Broken Clouds

1°C

Kołobrzeg

5 lutego 2023    |    Imieniny: Adelajda, Agata, Izydor
5 lutego 2023    
    Imieniny: Adelajda, Agata, Izydor

Redakcja: tel. 500-166-222 poczta@miastokolobrzeg.pl

Portal Miasto Kołobrzeg FBPortal Miasto Kołobrzeg na YT

Regionalny Portal Informacyjny Miasta Kołobrzeg i okolic

reklama

reduta kołobrzeg


Niedawno założyciel Muzeum Patria Colbergiensis Robert Maziarz i nauczyciel historii Ireneusz Piecyk zwołali konferencje prasową, na której postawili mi sporo zarzutów. Nie byłem w stanie obejrzeć całego spektaklu, bo jego nieco prymitywny charakter zmusił mnie do zatrzymania się na pierwszym pomówieniu. Sprawę przekazałem mojej kancelarii adwokackiej, która obecnie analizuje owo wystąpienie. Po prostu, pewne sprawy zaszły za daleko, aby dalej tolerować tego rodzaju występy.

Już w 1 minucie konferencji Robert Maziarz podaje nieprawdę, że zastrzegłem, że nie wolno pokazywać książki „Reduta Polska a fortyfikacje Twierdzy Kołobrzeg podczas oblężenia w 1807 roku”. Dlatego jej okładkę ubrano w jakąś makulaturę. To nieprawda. Nigdy takiego zastrzeżenie nikomu nie składałem, zaś w samej pracy znajduje się zapis: „Żadna część niniejszej publikacji nie może być reprodukowana, zapisywana komputerowo lub reprodukowana fotograficznie ani w jakiejkolwiek innej formie za pomocą urządzeń mechanicznych i elektronicznych, a także rozpowszechniana bez pisemnej zgody posiadacza praw”. W sposób nie budzący wątpliwości, nie dotyczy to prawa dozwolonego cytatu czy publicznego pokazania pracy. Ale jak widać osoba wypowiadająca te treści miała problem ze zrozumieniem tego zastrzeżenia. Powstaje więc pytanie, jak mogła zrozumieć resztę książki…

Co do błędów wskazywanych przez autorów, proszę wybaczyć, ale poziom merytoryczny ich przedstawienia, pozbawiony braku kultury naukowej i moim zdaniem nastawiony na zwyczajne zdyskredytowanie mojej osoby powoduje, że tę część dyskusji uważam za zbędną. Do takiej wymiany argumentów służy konferencja naukowa, a nie prasowa. Kto ma być jej uczestnikiem? Dziennikarze? Odbiorcy tych mediów? To niepoważne. Nie będę również łapał za słowa atakujących mnie osób, które robią to wobec mnie, bo to bardzo niskie (ktoś słyszał o Wydziale Historii Wojskowości UAM?). Natomiast podkreślić należy, że nie ma publikacji, w której uda się uniknąć błędów i to przeróżnych. Podam przykład. Dr hab. prof. UAM Grzegorz Podruczny i jego książka. Ja jak widać jestem amatorem, więc naukowiec tej klasy według adwersarzy nie ma prawa popełnić błędów, zwłaszcza „szkolnych”, bo to go wyklucza ze środowiska, a jego prace nie powinny trafiać do bibliotek, czy źle zrozumiałem? Cytat z książki „Król i jego twierdze”, strona 292 „(…) kazamata była przeznaczona na mieszkanie dla komendanta twierdzy na czas oblężenia i podczas oblężenia 1806 r. mieszkał tam Gneisenau”. Można by postawić tu kilka zarzutów, jak chociażby to, że Gneisenau przybył do Kołobrzegu w 1807 roku, a w 1806 roku nie było oblężenia Kołobrzegu. Tylko po co? Każdy znawca tematu wie, że to zwykły błąd, jaki ma prawo się trafić i należy nad nim przejść do porządku dziennego. A książka jest znakomita. Tak to czasami jest ze szkolnymi błędami… Zapewne i takie rzeczy, których chciałbym się ustrzec, da się znaleźć w mojej pracy. Niestety.

