menu
Ogłoszenia ***  Market w Kołobrzegu poszukuje pracowników  (Dam Pracę)  ***  ŁAWOSTÓŁ + 2 FOTELE SPRZEDAM  (Sprzedam)  ***  Korepetycje z języka angielskiego  (Edukacja)  *** 

Modlitewnie, ale z niedosytem (video)

I tym razem publiczność dopisała. Ale po artystach można było się spodziewać czegoś więcej. Nie znaczy to, że było źle, pozostał jednak niedosyt.


Na pewno wielką niespodzianką kolejnej odsłony festiwalu „Muzyka w Katedrze”, organizowanego przez Regionalne Centrum Kultury im. Z. Herberta, był występ Zespołu Wokalnego ANIMA, pod dyrekcją Victora Smirnova. Jego członkami są absolwenci Konserwatorium im. Nikołaja Rimskiego-Korsakowa w Sankt Petersburgu. Śpiewacy wykonali kilka ciekawych utworów z kręgu muzyki cerkiewnej. Trzeba przyznać, że tego rodzaju muzyka w ogóle niezwykle rzadko gości w kołobrzeskiej bazylice, stąd takie wykonanie należy ocenić bardzo pozytywnie. Zresztą, zespół spisał się perfekcyjnie. Czystość głosów, zgranie w czasie wykonywania psalmodii, wyczucie tekstu – to wszystko należy poczytać na korzyść zespołu. Ale odniosłem wrażenie, że ANIMA nie doceniła akustyki kołobrzeskiej katedry, zwłaszcza, gdy znalazło się w niej kilkuset słuchaczy. I albo artystów wokalnie ograniczyły aranżacje, albo stłumiła ich nieco więcej wymagająca od śpiewaków niż instrumentów – akustyka. I choć może cichutki śpiew podkreślał nastrój religijny, to jednak niektórych fraz z tyłu kościoła po prostu nie dało się zrozumieć. Nie mnie jednak, wielkie brawa należą się dla tenora i basu. Alleluja Gieorgija Swidirowa – idealnie nadawało się na bis, którego, szkoda - zabrakło.

Po raz ostatni na tegorocznym festiwalu gościł organista, choć trzeba przyznać, że 4 koncerty organowe w tym roku – to bardzo dużo, jak na średnią z lat poprzednich. Przed publicznością w katedrze wystąpił szwajcarski organista Conrad Zwicky. Po raz drugi w historii festiwalu „Muzyka w Katedrze” wykonał on Toccatę i fugę d-moll BWV 565 Jana Sebastiana Bacha. To utwór, który ma wiele interpretacji, a na temat którego napisano już chyba wszystko. A jednak jest to najpopularniejszy temat organowy wszechczasów. Wykonanie Zwicky’ego, mnie osobiście jednak nie poruszyło. Choć technicznie – było zasadniczo bez zarzutu, to jednak registracja to pomyłka. Zwicky zlekceważył możliwości kołobrzeskiego instrumentu. Z jednej strony nie jest on specjalnie wielki – to zaledwie 28 głosów. Jednak elektropneumatyczna traktura, która zawiera wiele możliwości połączeń bez obciążania manuałów, pozwala na wykorzystanie 100 procent możliwości instrumentu bez straty dla dynamiki gry. A Zwicky oszczędzał. Mało tego, korzystał ze stałych ustawień fabrycznych wykonanych w Tilburgu w 1949 roku organów. Organowe „tutti” (wszystko) jest jednak nieco słabsze od fizycznego uruchomienia wszystkich niezbędnych registrów. W konsekwencji, słynna toccata i fuga zabrzmiała jakby pozbawiona siły swojego patetyzmu. Oznacza to, że czasami warto zrezygnować z wykonywania utworów monumentalnych na małych instrumentach, albo też wykorzystać to, co powiedzmy kolokwialnie – fabryka dała. W przypadku kołobrzeskich organów, nie była to fabryka byle jaka. Zresztą, wykonując fragment Sonaty organowej d-moll op. 65 nr 6 Felixa Mendelssohn-Bartholdego, Conrad Zwicky nie tylko pokazał swój kunszt, ale również fakt, że dbałość o dynamikę wykonania jest mu bliska. Było to wykonanie mistrzowskie, a na tym tle słynna toccata wypada jeszcze gorzej.

Wraz z organistą wystąpiła jego małżonka - Salome Zwicky. W jej wykonaniu Salve Regina na sopran i organy Pitero Terzianiego, to nieporozumienie. Jeśli słuchaczy raczy się najpierw wspaniałą czystością barwy Zespołu Wokalnego ANIMA, to później nic już ukryć się nie da. Na tym pozwolę sobie poprzestać. Lepiej wypadło już wykonanie popularnego Panis angelicus z Mszy fis-moll op. 12 Césara Francka. Część organową brawurowo zakończył Conrad Zwicky, wykonując Dwa szkice na temat Lobe den Herren Mediation, autorstwa współczesnej kompozytorki - Brity Leutert-Falch. I trudno po raz kolejny nie odnieść wrażenia, że jednak organy bazyliki lepiej wypadają we współczesnych kompozycjach, albo w brzmieniach romantycznych, niż barokowych.

Na koniec jeszcze jedna sprawa. Może warto, żeby prowadzący koncerty przypominał słuchaczom o wyłączaniu komórek… Naprawdę kuriozalny jest fakt, że w momencie wykonywania mistycznych niemalże kompozycji przez Zespół Wokalny ANIMA, odzywa się telefon komórkowy z jakimś niemal barbarzyńskim dzwonkiem. Ja na miejscu dyrygenta bym przerwał, odnalazł takiego profanatora i potraktował go kamertonem, aż by w uszach mu zadźwięczało. Do końca życia zapamiętałby, że a1 to na pewno 440 herców.

Robert Dziemba



Dodaj komentarz

UWAGA!
Komentarze są prywatnymi opiniami Czytelników, za które redakcja nie ponosi odpowiedzialności. Publikowanie jest jednoznaczne z akceptacją regulaminu. Jeśli jakikolwiek komentarz narusza obowiązujące prawo lub zasady współżycia społecznego, prosimy o kontakt (napisz do nas). Komentarze niezwiązane z artykułem, naruszające regulamin lub zawierające uwagi do redakcji, będą usuwane.

Komentarze zostaną opublikowane po akceptacji przez moderatora.

Administratorem danych osobowych jest  Wydawnictwo AMBERPRESS z siedzibą w Kołobrzegu przy ul. Zaplecznej 9B/6 78-100 Kołobrzeg, o numerze NIP: 671-161-39-93. z którym możesz skontaktować się osobiście pod numerem telefonu 500-166-222 lub za pośrednictwem poczty elektronicznej wysyłając wiadomość mailową na adres poczta@miastokolobrzeg.pl Jednocześnie informujemy że zgodnie z rozporządzeniem o ochronie danych osobowych przysługuje ci prawo dostępu do swoich danych, możliwości ich poprawiania, żądania zaprzestania ich przetwarzania w zakresie wynikającym z obowiązującego prawa.