Clear Sky

18°C

Kołobrzeg

24 czerwca 2024    |    Imieniny: Danuta, Emilia, Jan
24 czerwca 2024    
    Imieniny: Danuta, Emilia, Jan

Redakcja: tel. 500-166-222 poczta@miastokolobrzeg.pl

Portal Miasto Kołobrzeg FBPortal Miasto Kołobrzeg na YT

Regionalny Portal Informacyjny Miasta Kołobrzeg i okolic

reklama

reklama

kołobrzeg,bój,18marcaŻołnierz szedł tam, gdzie mu kazano, umierał tam, gdzie stał. Ginął za Polskę – wielkie słowa. A ich tu zginęło 1300. W Kołobrzegu, śmierć wszystkich pogodziła.


70 lat po wojnie możemy być wobec siebie szczerzy. Wielka to była bitwa, zasługująca na miano jedynego samodzielnego zwycięstwa Polaków na tym froncie. Wielkie też popełniono błędy, w konsekwencji czego, zwykli żołnierze zdobywali przyczółki ogromną daniną krwi i odwagą, a nie kunsztem żołnierskim. Zwycięzców jednak nikt nie sądzi, im dane jest prawo supremacji i chwały.

Wał Pomorski – jakie to były ciężkie walki! W Wałczu 4 tys. poległych polskich żołnierzy. Po Katyniu to największy polski cmentarz wojenny. Monte Cassino jest mniejsze niż cmentarz w Kołobrzegu” – czytamy w pośmiertnie opublikowanym wywiadzie z Wojciechem Jaruzelskim w „Gazecie Wyborczej”. Gdy spaceruje się w alejkach Cmentarza Wojennego, tego ogromu daniny ludzkiego życia na froncie nie widać. Żołnierze zostali pochowani w grobach zbiorowych, im prawo do własnego grobu dane nie było. A tam przecież często spoczywają jeszcze dzieci. Wielu młodych ludzi szybko dojrzewało w dokumentach, aby tylko iść na walkę z okupantem. I co im nad grobem powiedzą ci, którym sojusz z Armią Czerwoną obrzydza polskie zwycięstwo nad Bałtykiem? Bo były gwałty, zbrodnie? A kto wygasił piece w Oświęcimiu? Zresztą, jaka to argumentacja, gdy jedne obozy zamieniono drugimi. A czymże jest w ogóle wojna? „Cóż jest naganne w wojnie? Czy to, że z jej powodu giną ludzie, którzy i tak kiedyś umrą, by [ci, którzy ocaleją] żyli w pokoju? Wyrzucanie tego jest cechą ludzi tchórzliwych, a nie ludzi religijnych. Chęć wyrządzania krzywdy, mściwość i okrucieństwo, duch nieprzejednany i bezwzględność buntownika, nadto żądza panowania – oto, co zasługuje w wojnie potępienie” – pisał św. Augustyn. Można też sprawę postawić bardziej po żołniersku, słowami generała Georga Pattona: „Celem wojny nie jest śmierć za ojczyznę, ale sprawienie, aby tamci skurwiele umierali za swoją”.

Inną sprawą jest pamięć o tej bitwie. Byłem świadkiem na tym małym cmentarzu, gdzie tak wielu poległych spoczęło, jak licealista renomowanej szkoły pyta kolegę, skąd tu tyle żołnierskich grobów. Dostał odpowiedź, że to zabici w jakiejś bitwie Piłsudskiego, którego pomnik jest w parku. Zawsze jakieś wytłumaczenie i wcale nie oderwane od ichniej rzeczywistości. Podczas prowadzenia zajęć z młodzieżą często spotykamy się ze zdziwieniem, że Kołobrzeg był miastem niemieckim, zdobytym przez polskich żołnierzy w marcu 1945 roku. Na Facebooku nie napisali, to dzieci nie wiedzą. Ale prawda jest też taka, że 70 lat po wojnie nasza wiedza o tej bitwie nie jest satysfakcjonująca. W ubiegłym roku, w jednej z poważnych gazet ukazał się obszerny artykuł o boju o Kołobrzeg na podstawie książki z 1980 roku. Nie ma żadnych poważnych badań w tym temacie. Przez tyle lat Muzeum Oręża Polskiego nawet nie zainicjowało takiego procesu. Może dlatego, że wiele legend trzeba by poważnie zweryfikować?

Szkoda też, że bój o Kołobrzeg do tej pory nie doczekał się dobrze zrobionego filmu dokumentalnego. Walki o miasto i zaślubiny z morzem to również świetny scenariusz na film wojenny, ale od czasów epickiej „Jarzębiny Czerwonej” polskie kino woli mierzyć się z lekturami szkolnymi, niż kinem wojennym, cieszącym się ogromnym zainteresowaniem za granicą. Są oczywiście chlubne wyjątki, jak bitwa warszawska czy powstanie warszawskie, ale oscylują one wokół tematu stolicy. Tymczasem bój o Kołobrzeg ma wszystkie cechy dobrej hollywoodzkiej produkcji, a także happy end w postaci zaślubin z morzem. Jeśli ktoś oglądał pokaz sztucznych ogni w mieście z którejś z okolicznych miejscowości, może sobie wyobrazić tylko niewielki przedsmak tego, co działo się tu w marcu 1945 roku. Huk dział to mało. Przeraźliwy grzmot armat przerywany chrzęstem karabinów maszynowych albo hukiem dział okrętowych na redzie portu. Wycie organów Stalina od 16 marca to tylko pewne urozmaicenie podczas 10-dniowej kanonady. Ten dźwięk wbijał Niemców w ziemię. Paraliżował wroga i niszczył wszystko na swojej drodze, albo i trochę dalej, bo z celnością Katiuszy bywało różnie. Do tego morze ognia. Miasto było podpalane i płonęło przez cały czas. Odgłosy pożarów, zwłaszcza nocą, nie pozwalały zasypiać. Finałem tych płomiennych koncertów był huk walących się budowli, jak chociażby kolegiaty, w której murach, o ile to było jeszcze możliwe, chronili się cywile. Na koniec aktów dramatu płonącego miasta nie było braw za efekty specjalne. I nie dlatego, że to był kołobrzeski marzec, śnieg na trawnikach i zmarznięta ziemia rozrywana tu i tam eksplozjami, a zatem i ręce publiczności zgrabiałe od zimna. W walkach ulicznych śmierć zbierał obfite żniwo. Ginęli nie tylko obrońcy miasta i żołnierze oddziałów zdobywających poszczególne kwartały. W piwnicach i w tym, co zostało z miejskiej zabudowy chronili się mieszkańcy i uciekinierzy, których front zastał u ujścia Parsęty, uwięzionych w piekielnym mieście. Ci, którym odcięto drogę do portu, woleli nie rzucać się w oczy zdobywcom.

