menu

Darell Harris vs Anwil Włocławek 74:84

Anwil, wicemistrz zeszłego sezonu, zagrał przeciętny mecz, ale zespołowa gra jaką zaprezentował wystarczyła do wygranej w Kołobrzegu 74:84.


Na największe uznanie w zespole Kotwicy zasługuje występ Darella Harrisa, który dwoił się i troił, żeby nadrobić za jakby nieobecną resztę składu. Jego 27 punktów, przy niemal stuprocentowej skuteczności za 2 i 3 pkt, 15 zbiórek i 5 asyst było zdecydowanie kluczowym aspektem, dzięki któremu Kotwica utrzymywała się w grze.

Pierwsza kwarta to festiwal nieskuteczności gospodarzy. Nieudane, indywidualne wejścia pod kosz Scotta i wspaniałe wejścia pod kosz Paula Millera, którego Czarodzieje z Wydm zupełnie nie umieli zatrzymać bez faulu, sprawiły, że to Anwil zaczął powoli uciekać Kotwicy. Szybkie dwa faule w tej części spotkania złapał Darell Harris i w szóstej minucie meczu Dariusz Szczubiał był zmuszony dać mu odpocząć sadzając go na ławce. Kiedy na 3 minuty do końca pierwszej kwarty, Andrzej Pluta zaprezentował swój skuteczny, firmowy rzut za 3 pkt, podwyższając wynik na 8:18, trener Kotwicy wziął czas. Po krótkiej przerwie gra zrobiła się bardziej wyrównana. Na trójkę Jovanovica szybko odpowiedział Bartosz Szarzało. Chwilę później spróbował dorzucić kolejne trzy punkty - niestety chybił. Ta sztuka udała się za to Harrisowi, który piękną trójką 'do szatni' ustalił wynik pierwszej kwarty 16:25.

Druga kwarta to zdecydowanie lepsza gra Kotwicy przy dużej nieskuteczności zawodników z Włocławka. Po 7 minutach drugiej kwarty na tablicy wyników widniał remis - 33:33, a na trójkę Pluty szybko odpowiedział Zabłocki trafiając trzy osobiste po faulu Jovanovica i zrobiło się 36:36. Po celnym osobistym wykonanym w następnej akcji przez Fishera, gospodarze wyszli na jednopunktowe prowadzenie. Mimo wygranej Kołobrzeżan w tej odsłonie (21:14), to Anwil do przerwy prowadził 37:39. Ten stan rzeczy w ostatniej sekundzie drugiej kwarty chciał jeszcze zmienić Marko Djuric, rzucając za 3 pkt, jednak piłka nie wpadła do kosza.

Trzecia kwarta to piękna zespołowa gra gości. Punktami dzielili się Miller, Pluta, Jovanovic i DJ Thompson. Kotwica grała zupełnie bez pomysłu. Wydawało się, że jedyny pomysł na grę to indywidualne wejścia pod kosz Teda Scotta, który starał się przerzucić wysokich obrońców lobem i pudłował rzut za rzutem. W całym meczu próbował tej sztuki aż piętnaście razy, trafiając tylko trzy, rozgrywając tym samym najgorszy mecz tego sezonu. W ten sposób po kilku minutach gry przewaga gości urosła do 12 pkt i było już 41:53. Dalej mecz odbywał się już kosz za kosz. Swoją drugą trójkę w tym meczu rzucił Bartosz Szarzało i tą samą sztuką popisał się Zabłocki. W odpowiedzi jednak punktowali wspaniale radzący sobie pod koszem Miller oraz Pluta - ten drugi oczywiście za 3. Ta kwarta należała zdecydowanie dla gości. Po trzydziestu minutach gry było 53:67.

