Overcast Clouds

13°C

Kołobrzeg

5 października 2022    |    Imieniny: Petra, Fryderyka, Artur
5 października 2022    
    Imieniny: Petra, Fryderyka, Artur

Redakcja: tel. 500-166-222 poczta@miastokolobrzeg.pl

Portal Miasto Kołobrzeg FBPortal Miasto Kołobrzeg na YT

Regionalny Portal Informacyjny Miasta Kołobrzeg i okolic

reklama

kamień pokutny kołobrzeg


W dawnych wiekach, podróżując chociażby po Pomorzu Zachodnim, można było się natknąć na tzw. krzyże lub kamienie pokutne. Wiele z nich padło w zawieruchach wojennych, ale część przetrwała pogrom II wojny światowej. Niszczono je już w czasach polskich. Tego rodzaju pamiątki w języku niemieckim albo wyrzucano, albo trafiały jako umocnienia na budowy stodół i innych budynków. Wobec powyższego, do naszych czasów nie zachowało się ich zbyt wiele.

W dokumentacji Powiatu Kołobrzesko-Karlińskiego sprzed 1945 roku znajduje się wpis o takim kamieniu pokutnym na drodze z Rusowa do Strachomina. Tu należy poczynić jedną uwagę. Nazywanie tego rodzaju monumentów jako kamieni pokutnych nie jest prawidłowe. Były to krzyże lub też kamienie pojednania. W obowiązującym na tych terenach prawie niemieckim ustalano, że bezwzględnie karać będzie się sprawców zbrodni umyślnych. Jeśli ktoś w takich okolicznościach tracił życie, sprawca, który został za to skazany, był karany z pełną surowością. Natomiast zbrodnia przygodna, przypadkowa, nie kończyła się ścięciem – jej sprawca mógł uniknąć śmierci i zapłacić. To rozróżnienie, a także obowiązujące zasady rodowe, nakazujące zemstę za zabicie członka rodziny, pozwalały na deeskalację lokalnych konfliktów. W Kołobrzegu, taki najbardziej znany konflikt dotyczył dwóch rodów patrycjuszowskich: Adebarów i Schlieffenów. Warto tu przypomnieć, że w 1486 roku młody członek rodu Adebarów – Benedykt, w czasie zabawy nieumyślnie zabił kolegę, Limprechta Schlieffena – tak zaczął się konflikt, trwający wiele, wiele lat.

Jak więc takie konflikty rozwiązywano w praktyce? Najczęściej przedstawiciele sprawcy, aby uratować członka rodziny przed katem, rozpoczynali negocjacje z rodziną, która straciła swojego członka. Bywało, że pośrednikiem w zawarciu takiej ugody był kościół. Ułatwiało to rozmowy przy obecności duchownych, którzy w ten sposób ratowali życie innego człowieka. Ugodę zawierano na piśmie. Różne były ustalenia, ale z zachowanych dokumentów wiemy, że rodzina sprawcy pokrywała koszty pogrzebu i zdarzeń okołopogrzebowych, ponosiła koszty sądowe toczonego procesu, ale także uiszczała główszczyznę, z której pokrywało się koszty utrzymania na przykład wdowy i wychowania dzieci. Jak już wspomniałem, „poena captis”, czyli prawo głowy, pozwalało rozładowywać lokalne konflikty i prawo do zemsty, co ograniczało powstawanie wróżd - prywatnych wojen rodowych, trwających często wiele lat. Sprawy te są złożone i sprowadzają się do zupełnie innego traktowania rodziny w okresie średniowiecza, niż wynika to z obecnego rozumienia kodeksu cywilnego czy zasad współżycia społecznego. Są to kwestie złożone, dość tylko powiedzieć, że na przykład w momencie ucieczki sprawcy, zobowiązania spadały na jego ród, który musiał się wywiązać z ciążących na nim zobowiązań. I co ważne: „poena captis” w praktyce obejmowało szlachtę czy patrycjuszy, bowiem generalnie to przedstawiciele tych rodów posiadali odpowiedni majątek, żeby na drodze ugody zadośćuczynić poszkodowanej rodzinie. Dodatkową sumę otrzymywał także lokalny kościół, za odprawianie mszy za duszę zmarłego, a także na świece do kościoła czy jakiś legat testamentowy. Kolejnym wymiarem pokuty było wystawienie właśnie krzyża, tudzież kamienia pojednania, w którym uznawało się sprawstwo zbrodni i opisywało jej przebieg, prosząc o modlitwę za duszę zmarłego. Inskrypcje pojawiały się w okresie późniejszym, natomiast krzyże często pojawiały się w dość skromnej formie.