To była walka na zniszczenie. Jej ofiarą padli nie tylko żołnierze wszystkich stron, ale również samo miasto. Taki bój rodzi legendy, żyjące w narodach dekadami. W liście z podziękowaniami komendanta twierdzy, zbrodniarza wojennego – pułkownika Fritza Fullriede, do jej obrońców, czytamy: „Do historii dopisaliście swoją kartę, wpisującą się w sławną tradycję tego miasta. W najtrudniejszych warunkach, wymagających prawdziwych mężczyzn, udowodniliście, że jesteście godni tych, którzy niegdyś walczyli wśród tych samych murów pod komendą Gneisenaua i Nettelbecka”. Do jednej legendy nawiązano z innej legendy – równie nieprawdziwej, gdzie ambicja i upór dwóch ludzi doprowadziły do zrujnowania miasta i ludzkiej tragedii. Tak jak w 1807 roku, tak i stało się tak w roku 1945.

Patrząc na walkę Polaków, statystycznie, na jeden kilometr frontu przypadało ponad sto luf. Przez 10 dni wystrzelono około 31,5 tys. pocisków - na każdy kilometr kwadratowy spadło ich łącznie 43 tony. Średnie dzienne tempo zdobywania terenu wyniosło ok. 300 - 400 metrów. „W tym miejscu, gdzie widzicie mury fortecy stał niegdyś gród słowiański. W 1000 roku założył Bolesław Chrobry biskupstwo w Kołobrzegu. To jest odwiecznie polska ziemia. Tu nad polski Bałtyk prowadzi szlak wytyczony przez wielkich piastowskich polityków i wodzów - Chrobrego i Krzywoustego. Zapamiętajcie sobie: to jest historia. Kiedyś o tym dzisiejszym dniu przyszłe pokolenia będą mówić ze czcią, jak my mówimy o naszych wielkich przodkach. Wy tworzycie historię, jak niegdyś tworzył ją Chrobry i Krzywousty”. Dziś wiemy, jak bardzo w swoich obliczeniach granic średniowiecznego miasta pomylił się wypowiadający te słowa zastępca dowódcy 1 Armii Wojska Polskiego do spraw polityczno-wychowawczych, ppłk Piotr Jaroszewicz.

Ale co po tym prostym żołnierzom, umęczonym żołnierskim trudem, zdobywających dom za domem, aby dojść na kołobrzeską plażę? Czy 18 lub 19 marca miało to dla nich znaczenie? Propaganda polityczna robiła swoje. Motywowała do zwiększonego wysiłku wojennego. I pozwalała z honorami pochować kolegów. Po boju przyszedł czas na oddaniu hołdu kompanom. Składano ich w pomorskiej ziemi jak bohaterów na szlaku Krzywoustego. Spoczęło w niej zbyt wielu…

Robert Dziemba
Fot. Józef Rybicki ze zbiorów Muzeum Oręża Polskiego w Kołobrzegu

 

kołobrzeg,bój,18marca

kołobrzeg,bój,18marca

reklama

reklama

reklama

Dodaj komentarz

UWAGA!
Komentarze są prywatnymi opiniami Czytelników, za które redakcja nie ponosi odpowiedzialności. Publikowanie jest jednoznaczne z akceptacją regulaminu. Jeśli jakikolwiek komentarz narusza obowiązujące prawo lub zasady współżycia społecznego, prosimy o kontakt poczta@miastokolobrzeg.pl. Komentarze niezwiązane z artykułem, naruszające regulamin lub zawierające uwagi do redakcji, będą usuwane.

Komentarze zostaną opublikowane po akceptacji przez moderatora.

Zgody wymagane prawem - potwierdź aby wysłać komentarz



Kod antyspamowy
Odśwież

Administratorem danych osobowych jest  Wydawnictwo AMBERPRESS z siedzibą w Kołobrzegu przy ul. Zaplecznej 9B/6 78-100 Kołobrzeg, o numerze NIP: 671-161-39-93. z którym możesz skontaktować się osobiście pod numerem telefonu 500-166-222 lub za pośrednictwem poczty elektronicznej wysyłając wiadomość mailową na adres poczta@miastokolobrzeg.pl Jednocześnie informujemy że zgodnie z rozporządzeniem o ochronie danych osobowych przysługuje ci prawo dostępu do swoich danych, możliwości ich poprawiania, żądania zaprzestania ich przetwarzania w zakresie wynikającym z obowiązującego prawa.

reklama