Overcast Clouds

17°C

Kołobrzeg

2 października 2022    |    Imieniny: Teresa, Gerard, Bogumił
2 października 2022    
    Imieniny: Teresa, Gerard, Bogumił

Redakcja: tel. 500-166-222 poczta@miastokolobrzeg.pl

Portal Miasto Kołobrzeg FBPortal Miasto Kołobrzeg na YT

Regionalny Portal Informacyjny Miasta Kołobrzeg i okolic

reklama

dąbkowski kołobrzeg

W obecnej sytuacji byłego wiceprzewodniczącego Rady Miasta Kołobrzeg, Artura Dąbkowskiego, mało kto się do niego przyznaje. Dziś jest tak, że nikt go nie promował, nie pomagał mu, nic mu nie załatwiał. Z niektórych opowieści wynika, że kariera Artura Dąbkowskiego w ciągu ostatnich trzech lat to dzieło przypadku. Ale inni uważają inaczej. W ciągu ostatnich tygodni rozmawiało z nami i zaufało nam wiele osób, które ujawniły, jak wyglądają kulisy władzy Kołobrzeskich Razem. Z zebranego materiału można zrobić całą serię artykułów, ale na razie skupimy się na Dąbkowskim.

Nic nie dzieje się przypadkiem
Artur Dąbkowski przytula się do KWW Anny Mieczkowskiej Kołobrzescy Razem w 2018 roku z oczywistego powodu. Nikt inny nie weźmie go na listy, ale z drugiej strony, część polityków z otoczenia dzisiejszego prezydenta wie, że Dąbkowski to pewniak do zdobycia mandatu. W dodatku gwarantuje jedno: że w Podczelu, na Ogrodach i trochę w centrum, zrobi kampanię. I zrobił. Dostał 390 głosów. Startował z okręgu razem z Mieczkowską, a ich wspólny wynik pozwolił do rady wciągnąć także Piotra Lewandowskiego. Już w 1 turze wyborów Dąbkowski współpracuje z Mieczkowską, a w drugiej angażuje się na 105%. Jego ekipa była oskarżana o zrywanie plakatów, ale niewiele mu z tego udowodniono i obrócono to w polityczne pomówienia. Wysyłał jednak sms-y, naruszając ciszę wyborczą. Sprawa trafia do organów ścigania. Dąbkowski wniósł o samoukaranie, bo nie wiedział, że wysyłanie informacji do znajomych z apelowaniem, no kogo mają głosować, narusza ciszę wyborczą. Kołobrzescy Razem nigdy nie odcięli się od działań swojego kolegi, ani nie potępili łamania przez niego prawa, albo zasad moralnych. Ani wtedy, ani nigdy. Gdy sprawy zaczęły wymykać się spod kontroli, wybrali milczenie. To samo zalecono niektórym dziennikarzom. – Jeśli nie będzie się o czymś mówić, to tego nie będzie. A wy pokrzyczycie, pokrzyczycie, a ludzie zapomną – mówi polityk PO, był członek zarządu tej partii.

Dąbkowski natychmiast zyskał poparcie partyjnych liderów. – Zwycięzców nikt nie sądzi – śmieje się działaczka samorządowa, współpracująca z Kołobrzeskimi. – Taka jest historia – dodaje. I się myli, bo historia jeszcze to osądzi, i szybciej, niż naszej rozmówczyni się wydaje. Dąbkowski nie tylko publicznie wykazał oddanie w sprawach pani prezydent, ale też odniósł rany. – Gdyby dawali krzyż za obrażenia w starciu z waszym portalem, bo to przez was został ukarany, to domagałby się odznaczenia i renty – śmieje się jeden z radnych z Klubu Kołobrzescy Razem. – Artur zawsze powtarzał: jesteśmy tu i teraz, i trzeba walczyć o każdą złotówkę. Łokcie w bok, alleluja i do przodu – słyszymy. Tylko ślepy nie zwróciłby uwagi na ambicje Dąbkowskiego. A on tego wprost nie ukrywał. Aby jednak poprawić swoją pozycję negocjacyjną, musiał pokazać właściwe miejsce w szeregu swojej konkurencji. Jednym z jej przedstawicieli był wieloletni radny - Dariusz Zawadzki.