Natomiast rzecz idzie o sprawę związaną z Redutą Sułkowskiego. Najpierw, w 2015 roku ukazały się informacje o tym, że odkryto Fort Sułkowskiego. Po mojej krytyce tego odkrycia, spadło ono do rangi reduty i taki wniosek wpłynął do Rady Miasta, aby założenie ziemne nazwać w ten sposób. W protokole nr 18/2017 z 10.10.2017 znajduje się takie zdanie R. Maziarza: „Doktor Podruczny to jeden z najwybitniejszych badaczy. Jego zdaniem to była reduta”. Gdy pisałem moją opinię w tej sprawie, przedłożoną przez Muzeum Oręża Polskiego w kwietniu 2017 r., napisałem wyraźnie: „Wątpliwości budzi również sama proponowana nazwa fortyfikacji, albowiem zgodnie z obowiązującymi zasadami, taki obiekt byłby nazywany Redutą Polską”. 10 października już byłem pewien, że taka reduta musiała pod Kołobrzegiem funkcjonować. Od samego początku twierdziłem, wbrew niepoważnym zarzutom R. Maziarza, że, po pierwsze, Polacy nie zbudowali reduty w Lesie Kołobrzeskim, a jeśli takowa w ogóle istniała, raczej nie budowali jej Polacy. Badania, które przeprowadziłem, potwierdzają moje wcześniejsze ustalenia. Piszę o nich w książce. Moje ustalenia opublikowałem już 29 października 2017 roku na portalu Miastokolobrzeg.pl, w artykule pt. „Tajemnicza Reduta Polska z 1807 roku” (przeczytaj). To pokazuje, kto i kiedy jakie ustalenia poczynił, obalając zarzuty o anektowaniu cudzych odkryć przez moją osobę.

Cała reszta zarzutów o kłamstwach i wprowadzaniu w błąd, ma moim zdaniem swoje źródło w tym, że R. Maziarz i jego koledzy skupieni wokół jego prywatnego muzeum, nie mogą się pogodzić z tym i bardzo ich to boli, tak autentycznie boli, że ktoś śmie podważać ich ustalenia, realizuje artykuły czy książki, w których krytykuje ich wyniki badań. Odnoszę wrażenie, że tylko w podziemiach ratusza można prowadzić badania, tylko tam są znawcy i eksperci, a każdy, kto twierdzi inaczej, staje się publicznym wrogiem. Byłem współtwórcą wystawy w Muzeum Patria Colbergiensis, przepracowałem tam jakieś 200 godzin, miałem okazję oddać nieco swojej wizji w to, co tam jest prezentowane, a nawet zaangażować swoje środki finansowe. Nie przypuszczałem, że instytucja ta przekształci się w moim przekonaniu w redutę do walki z wolnością nauki czy prawem do prezentowania autorskich opinii i poglądów. Ośmieszono nawet mojego recenzenta, profesora zwyczajnego, wieloletniego historyka Uniwersytetu Warszawskiego i Polskiej Akademii Nauk, Andrzeja Karpińskiego, wskazując, że nie zna on tematu, a ja po prostu wprowadziłem go w błąd, byle uzyskać recenzję. Większej głupoty nie słyszałem. Niestety, mogłem rozmawiać jedynie przez chwilę z moim promotorem i usłyszałem, że naukowiec jest wstrząśnięty tym, co dzieje się w Kołobrzegu, że opublikowano jedynie fragment jego informacji o przebiegu procedury recenzji, w dodatku z prywatnej korespondencji, bez jego zgody. Metody jak na Dzikim Zachodzie. Profesor recenzji nie wycofał. Podtrzymuje ją.

I wróćmy do samej reduty. Po opublikowaniu przeze mnie tekstu o Reducie Polskiej, w lutym 2018 roku w „Odkrywcy” ukazał się tekst R. Maziarza, w którym stawia tezę (!), że owa istniejąca Reduta Polska jest Redutą Sułkowskiego. Na bazie tego artykułu, oparłem całość twierdzenia tego autora w zakresie funkcjonowania Reduty Sułkowskiego. Część mojej książki poświęcona tej fortyfikacji była gotowa już w sierpniu. W październiku ukazała się jednak książka, której redaktorem jest R. Maziarz. Tam znika już Reduta Sułkowskiego jako znaleziona fortyfikacja, pojawia się Obóz Polski i Reduta Polska. Zgubiłem się. Autor kompletnie nie odnosi się do ustaleń historyków w temacie, do swoich dotychczasowych twierdzeń. Była reduta w lesie zwana „Sułkowskiego”, potem Redutą Sułkowskiego była Reduta Polska, a potem był już Obóz Polski i Reduta Polska gdzie indziej? Przepraszam, ale nawet teraz pisząc te słowa, nie wiem, czy się nie mylę. Bo autor tych twierdzeń w swoich pracach nie odnosi się do prowadzonych ustaleń, publicystyki, do całego dorobku w tym zakresie, a jedynie do wybranych pozycji literatury. W swoim artykule, nawet nie podaje przypisów i numerów stron prac, z których korzystał, a cytowana przez niego literatura przedmiotu nie wyczerpuje tematu, nie mówiąc już o analizie krytycznej. Nie zwoływałem konferencji prasowej, aby zapytać o to, czy o kompetencje recenzenta pracy w przedmiotowym zakresie, dr hab. prof. UEP Agnieszki Niezgody z Katedry Turystyki Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu. A przecież książka ukazała się ze środków publicznych, przy wsparciu budżetu województwa zachodniopomorskiego. To są pewne standardy. Ukazała się publikacja, ale są sposoby wynikające z naukowej kultury, aby się do niej ustosunkować.

