menu

POD PRĄD - felieton Roberta Dziemby (1)

kołobrzeg, miastokolobrzeg.pl, Robert Dziemba, felieton, pod prądKoncepcji rządów dalej nie widać… Za kilka dni minie sto pierwszych dni rządów drugiej kadencji Janusza Gromka. Niestety, ich koncepcja tonie w zimowej mgle.


Gdy prezydent przeczytał ostatnie wydanie gazety „Miasto Kołobrzeg” na pewno zadowolony nie był. Wiem o tym, bo mi o tym powiedział. Widać, że miał dobry humor. Gdyby było więcej szczerości, prezydent dowiedziałby się, że tak jak on nie był zadowolony z tytułu „Gwarancja niedorozwoju?”, tak z jego rządów w pierwszych stu dniach jest niezadowolonych wielu wyborców.

Janusz Gromek w kampanii wyborczej z uporem godnym maniaka powtarzał, że tylko drużyna czy zespół ma szansę rozwijać Kołobrzeg. To miała być gwarancja dla tego miasta. Ludzie w to uwierzyli. Jednak pierwsze sto dni przyniosło bolesne rozczarowanie wyborczym sloganem. Nasilenie wpływów politycznej nomenklatury nic dobrego dla miasta nie przyniosło. Po pierwsze, uwidoczniło, że ławka ekspertów Platformy jest krótka. Posiłkowanie się pseudoliderami czy budowanie projektów w oparciu o ludzi zerwanych z okołourzędowej choinki, to jak udział w konkursie na najbardziej widowiskowe samobójstwo z możliwością wykonania telefonu do przyjaciela. Gdy prezydent w noc wyborczą oświadczył dziennikarzom, że zrywa z partyjną nicią i wybierze fachowców, zyskał w oczach dziennikarzy. To były jednak tylko słowa. Autorytet prezydenta zdechł do reszty, gdy milcząco przyzwolił na usunięcie Wioletty Dymeckiej z funkcji prezesa MWiK. To była tylko przygrywka do dalszego upolitycznienia spółek, która przybrała rozmiar kabaretu, zwłaszcza – ale nie tylko – w Zieleni Miejskiej. Po drugie, Janusz Gromek na samym początku pozwolił na rozbicie grona zaufanych doradców. Zresztą, cóż to byli za doradcy? Ktoś, kto boi się powiedzieć prezydentowi prawdę, bo może stracić kumpla, nie jest doradcą. W polityce nie ma przyjaciół. Ktoś taki to zwykły wyjadacz liczący na dodatkowe frukty za wierną służbę. Mówienie rzeczy niepopularnych, psucie prostackich intryg i źle przygotowanych zagrań to prawdziwa sztuka. Z takimi jajami nikogo w tym obozie rządzącym nie widać. Może to dlatego koncepcja rządów Janusza Gromka przypomina wycieczkę ślepca po polu minowym w programie pt. „Co nas nie zabije to nas wzmocni”.

To wcale nie musiało tak być. Janusz Gromek wygrał wybory samodzielnie. To jego największy sukces. Cztery lata temu to był przypadek. A kto konsumuje sukces prezydenta? To widać gołym okiem. Zamiast drużyny walczącej o rozwój miasta, mamy drogę krzyżową, podczas której słyszy się, że każdy może ponieść krzyż władzy, jeśli tylko chce. No cóż: kto ma pszczoły, ten ma miód. Cisną przedsiębiorcy, cisną załatwiacze partyjni, o lobbystach nie wspominając. Ale uwiera prezydenta po niemal stu dniach sprawowania władzy coraz bardziej ciśnienie partyjne. To kolejny problem, który Janusz Gromek ma na własne życzenie. Kilka metrów od Urzędu Miasta wyrosła prezydentowi konkurencja, nazwana ostatnio męską przyjaźnią. Starosta Tomasz Tamborski to polityk wytrawny. Ile to już osób spisało go na straty, a on dalej robi to co chce? I chyba prezydent już to zrozumiał, bo jeśli nie, to popełni kolejny błąd. Sto dni na popełnianie błędów nie jest najlepszym rozwiązaniem. Szkoda sobie psuć smak studniówkowego szampana. A czy na imprezę przyjadą ważni politycy, jak ostatnio – do Aquariusa? Dyrekcja tego hotelu powinna nam załatwić jakieś stałe miejsce na parkingu, choć na razie na tłok klientów, obserwując poczynania władzy, jakoś tam nie narzekamy.

W poprzedniej kadencji Janusz Gromek był uwiązany partyjnym postronkiem. Kilka razy widziałem jego kłótnie z Sebastianem Karpiniukiem. Cóż, samo życie. Ale teraz nic już nie stoi na przeszkodzie do samodzielności prezydenta, chciałoby się rzec do politycznej hegemonii Janusza Gromka. No to skoro jest tak dobrze, to gdzie te fajerwerki, gdzie ten polityczny orgazm, gejzer pomysłów, skarbiec pieniędzy miejskich, potok inwestycji? Gdzie są ci ludzie prezydenta? Można ostatnio odnieść wrażenie, że władzę dopadła zadyszka wywołana partyjnymi sporami, nocnym knuciem i biegiem po stołki na czas. A prezydent milczy. Jego ludzie robią z siebie błaznów, a szef udaje, że nic nie widzi. Taka polityka zemści się potwornie. Tym bardziej, że w macierzystej i wpływowej partii nie brakuje osób, których taki stan rzeczy już nie zadowala. Cztery lata miną szybko, a niewielu jest przygotowanych na zakończenie błyskotliwych karier w imię wierności PO. Będą okręgi jednomandatowe.