Nazwisko Zawadzkiego pojawiło się już na pierwszej sesji Rady Miasta, jako kandydata do prezydium. Sam Zawadzki nie ukrywał swoich ambicji, ale na pewnym etapie zaczął schodzić na dalszy plan, aż trafił na margines. Bo to Dąbkowski bronił Anny Mieczkowskiej (nawet gdy nikt inny z sojuszników jej nie bronił), to on atakował innych radnych, to on komentował w mediach tematy, których nikt nie chciał komentować, to on przedstawiał stanowiska z nieprawdziwą informacją na sesji, czego nikt inny nie chciał robić. Dzięki temu, jego koledzy mieli czyste ręce. A ranga Dąbkowskiego rosła. „Dąbi”, „Dąbek” – tak go chwalono, w superlatywach oczywiście. A Zawadzki ciągle krytykował, ciągle prezentował jakieś dziwne dla kolegów z Kołobrzeskich Razem stanowiska. To nic, że były one sensowne, spójne, społecznie oczekiwane. Były zagrożeniem dla prezydenta i jej zaplecza, jak na przykład konsultacje z mieszkańcami, czy radni nie powinni mieć zakazu pracy w jednostkach miejskich. Prezydent miasta wiele rzeczy konsultować mogła z obywatelami. – Darek nie dość, że jej konkurencję zrobił z tymi konsultacjami, to jeszcze uderzył w tych wszystkich, którzy paśli się na miejskich synekurach. To było ryzykowne – mówi nasze źródło. I faktycznie. Reakcja była natychmiastowa. Zawadzkiego usuwa się z klubu, a także grozi mu się sądem koleżeńskim w Platformie. Jego akta tam ostatecznie nie trafiły, ale sam radny wyleciał na margines. Zawadzki był 12 radnym. Po jego odejściu, Dąbkowski stał się numerem 11. Jak mawiał Andrzej Mielnik, kto umie liczyć do 11, ten umie rządzić miastem.

Nasz człowiek
Zanim usunięto Zawadzkiego, Dąbkowski awansował. Być może właśnie to wywołało rozgoryczenie tego pierwszego i pewien ciąg przyczynowo-skutkowy, ale tu omawiać go nie będziemy, bo nie ma to znaczenia. Żeby mogły spełnić się marzenia Dąbkowskiego o prawdziwej władzy, od stolika musiał zostać odsunięty Woźniak. Prace nad tym rozpoczęły się na długo przed 10 września 2019 roku. Jednym z tych działań było powołanie tzw. klubu technicznego, czyli Nowego Kołobrzegu. Chodziło o transfer dwóch radnych do Kołobrzeskich Razem, ale teoretycznie nie do Kołobrzeskich, ale do Nowego Kołobrzegu. Dzięki temu, Kamil Barwinek i Łukasz Zięba stali się nie zdrajcami, jaki ich pokazywał klubu Jacka Woźniaka, a założycielami nowej jakości w naszym mieście. Przynajmniej tak mogli mówić. Za to ich koledzy - Adam Hok oraz Agnieszka Trafas, mogli uniezależnić się od Kołobrzeskich Razem. Jak pokazała przyszłość, Nowy Kołobrzeg przestał być klubem technicznym i stał się jednym z powodów rozpadu Kołobrzeskich. Ale najpierw złamano Jacka Woźniaka. Nowy Kołobrzeg powstaje na koniec maja 2019 roku. Następuje utrwalenie władzy, są wspólne kluby. W międzyczasie Dąbkowski dostaje miejsce w Komisji Alkoholowej. Anna Mieczkowska powołuje go tam zarządzeniem nr 86/19 z 7.08.2019 r. Woźniak dalej jest przewodniczącym Rady Miasta. Rozpoczyna się przygotowanie do zmiany tego stanu rzeczy. Podział stanowisk jest prosty: Piotr Lewandowski, który prowadził kampanię wyborczą Anny Mieczkowskiej, kierował jej sztabem, miał zostać przewodniczącym Rady Miasta. Spotkało się to jednak z dużym oporem w środowisku Platformy, a także niektórych Kołobrzeskich, ale jakoś ten układ trzeba było ułożyć. Osobą ze środowiska lewicowego, który otrzymać miał funkcję wiceprzewodniczącego, był Bogdan Błaszczyk. Drugim wiceprzewodniczącym miał zostać Adam Hok. Ten jednak, ku zaskoczeniu niektórych - odmówił. I się zaczęło.