Tzw. „kamień pokutny” do lat 70-tych XX wieku stał na drodze prowadzącej z Rusowa do Strachomina. Potem zniknął. Ostatnie 2 lata tegoż kamienia poszukiwała Renata Łuczak, sołtys Strachomina. Kamień był znany w historiografii, posiadał przedwojenną dokumentację i opisaną historię. Jej upór się opłacił: wreszcie trafiła na ten wyjątkowy zabytek, a o znalezisku poinformowała Grupę Eksploracyjno-Poszukiwawczą „Parsęta”. Jej członkowie, we współpracy z Muzeum Oręża Polskiego w Kołobrzegu pojawili się dziś na terenie, na którym władze ówczesnego PGR-u usunęły tablicę z niemieckimi napisami. Upał dawał się wszystkim we znaki, ale po przeprowadzeniu prac ziemnych, ten unikatowy eksponat udało się wydobyć. Po zabezpieczeniu, został przewieziony do kołobrzeskiego muzeum.

Odnaleziony w sobotę zabytek ma rozmiar 1,5x0,5 metra. Na górze znajduje się herb rodu von Kameke – łeb kozła (epitafium tego rodu z nieistniejącego kościoła w Strachominie można zobaczyć w przyziemiu wieży Bazyliki Mariackiej w Kołobrzegu). Inskrypcja głosi, że 28 czerwca 1605 roku zacny i błogosławiony szlachcic Peter Kameke, właściciel ziemski Strachomina został zasztyletowany przez właściciela ziemskiego z Pleśnej – Christofa Damitza. Tyle analiza formalna kamienia, który znajdował się przy drodze. Z wyjaśnieniami całego zdarzenia spieszy Cosmus von Simmern. To postać w Kołobrzegu mało znana, choć był kołobrzeżaninem. Urodził się w mieście nad Parsętą 19 marca 1581 roku jako syn kołobrzeskiego rajcy Joachima Simmera i Judith Braunschweig. Studiował m.in. w Polsce. Jest autorem wyjątkowego i niezwykle ważnego dzieła „Historische, genealogische Cosmographia“, znanego także jako „Kronika Pomorza”. To 14-tomowe dzieło ma również część dotyczącą Kołobrzegu: „Beschreibung der Stadt Colbergk in Pommern”. Cosmus von Simmer wyjaśnia, że Peter Kameke i Christof Damitz byli na chrzcinach w Rusowie. Byli przyjaciółmi, jednak na uroczystości, będąc pod wpływem alkoholu, doszło pomiędzy nimi do kłótni. Gdy wracali do domu, Christof zasztyletował Petera. Ten pozostawił żonę i dziecko. Sprawca uciekł. Kronika nie wyjaśnia, czy i jak doszło do ugody pomiędzy rodami, choć nie wspomina też o zemście rodowej. Mowa jest wszakże o tym, że sprawca zbiegł, a wdowa ponownie wyszła za mąż, za przedstawiciela znakomitego rodu pomorskiego von Podewils. Kronikarz zaznacza, że kamień stanął z woli żony. Powstaje pytanie, czy ród von Damitz, wcale nie mniej wpływowy i możny, zapłacił za zbrodnię swojego przedstawiciela. Ta kwestia jest otwarta. Jeśli tak jest i kamień stanął z polecenia żony, mamy do czynienia właśnie z kamieniem pojednania.

Robert Dziemba




Dodaj komentarz

UWAGA!
Komentarze są prywatnymi opiniami Czytelników, za które redakcja nie ponosi odpowiedzialności. Publikowanie jest jednoznaczne z akceptacją regulaminu. Jeśli jakikolwiek komentarz narusza obowiązujące prawo lub zasady współżycia społecznego, prosimy o kontakt poczta@miastokolobrzeg.pl. Komentarze niezwiązane z artykułem, naruszające regulamin lub zawierające uwagi do redakcji, będą usuwane.

Komentarze zostaną opublikowane po akceptacji przez moderatora.

Zgody wymagane prawem - potwierdź aby wysłać komentarz



Administratorem danych osobowych jest  Wydawnictwo AMBERPRESS z siedzibą w Kołobrzegu przy ul. Zaplecznej 9B/6 78-100 Kołobrzeg, o numerze NIP: 671-161-39-93. z którym możesz skontaktować się osobiście pod numerem telefonu 500-166-222 lub za pośrednictwem poczty elektronicznej wysyłając wiadomość mailową na adres poczta@miastokolobrzeg.pl Jednocześnie informujemy że zgodnie z rozporządzeniem o ochronie danych osobowych przysługuje ci prawo dostępu do swoich danych, możliwości ich poprawiania, żądania zaprzestania ich przetwarzania w zakresie wynikającym z obowiązującego prawa.

reklama