Czwartą kwartę piękną trójką otworzył Zabłocki. W odpowiedzi Hicks łatwo wszedł pod kosz i zrobiło się 56:69. Po kilku kolejnych akcjach przewaga gości zmalała do 10 punktów i znów pojawiła się nadzieja na wygranie tego spotkania. Chwilę później wchodzący pod kosz Andrzej Pluta potknął się o własne nogi, jednak sędziowie odgwizdali rzekomy faul Zabłockiego. W Hali Millenium zagotowało się, gdyż nie była to pierwsza, kontrowersyjna decyzja w tym meczu. 12 punktowe prowadzenie na jakie wyszli goście po celnych osobistych Pluty, szybko zostało zniwelowane. Na minutę przed końcem spotkania po punktach Scotta przewaga spadła do siedmiu oczek - 70:77. Po błędach Anwilu, Kotwica dwukrotnie próbowała rzutów za 3 - najpierw Dawid Bręk, a potem Ted Scott mogli zmniejszyć straty swojej drużyny - dla nich dziś jednak piłka nie była zbyt łaskawa. Ostatecznie mecz zakończył się wynikiem 74:84.

Największą pochwałę po meczu obok niesamowitego Darella Harrisa, powinni zebrać kibice Kotwicy, którzy nie przestawali dopingować swojej drużyny w żadnym momencie meczu. Kiedy w końcówce ostatniej minuty było już wiadomo, że kołobrzeżanie nie odniosą zwycięstwa w tym meczu, zielony sektor skakał i bawił się na całego, skandując donośne "Kocham tylko Kotwicę". Po meczu, śpiewom z zielonego sektora nie było końca, nawet gdy druga połowa kibiców była już dawno poza halą.

Przegrana jednak smuci, szczególnie, że goście de facto nie pokazali dziś nic nadzwyczajnego. Gdyby spojrzeć chłodnym okiem na statystyki obu drużyn - Kotwica trafiła 18 razy za 2 pkt, tak samo Anwil. Kotwica trafiła 7 trójek, Anwil również. 10 pkt różnicy wynika niby z rzutów osobistych - jednak procent jest praktycznie ten sam, bo Anwil próbował tej sztuki 35 razy, a Kotwica oddała jedynie 23 rzuty osobiste. Patrząc na grę obu zespołów śmiem jednak twierdzić, że Anwil zagrał jak rasowy zespół, a Kotwica jak zbieranina indywidualności, co doprowadziło do porażki. Niestety przy tak słabej skuteczności Teda Scotta, stawianie na zagrania indywidualne w jego wykonaniu, to jak rzut monetą. Albo się uda, albo się nie uda. Dziś się nie udało. A szkoda.

(iks)

KOTWICA KOŁOBRZEG - ANWIL WŁOCŁAWEK 74:84
16:25, 21:14, 16:28, 21:17

Dodaj komentarz

UWAGA!
Komentarze są prywatnymi opiniami Czytelników, za które redakcja nie ponosi odpowiedzialności. Publikowanie jest jednoznaczne z akceptacją regulaminu. Jeśli jakikolwiek komentarz narusza obowiązujące prawo lub zasady współżycia społecznego, prosimy o kontakt (napisz do nas). Komentarze niezwiązane z artykułem, naruszające regulamin lub zawierające uwagi do redakcji, będą usuwane.

Komentarze zostaną opublikowane po akceptacji przez moderatora.

Administratorem danych osobowych jest  Wydawnictwo AMBERPRESS z siedzibą w Kołobrzegu przy ul. Zaplecznej 9B/6 78-100 Kołobrzeg, o numerze NIP: 671-161-39-93. z którym możesz skontaktować się osobiście pod numerem telefonu 500-166-222 lub za pośrednictwem poczty elektronicznej wysyłając wiadomość mailową na adres poczta@miastokolobrzeg.pl Jednocześnie informujemy że zgodnie z rozporządzeniem o ochronie danych osobowych przysługuje ci prawo dostępu do swoich danych, możliwości ich poprawiania, żądania zaprzestania ich przetwarzania w zakresie wynikającym z obowiązującego prawa.