Podsumowując, od samego początku szykanowano mnie za to, że podważam istnienie Reduty Sułkowskiego. Na forach nazywano mnie Żydem i życzono wycieczki do nieba w jedną stronę. Wyśmiewali mnie niektórzy lokalnie dziennikarze, szydził ze mnie włodarz miasta. Próbowano metodami politycznymi zablokować moje badania i skłonić mnie do zmiany stanowiska. Gdy okazało się, że kierowana przeze mnie fundacja otrzymała środki na tę publikację, zrobiono wszystko, żeby zrobić z tego aferę. Do tej pory żaden dziennikarz nie przyszedł i nie zapytał mnie o ten konkurs. To jest rzetelność dziennikarska? To farsa. Gdy ukazała się książka, moim zdaniem nieprzypadkowo w dniu spotkania z czytelnikami, do Rady Powiatu wpłynęła na mnie skarga. Kolejny absurd, bo ja nie podlegam w żaden sposób Radzie Powiatu. Wreszcie konferencja prasowa, w której oskarża się mnie o absurdalne rzeczy, a decydować o ich zasadności mają radni. 2 lata temu proponowano mi debatę historyczną, gdzie o zasadności twierdzeń mieli decydować… dziennikarze. Jak widać, lepsze jest wrogiem dobrego…

Robert Maziarz jest pasjonatem, ale nie historykiem. Nie ma pojęcia, co ma wspólnego z nauką. Nie wiem jakie ma wykształcenie, ale wiem, że historia nie zwycięża tam, gdzie w badaniach stosuje się prymat nieomylności czy siły nacisku medialnego. Tam właśnie historia ponosi porażkę. Staje się ofiarą konfliktów, uprzedzeń czy interesów, a nie jest owocem poszukiwań i chęci naukowego poznania. Nie wiem jakiej wiedzy i umiejętności potrzeba do wywoływania ducha Nettelbecka w ratuszu, mam jednak wrażenie i się nim podzielę, że niektórzy powinni na tym poprzestać.

Robert Dziemba

P.S. Po komentarzu na portalu „E-kg” o ustawieniu konkursu na przedmiotową książkę, stosowne wezwanie przedsądowe jest w drodze do Henryka Bieńkowskiego.

Dodaj komentarz

UWAGA!
Komentarze są prywatnymi opiniami Czytelników, za które redakcja nie ponosi odpowiedzialności. Publikowanie jest jednoznaczne z akceptacją regulaminu. Jeśli jakikolwiek komentarz narusza obowiązujące prawo lub zasady współżycia społecznego, prosimy o kontakt poczta@miastokolobrzeg.pl. Komentarze niezwiązane z artykułem, naruszające regulamin lub zawierające uwagi do redakcji, będą usuwane.

Komentarze zostaną opublikowane po akceptacji przez moderatora.

Zgody wymagane prawem - potwierdź aby wysłać komentarz



Administratorem danych osobowych jest  Wydawnictwo AMBERPRESS z siedzibą w Kołobrzegu przy ul. Zaplecznej 9B/6 78-100 Kołobrzeg, o numerze NIP: 671-161-39-93. z którym możesz skontaktować się osobiście pod numerem telefonu 500-166-222 lub za pośrednictwem poczty elektronicznej wysyłając wiadomość mailową na adres poczta@miastokolobrzeg.pl Jednocześnie informujemy że zgodnie z rozporządzeniem o ochronie danych osobowych przysługuje ci prawo dostępu do swoich danych, możliwości ich poprawiania, żądania zaprzestania ich przetwarzania w zakresie wynikającym z obowiązującego prawa.

reklama