce od 22 lipca 1944 roku. Nie chodzi o powracanie do tego, jak nasi sojusznicy zdradzili polską sprawę i wepchnęli nas w strefę interesów radzieckich wyłącznie za obietnicę demokracji i demokratycznych wyborów. Obietnica była bowiem ciekawa, ale problem polegał na tym, że Amerykanie i Rosjanie pod hasłem „demokracja” i „wolne wybory” rozumieli zupełnie co innego.

Po zakończeniu wojny, w europejskiej polityce zauważalne jest skręcanie w lewo. Wzrost poparcia prądów socjalnych i programów, które dziś określilibyśmy jako lewicowe, był powszechny w większości państw Europy Zachodniej. Nawet w Wielkiej Brytanii konserwatyści popierali rozwiązania zwiększające obecność państwa w gospodarce oraz nacjonalizację przemysłu. We Francji, komuniści cieszyli się ogromnym poparciem. Świadomość tego była tak duża, że gdy Winston Churchill omawiał kwestie planu „Unthinkable”, obawiał się francuskich komunistów, który sypaliby piach w szprychy opracowywanemu planowi ataku prewencyjnego na Związek Radziecki w obronie sprawy polskiej. To poparcie powodowało wśród europejskich komunistów dążenie do legalnego zdobycia władzy w krajach, znajdujących się w ich strefie wpływu, ale także w innych krajach. Były ku temu również podstawy ideologiczne, które prezentowano podczas różnego rodzaju zebrań i narad. To Marks twierdził przecież, że klasa robotnicza musi zdać sobie sprawę ze swojego przeznaczenia i powierzyć swój los partii komunistycznej. Wówczas, komuniści będą mogli rządzić legalnie i cieszyć się powszechnym poparciem. Polscy komuniści podchodzili do tego i w ten sposób, że liczyli zdobywać sympatię Polaków realizowaną polityką. I właśnie dlatego byli oni przekonani, że komunizm musi sprawdzić się w demokratycznych, tajnych i powszechnych wyborach, w których weźmie udział klasa robotnicza i wieś.

Stalin nie był przekonany do rozwiązań demokratycznych. Popierał rozwiązania jak te w listopadzie 1945 roku w Jugosławii, gdzie głosowano na komunistyczny Front Ludowy. Jednakże nie wszędzie można było działać w ten sposób. W Polsce otwarte wprowadzenie komunizmu w 1945 roku nie było do końca możliwe. Wybory z października 1945 roku w Budapeszcie dowiodły jednak, że komuniści, pomimo swoich osiągnięć nie mogą liczyć na poparcie ludu. Działo się coś, czego nie potrafili rozumieć: jak robotnicy mogą nie popierać Armii Czerwonej czy Związku Radzieckiego, skoro on tyle Węgrom dał? Wybory ogólnokrajowe z 4 listopada 1945 roku znokautowały komunistów, których poparło zaledwie 16,9 procent wyborców. Było to poważne ostrzeżenie dla komunistów w Polsce. Nad Wisłą bowiem sytuacja była politycznie odmienna.

W marcu 1945 roku odbyło się aresztowanie szesnastu przywódców podziemia. Ta informacja była powszechna w kręgach politycznych i u Churchilla wzbudziła powszechną złość, a jednocześnie uświadomiła mu, że o jakiejkolwiek demokratyzacji życia publicznego w Polsce mowy być nie może. Zdawał sobie z tego sprawę Stanisław Mikołajczyk, który w czerwcu 1945 roku przybył do Polski. Łudził się jednak, po rozmowach ze Stalinem, że celem tego ostatniego jest nie tyle Polska komunistyczna, ile Polska przyjazna Związkowi Radzieckiemu. Mylił się. Zbyt dosłownie potraktował obietnicę jałtańską.

Mikołajczyk był nadzieją dla Polaków. Cieszył się powszechnym poparciem. W Krakowie, gdzie udał się z wizytą, tłum niósł go razem z samochodem. PSL Mikołajczyka nie weszło do zaproponowanej przez Stalina koalicji wyborczej, w której górą mieli być komuniści. Pozostanie opozycją spowodowało, że PSL dostał poparcie niekomunistycznych wyborców, nawet nacjonalistów. Swój błąd, komuniści uświadomili sobie dopiero na początku 1946 roku. Władysław Gomułka zaatakował wówczas PSL, a jego kierownictwo nazwał reakcyjnym. Oznaczało to potwierdzenie, po pierwsze tego, że komuniści w Polsce nie cieszą się sympatią społeczną, a po drugie, że PSL trzeba zwalczać preferowanymi przez komunistów metodami. Te zresztą trwały od 1945 roku, jednakże teraz przybrały na sile. Aresztowania, morderstwa, a do tego utrudnianie działalności politycznej i zastraszanie. Pogrzeby zamordowanych członków PSL gromadziły tłumy i były okazją do manifestowania niezadowolenia z panującej sytuacji.