Skoro Nowy Kołobrzeg nie był zainteresowany funkcją w prezydium, swoje ambicje postanowił spełnić Zawadzki i Dąbkowski. Zawadzki wybrał formę oficjalną, w stylu: staż w radzie, zasługi, lojalność. Dąbkowski pracował u podstaw. Spotykał się, dzwonił, rozmawiał, namawiał. – Dąbkowski nie był z Platformy i bał się, że może nie dostać poparcia. Dlatego nie szczędził krytyki wobec konkurenta, a tam gdzie mógł prosił o poparcie. Mi mówił, że to spełnienie jego ambicji i nic z tego nie ma – mówi nasz rozmówca. Podczas głosowania na kandydaturę Dąbkowskiego 10 września 2019 roku, głosowało 21 radnych, 20 oddało głos ważny. Za tą kandydaturą głosowało… 11 radnych. 9 było przeciw. 11 głosów, to jest to dokładnie tyle, ile wynosiła fundamentalna większość Anny Mieczkowskiej w tej radzie. – W ten sposób Kołobrzescy policzyli się, kto na kogo i jak może liczyć. Przynajmniej wtedy – mówi nasze źródło. Chcieliśmy się dowiedzieć, czyim człowiekiem był Dąbkowski, kto był jego promotorem, ale nikt nie chce się przyznać do tego patronatu. Zasłaniano się niewiedzą, niepamięcią, albo wskazywano Nowy Kołobrzeg i osobiście Adama Hoka. Powód? Dąbkowski po wyborze na funkcję publicznie podziękował Nowemu Kołobrzegowi: „Chciałbym wszystkim podziękować za to zaufanie, w szczególności radnym klubu mojego Kołobrzescy Razem, jak również radnym Klubu Nowy Kołobrzeg, dzięki któremu zostałem rekomendowany na funkcję wiceprzewodniczącego Rady Miasta”. Z naszych ustaleń wynika, że Dąbkowski żadnego poparcia "Nowego Kołobrzegu" nie miał, ale można go było wybrać przez niechęć do udziału we władzy przez Adama Hoka. Co więcej, erozja w samej Platformie była już wówczas na tyle duża, że miesiąc po wyborze Dąbkowskiego, z partii odszedł Piotr Lewandowski. Trafił do Kołobrzeskich Razem. – Akcje Dąbkowskiego poszły do góry. Cenne to były aktywa, naprawdę – zapewnia nasz informator z magistratu.

Człowiek w łańcuchu czy na łańcuchu?
Drzwi wszystkich miejskich instytucji stają od tej pory przed Dąbkowskim otworem. Cieszył się bardzo dużym zaufaniem i to tak bardzo, że aby zaspokoić jego ambicje, trafia do Kapituły ds. tytułów. Było tak być może dlatego, że w wielu sprawach nikt pracować nie chciał. Za to uwadze Dąbkowskiego nie uciekło nic, co mógłby zaszczycić swoją obecnością. Anna Mieczkowska powołała go tam zarządzeniem nr 153/2020 z 21.10.2020 r. – Stał się pupilem władzy. Wszyscy wiedzieli, że jest do bólu śliski, ale był wierny jak pies. Robił co mu kazano i tego mu nie zapominano. Nie pogardził nawet tą kapitułą – mówi członek Kołobrzeskich Razem. Gdy jako wiceprzewodniczący Rady Miasta na oficjalne spotkanie założył łańcuch przewodniczącego, pomimo krytyki, Kołobrzescy Razem nie widzieli w tym nic niestosownego. – A Artur cieszył się jak dziecko w piaskownicy, który dostał nowe wiaderko – mówi jego kolega z Demokratycznej Partii Lewicy, w której razem działali wiele lat temu. – On starał się być wszędzie, a to u Kukiza, a to w jakichś innych tworach, jak dało się tam coś osiągnąć. Otacza się różnymi ludźmi, ale zawsze jest osobą, na którą można liczyć. Każdy może na niego liczyć. A on wie, że może liczyć na tych, którzy liczą na niego. Proste – dodaje. Na bazie "Dąbkowskiego" często dochodziło także do konfliktów, bo inwestycje w Podczelu były priorytetowe. Jak mówią nasi rozmówcy, w Podczelu robiono wszystko, gdy inni radni oblizywali się smakiem, bo na pomysły i potrzeby w ich okręgach pieniędzy brakowało. - To teraz popatrzcie, co się dzieje z tymi priorytetowymi inwestycjami w Podczelu po odejściu Artura z Kołobrzeskich - poleca nasze źródło.