Niekonsekwencja mści się podwójnie: kara za błędy plus bonus w postaci punktów ujemnych za głupotę. Jeden z moich profesorów w przypadku pomyłki zwykł się sam zwymyślać w taki sposób, że aż żal się go robiło. Gdy jako studenci pytaliśmy go, dlaczego to robi, powtarzał nam, że ma dzięki temu większą szansę nie powtórzyć tego błędu w przyszłości. Mijające wkrótce sto dni oceniam tym bardziej negatywnie, bo pełno w nich niekonsekwencji, braku decyzji, odsuwaniu ich w czasie. Tak właśnie robi rząd Donalda Tuska: gra na czas. Czas pokaże, czy to dobrze. Ale czas też sobie odpowiedzieć na pytanie, czy nas na to stać. Zapewne mnie na to nie stać, ale przecież miasto to my wszyscy, a skoro tak, co do zasady podmiot zbiorowy nie ma właściciela. Niczyim łatwiej się zarządza, bo nie powoduje to wyrzutów sumienia, tak zwanego kaca moralnego. Łatwiej przejść na porządku dziennym nad faktem, że nie będzie trzeciego etapu obwodnicy. Łatwiej pogodzić się z tym, że zastępca prezydenta dalej jest pracownikiem Komunikacji Miejskiej. Łatwiej na klatę wziąć awans Zenona Malinowskiego. Kręgosłup tak jakoś mniej boli, gdy trzeba pochylić się nad rozwojem zawodowym Łukasza Czechowskiego. To ciekawe, bo to co w Zieleni nazywa się rozwojem spółki i inwestowaniem w kadry, za chwilę w Wodociągach zamieni się w restrukturyzację i likwidowanie przerostu zatrudnienia. Nasze spółki są kapitałochłonne, korzystają z monopolistycznej pozycji, ale z drugiej strony są coraz bardziej zależne od prywatnych przedsięwzięć, na które właściciel sam pozwala. To tak jak sprawdzanie z zapaloną zapałką ile paliwa zostało jeszcze w baku. Co nam po ekspertach, programach, politykach czy analizach, jak nikt ich nie czyta, mało kto je zna. Dlaczego publiczne urasta do rangi zniedołężniałego? Wiem, że o tym łatwo się pisze. Ale prezydentem nikt nie jest z przymusu.

Co najbardziej smutne, to fakt, że prezydent jak sam twierdzi, nie czyta portali internetowych. Brak czasu. Szkoda. Mądrzy rządzący, to ci, którzy z merytorycznej krytyki biorą to co najlepsze. Ale z tą krytyką najpierw trzeba się zapoznać. Skoro prezydent ma czas na cykliczne spotkania na basenie z kolegami, dlaczego brakuje mu go na merytoryczną dyskusję o strategiach? Gdzie poszukuje danych do jej zbudowania? Skąd wie o tym, co naprawdę dzieje się na jego podwórku? Nie jest sztuką nazywać kogoś pseudodziennikarzem, a jego argumenty bzdurami (to i tak delikatne określenia). Często rozmawiam z rzecznikiem prezydenta Michałem Kujaczyńskim i coraz bardziej upewniam się w tym, że na Ratuszowej 13 budowana jest twierdza ze stanowiskami do obrony pozycji już zdobytej. Niepotrzebnie. Po wyborach opadły emocje. Rozluźniła się polityka represyjna wobec niepokornych. I przyniosło to pewne efekty. Ale na jak długo? Aż się prezydent zdrowo wkurzy? A na kogo to działa? Na urzędników? Na prezesów? Dyrektorów? Pewnie tak. A potem po 4 latach spotkamy się nad pustkowiem przy trzecim etapie obwodnicy i powiemy sobie, że mogło być tak pięknie…

To tylko 100 dni. Patrząc zgodnie z kalendarzem, zostało jeszcze 1726. To sporo, żeby wiele się zmieniło. Koncepcja rządów to coś więcej niż stos papierów. Powinna to być koncepcja otwarta na fachowców, ale z dala od partii. Partia pozwala na bezkarność, na politykę plemienną, nie obywatelską. W plemieniu jest hierarchia, w społeczeństwie obywatele są równi. W plemieniu rządzi ten, kto najwięcej może komuś dać. W społeczeństwie wybiera się najmądrzejszego. Tyle teorii. W praktyce chodzi o to, żeby dobre intencje nie zamieniły się w tanią antykoncepcję bez recepty. Wystarczy jedna dziurka, żeby powstała kinder niespodzianka…

Robert Dziemba

 

 

Dodaj komentarz

UWAGA!
Komentarze są prywatnymi opiniami Czytelników, za które redakcja nie ponosi odpowiedzialności. Publikowanie jest jednoznaczne z akceptacją regulaminu. Jeśli jakikolwiek komentarz narusza obowiązujące prawo lub zasady współżycia społecznego, prosimy o kontakt (napisz do nas). Komentarze niezwiązane z artykułem, naruszające regulamin lub zawierające uwagi do redakcji, będą usuwane.

Komentarze zostaną opublikowane po akceptacji przez moderatora.

Administratorem danych osobowych jest  Wydawnictwo AMBERPRESS z siedzibą w Kołobrzegu przy ul. Zaplecznej 9B/6 78-100 Kołobrzeg, o numerze NIP: 671-161-39-93. z którym możesz skontaktować się osobiście pod numerem telefonu 500-166-222 lub za pośrednictwem poczty elektronicznej wysyłając wiadomość mailową na adres poczta@miastokolobrzeg.pl Jednocześnie informujemy że zgodnie z rozporządzeniem o ochronie danych osobowych przysługuje ci prawo dostępu do swoich danych, możliwości ich poprawiania, żądania zaprzestania ich przetwarzania w zakresie wynikającym z obowiązującego prawa.