Wszystkie te czynniki wpływały na zmianę oceny sytuacji w Polsce przez komunistów. Początkowa demokratyzacja życia, zgoda na funkcjonowanie harcerstwa czy Kościoła katolickiego i jego udział w życiu publicznym, była na pokaz. Ta fasadowość, połączona z krwawymi metodami UB przyniosła efekt odwrotny od zamierzonego. To właśnie dlatego komuniści zatrzymali dążenia wyborcze. A w 1946 roku narodziła się idea referendum. W literaturze pojawiają się różne jej rodowody, choć można wskazać, że stał a tym sam Mikołajczyk opowiadający się za przyjęciem założeń konstytucyjnych dla Polski w ogólnokrajowym referendum, przyjmijmy więc, że referendum rodziło się dość długo, aż uznano, że będzie dobrym barometrem poparcia społecznego dla sprawy komunistów. Opracowano trzy pytania:
1. Czy jesteś za zniesieniem Senatu?
2. Czy chcesz utrwalenia w przyszłej Konstytucji ustroju gospodarczego, zaprowadzonego przez reformę rolną i unarodowienie podstawowych gałęzi gospodarki krajowej, z zachowaniem ustawowych uprawnień inicjatywy prywatnej?
3. Czy chcesz utrwalenia zachodnich granic Państwa Polskiego na Bałtyku, Odrze i Nysie Łużyckiej?

Pytania wydają się dla wielu żyjących współcześnie oczywiste, ale w owym czasie tak nie było. Referendum było przyparciem PSL do muru i miało m.in. na celu rozbicie monolitu partii, przeciągnięcia członków na stronę komunistów, jakby akcja zastraszania i mordowania nie była zbyt skuteczna. Ponieważ Mikołajczyk nie chciał iść w jednym bloku z komunistami, wzywał do głosowania na „nie” na pytanie dotyczące senatu. To komunistów doprowadzało do pasji. W toku kampanii sprawy zaszły na tyle daleko, że niektórzy z bloku Mikołajczyka grozili, że będą wzywać do głosowania dwa razy na „nie”.

Przed referendum przeprowadzono nie mającą precedensu kampanię propagandową. Namawiano do głosowania „3xTAK”. Drukowano 84 miliony sztuk plakatów, ulotek i broszurek. Na rozkaz malowano napisy na murach. Propaganda była w radio i prasie, na wiecach, spotkaniach i apelach. Były też ciekawe hasła: „Trzy razy TAK Niemcom nie w smak”, albo „Trzy razy TAK to polskości twej znak”. Potem uznano, że taka masowa kampania przed głosowaniem na trzy oczywiste – wydawałoby się pytania – była sama w sobie dziwna i budziła wątpliwości, które przełożyły się na porażkę. „Po ogłoszeniu ustawy o głosowaniu ludowym najważniejszą rzeczą byłoby zachowanie umiaru i powściągliwości w uzasadnianiu pozytywnych odpowiedzi, które były oczywiste i tak jasne, jak słońce na niebie. Rozszalała agitacja za „tak” wzbudziła podejrzenia, że w tym wszystkim musi być jakiś podstęp” – czytamy w tajnym raporcie Ministerstwa Propagandy.

W literaturze, szczególnie tej kolportowanej przez IPN, masowo pojawiają się wnioski wskazujące, że referendum sprzed 70 lat miało być sfałszowane programowo, a więc z takim też założeniem zostało ono ogłoszone. Jako dowód wskazuje się, że 20 czerwca do Warszawy dotarła grupa płk Arona Pałkina, naczelnika Wydziału D Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego ZSRS. Ma to być dowodem na to, że podstawowym celem było sfałszowanie wyników referendum i miało to być próbą przed wyborami parlamentarnymi. Niestety, argumentacja części historyków IPN jest dość naiwna i na jej podstawie można wywnioskować, co się chce. Celem IPN jest wykazać mit założycielski PRL. Skoro tak, to po co masowa kampania przed referendum? Po co oczekiwania na to, aby dowiedzieć się, jakie jest stanowisko Polaków? Wreszcie, skoro wybory programowo fałszowano, to dlaczego publikacja wyników trwała tak długo? Nie ulega wątpliwości, że zabezpieczono się na wypadek złego wyniku referendum dla komunistów, ale twierdzenie, że referendum ogłoszono w celu jego sfałszowania, nie broni się dowodowo. Zaznaczę tylko, że argumentacja w tej sprawie jest dłuższa, ale w tym zakresie ograniczę się do powyższego.