Od 2014 roku, Dąbkowski pracował w Starostwie Powiatowym w Kołobrzegu. Doszedł tam do stanowiska zastępcy kierownika w Wydziale Zarządzania Kryzysowego. W lipcu 2020 roku złożył wypowiedzenie warunków pracy i płacy (został na 1/4 etatu). Już na początku sierpnia, dziennikarze namierzyli go jako kierownika sanatorium „Mewa” w Uzdrowisku Kołobrzeg SA. Jest to spółka, której właścicielem jest samorząd Województwa Zachodniopomorskiego. – Przejście „Dąbka” było możliwe, bo z pracy zrezygnował poprzedni kierownik (tu pada nazwisko), znajomy m.in. Anny Mieczkowskiej – mówi nasz informator. Osoba ta dostała pracę w firmie jednej z radnych, działającej w sektorze prywatnym. – To nie Dąbkowski miał dostać tę fuchę, tam była kolejka na czele z rodziną jednej z prominentnych działaczek Platformy. Oblizała się smakiem, bo „Dąbek” miał pierwszeństwo – dodaje. Jak to się stało, że człowiek spoza Platformy dostał pracę w Uzdrowisku? Mówi o tym obszernie nasze źródło: - W 2019 roku Tomasz Tamborski miał jeszcze coś do powiedzenia w Kołobrzeskich Razem. Ale ponieważ krytykował decyzje kadrowe, czy nawet się im sprzeciwiał, zaczęto go pomijać, a potem całkowicie obchodzić. Żeby nie miał wpływu na Dąbkowskiego, zmieniono mu pracę. W Kołobrzeskich uważa się, że każdy kto dostaje jakiekolwiek pieniądze z powiatu może być podejrzany, albo jest pod wpływem Tamborskiego. Więc Dąbkowski miał być pod wpływem dobrej władzy. To taka kołobrzeska wersja dobrej zmiany – słyszymy. Podobno, przyciągnięto go do nowej pracy podwyżką: 500 zł.

Jak mówią nasze źródła, w „Mewie” Dąbkowski korzystał z życia. I to dosłownie. – Ma 50 lat to już mu niewiele zostało tych atrakcji. Tak się tam rozhasał, że gdy prezes chciał go nieco sprowadzić na ziemię, szybko zobaczył jak ma rączki krótkie. Do spółki przyjeżdżała pani Bańkowska. Ona z nim rozmawiała – mówi nasze źródło. Miały to być początkowo rozmowy wychowawcze. A potem sytuacja się skomplikowała, ale to będzie przedmiotem drugiej części rezultatów naszego dziennikarskiego śledztwa. Pytamy, dlaczego nikt nie reagował, pomimo naszych artykułów, a Dąbkowski mógł piąć się po szczeblach lokalnych awansów? Gdy pytamy o potwierdzenie bądź zaprzeczenie naszych ustaleń, słyszmy niemal od wszystkich, że Dąbkowski to tak naprawdę był człowiek znikąd i nic nie znaczył, za to my byliśmy do niego uprzedzeni – przynajmniej tak uważano. - A wybrali go, panie redaktorze, mieszkańcy oczywiście – mówi jedna z kołobrzeskich polityczek. Skoro tak, to dlaczego tak wielu dziś tego się wstydzi?

Ciąg dalszy nastąpi...

Robert Dziemba
Fot. archiwum

Dodaj komentarz

UWAGA!
Komentarze są prywatnymi opiniami Czytelników, za które redakcja nie ponosi odpowiedzialności. Publikowanie jest jednoznaczne z akceptacją regulaminu. Jeśli jakikolwiek komentarz narusza obowiązujące prawo lub zasady współżycia społecznego, prosimy o kontakt poczta@miastokolobrzeg.pl. Komentarze niezwiązane z artykułem, naruszające regulamin lub zawierające uwagi do redakcji, będą usuwane.

Komentarze zostaną opublikowane po akceptacji przez moderatora.

Zgody wymagane prawem - potwierdź aby wysłać komentarz



Administratorem danych osobowych jest  Wydawnictwo AMBERPRESS z siedzibą w Kołobrzegu przy ul. Zaplecznej 9B/6 78-100 Kołobrzeg, o numerze NIP: 671-161-39-93. z którym możesz skontaktować się osobiście pod numerem telefonu 500-166-222 lub za pośrednictwem poczty elektronicznej wysyłając wiadomość mailową na adres poczta@miastokolobrzeg.pl Jednocześnie informujemy że zgodnie z rozporządzeniem o ochronie danych osobowych przysługuje ci prawo dostępu do swoich danych, możliwości ich poprawiania, żądania zaprzestania ich przetwarzania w zakresie wynikającym z obowiązującego prawa.

reklama