30 czerwca 1946 roku do urn poszło 11 mln Polaków, 85,3 % uprawnionych do głosowania. Ze wspomnień działaczy komunistycznych z okresu referendum wynika, że gdy zaczęły napływać raporty z frekwencji, gdy obawy komunistów o bojkot głosowania prysły, towarzysze zaczęli podchodzić do referendum entuzjastycznie. Dopiero gdy zaczęły spływać wyniki okazało się, że referendum jest dla komunistów klęską. Według szacunków Andrzeja Paczkowskiego, na pierwsze pytanie na „tak” odpowiedziało zaledwie 26,9% obywateli, na drugie 42%, a na trzecie 66,9%. Wyniki oficjalne, jakie podano do wiadomości, mają się następująco: 1 – 68%, 2 – 77,1%, 3 – 91,4%.

Referendum zostało sfałszowane, nie budzi to żadnych wątpliwości. Komuniści byli w szoku, o czym świadczy wypowiedź jednego z członków warszawskiego komitetu PPR: „Wiąże się z tym jakiś niezrozumiały na pierwszy rzut oka duch sprzeciwu i kompletnej ignorancji nawet ze strony tych jednostek, dla których rządy demokracji są dobrodziejstwem. Dlaczego najbardziej robotnicze dzielnice Radomia, na przykład, głosowały w wielu wypadkach trzykrotnie „nie”? Dlaczego chłopi powiatu iłżeckiego i jędrzejowskiego w przeważającej części głosowali „nie”? Czym wytłumaczyć, iż nawet wojsko i milicja w wielu wypadkach udzielało odpowiedzi negatywnych?”. Komuniści dowiedzieli się w ten sposób, że władzy nie zdobędą przy runach w sposób legalny i uczciwy. Ale nie zamierzali władzy oddawać i zapadła decyzja o sfałszowaniu wyniku referendum. Oficjalne wyniki podano 12 lipca 1946 roku. Niemal dwa tygodnie władza potrzebowała na fałszowanie wyników. Nie jest prawdą, że fałszowali je tylko Rosjanie. Aktywnie w tym procesie musieli uczestniczyć Polacy i to na dużą skalę. Zachowały się prawdziwe wyniki referendum z Krakowa, gdzie 84% osób odpowiedziało „nie” na pierwsze pytanie, na drugie 67%, a na trzecie 31%. Na przykład w Kołobrzegu, na 1960 uprawnionych osób, głosowało 1697 (frekwencja 86,5%). Na poszczególne pytania, na „tak” głosowało”: 58,4%, 72,6%, 89,8%. Nie ma informacji, czy to dane przed ich sfałszowaniem.

Komuniści nie pozwolili na dostęp do cząstkowych danych, ani na ich publikację. Cenzura działała w sposób jawny i powszechny. Protest Mikołajczyka na Radzie Ministrów nic nie dał. Według Paczkowskiego, Gomułka miał mu powiedzieć, aby "poleciał na skargę do Churchilla”. W ten sposób rozpoczyna się marsz po władzę na warunkach niedemokratycznych, nasilenie walki z Kościołem, całkowita delegalizacja instytucji niezależnych od komunistów i organizacja kraju na wzór radziecki w sposób jawny i nieskrępowany, pod nadzorem towarzyszy radzieckich. Gdy 17 stycznia 1947 roku odbędą się wybory parlamentarne, ich sfałszowanie będzie szybkie i profesjonalne, a przebieg będzie farsą. Opozycja z PSL na czele, która cieszyła się powszechnym poparciem, zdobyła jedynie 10 procent głosów. Parlament wybrał Bieruta na prezydenta, Józef Cyrankiewicz został premierem. Polska zmierzała do komunistycznego szczęścia.

Robert Dziemba
Fot. W. Wiśniewski, arch. J. Patana

Jak komuniści sfałszowali referendum

reklama

reklama

Dodaj komentarz

UWAGA!
Komentarze są prywatnymi opiniami Czytelników, za które redakcja nie ponosi odpowiedzialności. Publikowanie jest jednoznaczne z akceptacją regulaminu. Jeśli jakikolwiek komentarz narusza obowiązujące prawo lub zasady współżycia społecznego, prosimy o kontakt poczta@miastokolobrzeg.pl. Komentarze niezwiązane z artykułem, naruszające regulamin lub zawierające uwagi do redakcji, będą usuwane.

Komentarze zostaną opublikowane po akceptacji przez moderatora.

Zgody wymagane prawem - potwierdź aby wysłać komentarz



Kod antyspamowy
Odśwież

Administratorem danych osobowych jest  Wydawnictwo AMBERPRESS z siedzibą w Kołobrzegu przy ul. Zaplecznej 9B/6 78-100 Kołobrzeg, o numerze NIP: 671-161-39-93. z którym możesz skontaktować się osobiście pod numerem telefonu 500-166-222 lub za pośrednictwem poczty elektronicznej wysyłając wiadomość mailową na adres poczta@miastokolobrzeg.pl Jednocześnie informujemy że zgodnie z rozporządzeniem o ochronie danych osobowych przysługuje ci prawo dostępu do swoich danych, możliwości ich poprawiania, żądania zaprzestania ich przetwarzania w zakresie wynikającym z obowiązującego prawa.

reklama